- Sprawdziliśmy to w Nowej Zelandii. Nie mamy tutaj rosyjskich niezadeklarowanych oficerów wywiadu - powiedziała we wtorek Jacinda Ardern, premier Nowej Zelandii. - Gdybyśmy ich znaleźli, wydalilibyśmy ich - dodała.

W poniedziałek kilkanaście państw członkowskich Unii Europejskiej, Stany Zjednoczone, Kanada i Australia zapowiedziały wydalenie rosyjskich dyplomatów w odpowiedzi na zatrucie byłego agenta Siergieja Skripala w Sailsbury. Wielka Brytania obwinia za atak Rosję.

USA zdecydowały się wydalić 60 dyplomatów, w tym 48 pracowników ambasady i 12 członków stałej misji Rosji przy Organizacji Narodów Zjednoczonych. Ponadto władze USA zdecydowały o zamknięciu rosyjskiego konsulatu w Seattle.

Przeczytaj » Siergiej Ławrow: Będzie reakcja na wydalenie dyplomatów. "Chamstwo"

Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz ogłosił w poniedziałek, że z Polski wydalonych zostanie czterech rosyjskich dyplomatów.

Nowa Zelandia to dawna brytyjska kolonia i członek anglojęzycznej sieci wymiany informacji "Five Eyes", która obejmuje także USA, Wielką Brytanię, Kanadę i Australię.

Premier Arden powiedziała, że nie była zaskoczona tym, że w jej kraju nie ma rosyjskich agentów. Jej zdaniem, patrząc na "zasięg międzynarodowych interesów Rosji", Nowa Zelandia "nie znajduje się na szczycie listy".