To reakcja na wtorkowe wypowiedzi wiceprezydenta USA Mike'a Pence'a, który wyraził poparcie dla opozycji w Wenezueli i nazwał Maduro "dyktatorem pozbawionym legalnych roszczeń do władzy".

Maduro rozpoczął właśnie drugą kadencję na stanowisku prezydenta Wenezueli, ale Zachód - w tym USA - kwestionują demokratyczny charakter wyborów prezydenckich z 2018 roku.

Wenezuela od lat boryka się z kryzysem gospodarczym, który doprowadził do opuszczenia kraju przez ok. 3 mln obywateli, a także ograniczył dostęp większości Wenezuelczyków pozostających w kraju do podstawowych środków do życia.

Kryzys ma związek ze spadkiem cen ropy na światowych rynkach przy jednoczesnym zbudowaniu przez poprzednika Maduro, Hugo Chaveza, państwa dobrobytu opierającego się w dużej mierze na zyskach z eksportu ropy.

Maduro oskarża jednak o załamanie gospodarcze Zachód przekonując wielokrotnie, że USA zmierzają do obalenia go w wyniku zbrojnej interwencji. O to samo Maduro oskarża m.in. sąsiednią Kolumbię.

21 stycznia w Wenezueli doszło do buntu przeciw władzy niewielkiej grupy żołnierzy Gwardii Narodowej. Bunt został jednak stłumiony.