Dyplomacja

Za tydzień spotkanie Trump - Putin: Nowej Jałty nie będzie

PAP/EPA
Za tydzień Trump po raz pierwszy spotka się z Putinem. Ale po zapowiadanym „dealu" nie ma śladu.

Najbliżsi współpracownicy starają się powstrzymać prezydenta, ale dla miliardera to zbyt duża pokusa: show na cały świat. Dlatego, jak ujawniła Associated Press, Donald Trump naciska, aby w ogromnym kompleksie Hamburg Messe, gdzie spotkają się przywódcy krajów G20, zostało zaaranżowane odrębne pomieszczenie na dwustronne rozmowy z Władimirem Putinem, a potem konferencja prasowa. I to nawet, jeśli obaj przywódcy tak naprawdę nie mają sobie zbyt dużo do powiedzenia.

Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla, przyznaje jednak, że na razie żadnych przygotowań do takich rozmów nie ma.

– Spotkamy się w pewnym momencie, to pewne. Ale my na to nie naciskamy – powiedział niedawno sam prezydent Rosji reżyserowi Olivierowi Stone'owi.

Bo Moskwie nie chodzi o show tylko bardzo realne nowe otwarcie z Ameryką, które pozwoli Rosji wyjść z coraz trudniejszej sytuacji politycznej i gospodarczej.

– Putin otworzył wiele frontów: Syria, Ukraina, wyścig zbrojeń. Kraj jest w trudnej sytuacji gospodarczej. To on będzie w Hamburgu petentem, nie Trump – mówi „Rzeczpospolitej" Igor Sutiagin, ekspert londyńskiego Royal United Services Institute (RUSI).

Coraz więcej wskazuje więc na to, że w porcie u ujścia Łaby obaj przywódcy spotkają się „na marginesie" debat plenarnych, w taki sam sposób, jak Barack Obama dwukrotnie widział się na szczytach G20 z Putinem, w Turcji, a potem w Chinach.

Kreml będzie strzelał

Nie tak to miało wyglądać. W trakcie kampanii wyborczej Trump zapowiadał, że spotka się z Putinem jeszcze przed zaprzysiężeniem. Potem termin był stale odkładany, choć do Białego Domu przybyli przywódcy innych krajów świata. Bo się też okazało, że między Waszyngtonem i Moskwą jest coraz więcej przeszkód niemożliwych do przezwyciężenia.

– Na Bliskim Wschodzie Trump stanął zdecydowanie po stronie Arabii Saudyjskiej i monarchii sunnickich przeciwko Iranowi i Rosji. W sprawie konfliktu na Ukrainie Amerykanie doszli do wniosku, że będą wspierać Kijów, bo to najskuteczniejszy sposób zapobieżenia odbudowie rosyjskiego imperium. Trump nie wycofał też wojsk amerykańskich z Polski i Europy Środkowej, przeciwnie, doprowadził do konsolidacji NATO, zwiększenia wydatków na obronę w chwili, gdy rosyjski program zbrojeniowy ze względu na kłopoty gospodarcze dostał zadyszki – mówi „Rz" John Lough, ekspert londyńskiego Chatham House.

W ostatnich dniach te napięcia się jeszcze nasiliły. Po strąceniu przez Amerykanów syryjskiego myśliwca Kreml ostrzegł, że będzie strzelał do amerykańskich maszyn, które przedostaną się na zachód od Eufratu: krzyk bezsilności ze strony Rosjan, biorąc pod uwagę przytłaczającą przewagę w powietrzu Amerykanów na Bliskim Wschodzie. Z kolei po decyzji Senatu o zaostrzeniu sankcji wobec Moskwy rosyjski MSZ odwołał zaproszenie dla zastępcy sekretarza stanu Toma Shannona na konsultacje w sprawie poprawy wzajemnych relacji.

– Po decyzji o sankcjach sytuacja nie pozwala na taki dialog, tym bardziej że nie ma on żadnej substancji, skoro Waszyngton nie zaoferował nic konkretnego – napisał w specjalnym komunikacie rosyjski MSZ. Minister Sergiej Ławrow wręcz oskarżył Amerykanów o rusofobię. Jednak zdaniem sekretarza skarbu USA Stevena Mnuchina „utrzymanie sankcji jest konieczne, aby zmusić Rosjan do działania na rzecz dyplomatycznego rozwiązania konfliktu".

Zaostrzenie zamiast odprężenia

Na początku tego tygodnia sam Donald Trump na Twitterze po raz pierwszy przyznał, że Moskwa ingerowała w ub.r. w wybory prezydenckie w USA i jednocześnie zarzucił Obamie, że... nie zareagował na to bardziej zdecydowanie.

– Dla Trumpa priorytetem jest teraz polityka wewnętrzna: reforma ubezpieczeń zdrowotnych (Obamacare), systemu podatkowego, polityki migracyjnej. Prezydent nie zrobi nic, co mogłoby wskazywać na jego bliższe związki z Kremlem, bo to zaostrzy jego konflikt z republikanami w Kongresie. Polityka zagraniczna nie jest dla niego priorytetem – mówi Sutiagin, który przez 11 lat był więziony przez Rosjan z sfabrykowanymi zarzutami o współpracę z brytyjskim wywiadem.

W tej sytuacji zamiast o odprężeniu coraz częściej mówi się wręcz o zaostrzeniu polityki Waszyngtonu wobec Moskwy. Po spotkaniu dwa tygodnie temu z Trumpem w Białym Domu prezydent Petro Poroszenko ogłosił, że Amerykanie szykują się do sprzedaży Ukraińcom „broni defensywnej". To byłby przełom, bo Obama nigdy nie zdecydował się na uzbrojenie ukraińskich oddziałów. Ale do tego droga wydaje się jednak daleka: w Departamencie Stanu nikt jeszcze nawet nie zastąpił specjalnej wysłanniczki na Ukrainę Victorii Nuland.

– Trump nie posunie się do otwartego konfliktu z Putinem. Ale wcale bym nie był zaskoczony, gdyby Polska zwiększyła sprzedaż uzbrojenia na Ukrainę, oczywiście nie bez koordynacji z Amerykanami – uważa Sutiagin.

Zdaniem Johna Lougha maksimum, czego można spodziewać się, to reaktywacja komisji Gore – Czernomyrdin. Chodzi o forum współpracy z lat 90., któremu przewodniczył wiceprezydent USA i premier Rosji znany z powiedzenia: chcieliśmy jak najlepiej, a wyszło jak zwykle. ©?

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: jedrzej.bielecki@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL