fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dezubekizacja

Dezubekizacja: Małżonkowie po utracie emerytur wybrali śmierć

Ustawa dezubekizacyjna obniżyła świadczenia tysiącom osób
Reporter
Małżeństwo byłych funkcjonariuszy SB po obniżce emerytury przestało płacić czynsz, kredyty. Wybrali samobójstwo.

Dezubekizacja objęła ponad 38 tys. byłych funkcjonariuszy, którym zmniejszono emerytury. Jedni złożyli odwołania do sądu, inni liczą na „łaskę" ministra, niektórzy – kapitulują.

Środowiskiem mundurowych wstrząsnęła historia Wiesława i Józefy R., którzy wpadli w kłopoty finansowe, gdy Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA obniżył kobiecie emeryturę do 800 zł. Kiedy komornik zlicytował ich mieszkanie, małżonkowie zdecydowali się na samobójstwo. On się zabił, żonę uratował pies. „Nie widzieliśmy ratunku dla siebie" – napisała do nas ze szpitala psychiatrycznego Józefa R.

200 dawek insuliny

Historię małżeństwa poznajemy dzięki rozmowom ze znajomymi oraz korespondencji esemesowej z Józefą R.

Wiesław R. od 1977 r. pracował w SB (wydziale ds. gospodarczych), a po kilku latach – jak twierdzi jego żona – „zbulwersowany zabójstwem ks. Popiełuszki" złożył wniosek o przeniesienie i trafił do wydziału paszportów. W 1990 r. przeszedł pozytywnie weryfikację, ale odszedł ze służby. We włocławskiej firmie wypracował ZUS-owską emeryturę. Józefa R. była sekretarką w wydziale polityczno-wychowawczym WUSW we Włocławku, zakwalifikowanym do SB, a od 1990 r. pracowała w wydziale dochodzeniowo-śledczym komendy miejskiej we Włocławku. W 1998 r. z powodu cukrzycy i choroby kręgosłupa odeszła na emeryturę.

5 października 2017 r. Józefie R. ustawą dezubekizacyjną obcięto emeryturę – do 800 zł.

„Dostałam zawału mózgu, przestaliśmy płacić czynsz, ponieważ brakowało nam pieniędzy na opłaty, lekarstwa, jedzenie. Męża emerytura wynosiła niecałe 1500 zł netto, bo nasze świadczenia zajął komornik. Mieliśmy także inne kredyty, które spłacaliśmy do 5 października 2017 r." – tak kobieta relacjonuje powolne wpadanie w zapaść finansową.

Małżeństwo nie miało dzieci, a problemami nie chciało obciążać nikogo z dalszej rodziny.

„Nie widzieliśmy ratunku. Po długich rozmowach podjęliśmy wspólną decyzję o popełnieniu samobójstwa. Mężowi się udało, mnie niestety nie" – tłumaczy Józefa R. i dodaje, że zaaplikowała sobie 200 jednostek insuliny, po czym zapadła w sen. Wybudził ją pies. „Zjadłam kawałek czekolady, mąż już nie żył".

Zaledwie w 2011 r. R. wykupili na własność mieszkanie w spółdzielni, a w czerwcu 2018 r. wszczęto egzekucję komorniczą – suma za niepłacenie czynszu wynosiła ponad 7 tys. zł. R. dostają wezwanie od komornika, ale nie płacą.

Miasto chce pomóc

W internecie znajdujemy ogłoszenie o licytacji mieszkania małżeństwa R. z 13 maja tego roku. Ponad 48-metrowe lokum warte blisko 127 tys. zł, zostało wystawione za 95 tys. zł. Kupił je, wraz z lokatorami, 40-latek. W sierpniu tego roku sąd we Włocławku usankcjonował zmiany właścicielskie.

Józefa R. od 21 października – po próbie samobójczej – przebywa w szpitalu psychiatrycznym w Lipnie. „Lekarze twierdzą, że muszą popracować nad moją psychiką" – pisze kobieta. Ma nadzieję, że ze względu na okres ochronny wróci do dawnego mieszkania, gdzie ma dobytek. Ma propozycję zamieszkania w schronisku dla bezdomnych. „Tego nie zrobię, wolę dołączyć do męża" – odpisuje Józefa R. Dodaje, że jej 13-letnia suczka (która ją uratowała) przebywa w schronisku dla zwierząt. „Chociaż jej chciałam zapewnić godną starość" – pisze.

Pomoc Józefie R. oferuje miasto. – W przypadku trudnej sytuacji życiowej, w której znalazła się pani R., Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie zobowiązany będzie udzielić jej wsparcia po przeprowadzeniu oceny aktualnej sytuacji osobistej i rozpoznaniu potrzeb – zaznacza Bartłomiej Kucharczyk z Urzędu Miasta Włocławka. I dodaje, że „jako samorząd zrobimy, co w naszej mocy, by pomóc pani Józefie w codziennym funkcjonowaniu po wyjściu ze szpitala".

– To nie jest pierwsze samobójstwo, podobnych jest co najmniej kilka. Ludzie odstawiają leki, nie wykupują ich, bo na to nie stać – komentuje Jan Gaładyk ze Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Policyjnych. – Ustawa dezubekizacyjna zagarnia wszystkich podlegających jej rygorom, bez względu na to, czym się zajmowali. Tak jak panią Józefę, która zajmowała jedno z najniższych stanowisk w strukturze i była zwykłą sekretarką. Potraktowano ją tak jak ok. 8 tys. esbeków, którzy inwigilowali opozycję czy księży – mówi Gaładyk i dodaje, że absurdów jest więcej, np. dezubekizacja objęła 4,5 tys. łącznościowców, którzy byli zapleczem technicznym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA