fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Covid-19

Eksperci krytykują nową strategię walki z Covid-19

Fotorzepa/ Robert Gardziński
Spóźniona i pełna karkołomnych pomysłów – jak rezygnacja z kwarantanny dla medyków. Eksperci nie zostawiają suchej nitki na trzeciej strategii walki z Covid-19.

Najnowsza strategia przypomina nieco bardziej niż poprzednie te funkcjonujące w innych krajach europejskich. Według ekspertów ukazała się co najmniej o pół roku za późno.

– Taki dokument powinien być gotowy najpóźniej w lipcu. Można w niej przeczytać, co należało zrobić pół roku temu, by dziś nie mieć gigantycznych problemów – mówi Jerzy Przystajko, farmaceuta i ekspert ochrony zdrowia z Partii Razem. I wylicza niekonsekwencje ministerstwa: – Potwierdzanie Covid-19 za pomocą diagnostyki obrazowej Chińczycy stosowali już wiele miesięcy temu, a powszechne użycie mniej czułych testów antygenowych nie byłoby konieczne, gdybyśmy zawczasu rozbudowali sieć laboratoriów wykonujących genetyczne testy PCR, zapychających się powyżej 80–100 tys. badań na dobę – mówi.

Testy antygenowe potwierdzą Covid u osoby z widocznymi objawami. Są też kluczowym elementem zniesienia kwarantanny dla pracowników medycznych. Żeby mieć pewność, że medycy są zdrowi, ministerstwo będzie ich testować codziennie. Oni sami mają wątpliwości co do skuteczności takiego testowania, tym bardziej że negatywny wynik testu antygenowego nie zawsze jest wiarygodny.

– Nazwijmy to podejściem pragmatycznym. Rząd uznał, że dobro pacjenta jest ważniejsze niż zdrowie medyków, i przyjął rozwiązanie stosowane w innych krajach, które jak my zmagają się z niedoborem personelu – tłumaczy dr Tomasz Imiela z Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie. Zauważa, że większość szpitali nie jest jeszcze wyposażona w dobrej jakości testy antygenowe. Może się więc okazać, że pacjentów będą leczyć zakażeni medycy.

– Na szczęście jesteśmy w stanie tak się zabezpieczyć, by nie zakazić zdrowych pacjentów – zapewnia dr Imiela.

Choć liczba łóżek covidowych ma się zwiększyć do 35 tys., ministerstwo chce wyposażyć chorujących w domu w mierzące poziom tlenu we krwi pulsoksymetry, połączone z aplikacją przekazującą wyniki do centrum monitorowania. Eksperci uznają pomysł za karkołomny: – Nie wiem, czy jakikolwiek system informatyczny jest w stanie przetworzyć dane kilkudziesięciu tysięcy urządzeń. Poza tym my nie mamy problemu, by wykryć pacjenta wymagającego terapii tlenem, bo kryterium jest nie tylko spadająca saturacja, ale też subiektywnie odczuwana duszność. Kłopotem jest brak miejsc w szpitalach – mówi Marcin Pakulski, pulmonolog i były prezes NFZ.

Bardziej niż zapisy strategii medyków oburzają słowa ministra zdrowia o „ukrywaniu łóżek przez dyrektorów szpitali" i zapowiedź skierowania do placówek żołnierzy, którzy mieliby ich przypilnować: – Nie ma przepisu, który nadawałby żołnierzom uprawnienia do kontrolowania dyrektorów szpitali. A nadzorowanie liczby łóżek to nic innego jak nadzór – mówi Renata Florek-Szymańska z Porozumienia Chirurgów „Skalpel".

I dodaje, że żołnierze przydaliby się w szpitalach do pomocy pielęgniarkom czy salowym: – Dziś jest ich za mało i nie są w stanie zająć się obłożnie chorymi. Żołnierze mogliby pomóc przy karmieniu, załatwianiu potrzeb fizjologicznych czy podnoszeniu przy zmianie pościeli – podpowiada dr Florek-Szymańska.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA