fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Diagnostyka i terapie

Szansa na ciążę pomimo choroby onkologicznej

Adobe stock
Postęp medycyny sprawia, że coraz częściej wygrywamy z nowotworami. Dzięki nowoczesnym kuracjom choroba ustępuje lub przechodzi w stan przewlekły. Niestety, ten sukces ma swoją cenę - jest nią bezpłodność. Jednak są sposoby, by zachować możliwość posiadania dzieci, mimo zastosowania chemio- i radioterapii.

- Większość nowotworów wykrywanych jest w drugim, trzecim, czwartym stopniu zaawansowania. Nie wystarczy je wyciąć. Konieczne jest leczenie skojarzone, czyli chirurgia połączona z chemioterapią i radioterapią. Ich celem jest zahamowanie szybkiego, niekontrolowanego przez naturalne mechanizmy obronne organizmu  podziału komórek  – W niepohamowany sposób komórki namnażają się, tworząc guz naciekający sąsiednie tkanki, skutkując również powstawaniem przerzutów drogą naczyń limfatycznych i krwionośnych. Mówiąc potocznie, nowotwór można określić mianem pasożyta niszczącego swojego żywiciela. Z kolei chemioterapia czy radioterapia, a więc leczenie gonadotoksyczne, mają za zadanie niszczyć te szybko dzielące się komórki - wyjaśnia prof. Robert Jach, kierownik Oddziału Klinicznego Endokrynologii Ginekologicznej i Ginekologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Na skutek leczenia dochodzi również do zatrzymania podziału innych szybko dzielących się komórek w organizmie - Cebulek włosowych, stąd wypadanie włosów charakterystyczne wśród pacjentów poddanych chemioterapii, komórek przewodu pokarmowego powodującego nudności i wymioty oraz szpiku kostnego, co wywołuje powikłania w postaci anemii i zagrażającej życiu leukopenii, a wreszcie komórek rozrodczych, co prowadzi właśnie do bezpłodności - wylicza specjalista. To, w jakim stopniu dojdzie do uszkodzenia komórek rozrodczych zależy od zastosowanych metod leczenia. W przypadku alkaloidów, wykorzystywanych w walce z rakiem piersi, ryzyko szacowane jest na 50-60 proc. Przy bardziej toksycznych środkach może dochodzić do 80-90 proc.

Wyścig z czasem

Zachorowalność na nowotwory złośliwe rośnie wraz z wiekiem. Większość przypadków, występuje po 60 roku życia. Ale nie wszystkie. Co więcej, rak coraz częściej atakuje młode kobiety (20-44 lata).  Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów ostatnie trzy dekady to okres intensywnego wzrostu zachorowalności w tej grupie. Jak podkreśla prof. Jach równolegle rośnie w Polsce mediana urodzenia pierwszego dziecka. - Aktualnie to  już blisko 30 lat. Dwadzieścia lat temu średni  wiek pierworódek wynosił 24,7 -  wyjaśnia lekarz.

Wszystko to oznacza, że statystycznie coraz więcej pań może nie zdążyć z macierzyństwem, zanim zachorują. To właśnie z myślą o takich pacjentach ponad 10 lat temu w Stanach Zjednoczonych powstała dziedzina medycyny zwana oncofertility, polegająca na zachowywaniu płodności i przywracaniu jej po przejściu terapii. Oncofertility to dziedzina z pogranicza medycyny rozrodu, ginekologii, endokrynologii ginekologicznej i onkologii. Do medycyny pojęcie wprowadziła prof. Teresa K. Woodruff z Uniwersytetu Northwestern w Chicago. Jest kilka technik wspomaganego rozrodu zabezpieczające funkcje rozrodcze na czas leczenia.

–  Do tego typu technik zalicza się: mrożenie komórek jajowych w przypadku kobiet, nasienia u mężczyzn, procedurę in vitro (mrożenie zarodków), a także mrożenie (krioprezerwację) fragmentu tkanki jajnikowej pobieranej podczas laparoskopii, jeszcze przed wdrożeniem chemioterapii czy radioterapii – tłumaczy prof. Robert Jach. – Po zakończeniu takiego gonadotoksycznego leczenia, pacjentce wszczepia się zdrowy, pobrany od niej wcześniej fragment jajnika, który następnie powinien podjąć swoją zasadniczą funkcję, zarówno endokrynną, jak i germinatywną. W efekcie skutkuje to czasami możliwością naturalnego zajścia w ciążę, bez konieczności ingerencji w postaci procedur wspomaganego rozrodu, które często są dla pary z różnych względów nieakceptowalna – wyjaśnia specjalista.


Trudny wybór

Wyzwaniem jest konieczność skoordynowania w czasie leczenia i dobranie najlepszej metody. W Polsce do uznanych technik  oncofertility  należy transpozycja jajników (przesunięcie ich poza obszar napromieniowania, nie jest rozwiązaniem przy chemioterapii),  zamrożenie oocytów i zarodków u pań oraz plemników u mężczyzn. Wybór metody zachowania płodności determinowany jest dostępnym czasem i sytuacją życiową pacjentki.

Dla samotnych kobiet, najlepszą możliwością jest zamrożenie oocytów, czyli niezapłodnionych komórek jajowych. - Zabieg pobrania i zamrożenia oocytów można przeprowadzić w dowolnym momencie cyklu. Niemal natychmiast. Mówimy tu o tygodniach a nie miesiącach - wyjaśnia specjalista. Jeśli pacjentka jest w stałym związku, rozwiązaniem jest zamrożenie zarodków. Wymaga to jednak czasu niezbędnego do dojrzenia komórek i zapłodnienia zewnątrzustrojowego.

- Jest jeszcze czwarta droga. Metoda krioprezerwacji pobranej laparoskopowo tkanki jajnika, uznawana w Stanach Zjednoczonych. W Europie – w tym również i Polsce – trwają obecnie prace nad tym, żeby również tutaj przestała być metodą eksperymentalną - tłumaczy specjalista. Podczas trwającego około godziny małoinwazyjnego zabiegu laparoskopowego pobierany jest fragment jajnika (ok. centymetra kwadratowego), a następnie – za pomocą specjalnych technik oncofertility – tkanka jajnikowa jest zachowywana. W tym samym lub następnym dniu pacjentka może opuścić szpital - wyjaśnia prof. Jach. Jak dodaje, to najszybsza dostępna metoda zabezpieczenia płodności. Czas potrzebny na bezpieczne przeprowadzenie procedury to około siedmiu dni.

Po przejściu onkoterapii, która najpewniej spowodowała bezpłodność, pacjentka może powrócić do szpitala. Tam, po odmrożeniu pobranej wcześniej tkanki, wszczepia się ją laparoskopowo w jajnik, z którego wcześniej ją pobrano, a ten na powrót podejmuje swoją funkcję. W efekcie pacjentka może ponownie zajść w ciążę.

Prawo do macierzyństwa

- Jeśli chodzi o wszczepienie zarodka efektywność zajścia w ciążę jest taka sama jak dla zdrowej części populacji. Zależy od wieku pacjentki, jakości oocytów i skuteczności ośrodka (20-30 proc w dobrych ośrodkach). Tu ważna uwaga - po leczeniu onkologicznym miesiączki wracają u 20-30 proc. pań. Większość z nich przechodzi jednak przedwczesną menopauzę. W przypadku wszczepienia z powrotem jajnika w 90 proc. przypadków wraca jego funkcja endokrynna, w 60 proc. germinatywna, pozwalająca kobiecie zajść w ciążę w naturalny sposób - wyjaśnia profesor.

Niestety, procedura ta nie jest dostępna dla każdej chorej -  Jako eksperymentalna nie jest refundowana z Narodowego Funduszu Zdrowia. Na ten moment w Polsce żyje trójka dzieci urodzonych w ten sposób – deklaruje prof. Robert Jach.

Pobranie tkanki jajników to rozwiązanie również dla najmłodszych pacjentek onkologicznych. Jak twierdzi prof. Jach problem w tym, że zarówno rodzice chorych na raka dziewczynek jak i dojrzałe kobiety, często nie mają świadomości ryzyka, jakie niesie ze sobą leczenie oraz  rozwiązania, które mogą zabezpieczyć płodność. - Brakuje koordynacji między organizacjami pacjenckimi a centrami onkologicznymi a także ośrodków dedykowanych oncofertility - przekonuje ekspert.

Inną kwestią jest wiedza lekarzy na ten temat -Z badań grupy roboczej ds. oncofertility Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej wynika, że w szeroko rozumianej grupie docelowej onkologów, ginekologów onkologów, onkologów klinicznych i radioterapeutów świadomość tego zagadnienia istnieje. O metodzie słyszało ponad 50 proc. ankietowanych. Jednak zaledwie niecałe 20 proc. lekarzy rozmawiało kiedykolwiek na ten temat z pacjentką. - Zwykły ginekolog onkolog czy onkoterapeuta mieszkający w mieście wojewódzkim, nie jest w stanie w czasie krótkiej i szybkiej rozmowy przekazać informacji o  możliwych konsekwencjach przechodzenia terapii gonadotoksycznych – podsumowuje prof. dr hab. n.med. Robert Jach.

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA