fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Covid-19

Koronawirus. Fiesta trwała krótko

Po okresie izolacji niefrasobliwi Hiszpanie ruszyli masowo na plaże Barcelony (zdjecie z 14 lipca). Skutek: druga fala pandemii
AFP
Pandemia rzuciła gospodarki Hiszpanii, Włoch i Grecji na kolana. Władze obawiają się rozruchów tej jesieni.

Na razie to jest dobrowolne zalecenie. Burmistrz Ada Colau zaapelowała, aby mieszkańcy Barcelony nie wychodzili z domu, chyba że w sprawach niecierpiących zwłoki. Rekomendacja dotyczy 4 milionów osób. Można się spodziewać, że to wstęp do powrotu po trzech miesiącach do nowego lockdownu.

Dwieście ognisk

W ciągu trzech tygodni liczba zakażeń Covid-19 w stolicy Katalonii i jednego z najczęściej odwiedzanych miast świata potroiła się. Powodem jest przede wszystkim niefrasobliwość ludzi, którzy po długim okresie izolacji chcą wrócić do tradycyjnego, hiszpańskiego modelu życia. W nocnych klubach, na plażach, w barach przestano więc przestrzegać zasad oddalenia społecznego, maseczki noszono okazjonalnie, wszyscy poszli w tan. Teraz może to mieć tragiczne skutki.

Równie groźna jest sytuacja w Lleidzie, 150-tys. mieście na zachód od Barcelony. W całej Katalonii władze zidentyfikowały przynajmniej 200 ognisk Covid-19. Nie lepiej jest w sąsiedniej Aragonii i jej stolicy Saragossie. Hiszpanom na myśl przychodzą najgorsze chwile z wiosny, kiedy w Madrycie i Barcelonie fala zarażonych wirusem chorych zalała szpitale, zmuszając lekarzy do decydowania, komu zostanie przyznany respirator, a kto musi zostać skazany na śmierć z braku wystarczającej liczby sprzętu do ratowania życia. W Hiszpanii zmarło do tej pory na Covid prawie 28,5 tys. osób.

Sytuacja w Hiszpanii jest na tyle poważna, że premier Francji Jean Castex przyznał, iż rozważa zamknięcie granicy z sąsiadem z południa. Ale i w jego kraju sytuacja jest niepokojąca. Olivier Véran, minister zdrowia, ostrzegł, że zidentyfikowano już od 400 do 500 „aktywnych ognisk" choroby. Władze wprowadziły obowiązek noszenia maseczek w miejscach publicznych. Mówi się o ogłoszeniu wkrótce nowych obostrzeń.

Zdaniem Vérana współczynnik „R", który określa tempo rozwoju pandemii, wzrósł już do 1,55, co oznacza, że 10 chorych średnio zaraża przeszło 15 kolejnych osób (w szczytowym okresie wskaźnik dochodził do 3). Liczba zakażeń znów może zacząć rosnąć lawinowo, chyba że zostanie zarządzona blokada życia społecznego. Na to jednak nie stać już gospodarki kraju, wystarczającej determinacji brakuje też politykom. To prowadzi do dramatycznego wyścigu z czasem, który na razie nie zapowiada się dobrze.

– Mamy jeszcze przed sobą bardzo długą drogę, zanim uda się opracować skuteczną szczepionkę i rozprowadzić ją wśród szerokich rzesz ludności – ostrzega dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Tedros Adhanom Ghebreyesus.

Wielka godność

Pandemia uderzyła w południe Europy w środku tego, co miało być resztką sezonu turystycznego. Mowa o krajach, które ściągają połowę ogólnej liczby zagranicznych urlopowiczów na świecie. Biznes ma żywotne znaczenie dla Chorwacji (dostarcza 25 proc. PKB) i Grecji (21 proc.), ale też dla Hiszpanii (14 proc.), Włoch (13 proc.) i Francji (9 proc.) Dla porównania w przypadku Polski to 5 proc.

W zeszłym roku Hiszpanię odwiedziło blisko 85 mln zagranicznych gości, najwięcej ze wszystkich krajów świata. Już przed nadejściem drugiej fali pandemii wiadomo było, że w tym roku to się nie powtórzy, straty będą ogromne. Światowa Organizacja Turystyki ostrzegała przed utratą pracy przez połowę z 37 mln osób, które na południu Unii żyje z przyjezdnych.

We Włoszech spodziewano się spadku o 49 proc. liczby turystów, w niektórych regionach jeszcze więcej. Ponieważ prawa do wjazdu do Europy nie mają Amerykanie, aż o dwie trzecie spadnie liczba kuracjuszy wypoczywających nad jeziorem Como w Lombardii.

Jeszcze gorzej miałoby być w Chorwacji, gdzie ilość gości miała spaść o 68 proc., oraz Grecji, gdzie liczono się ze spadkiem 58 proc. Na Wyspach Kanaryjskich, do tej pory mekki dla mieszkańców północnej Europy z uwagi na panującą tu wieczną wiosnę, tylko połowa hoteli została otwarta.

Ale nowe uderzenie wirusa może jeszcze bardziej pogrążyć przemysł turystyczny.

– Ludzie nie tylko boją się zarazić. Obawiają się także za dużo wydać na wakacje w czasach, gdy utrzymanie pracy jest coraz bardziej wątpliwe – mówi „Rz" Oriol Bartomeu, politolog z Uniwersytetu w Barcelonie.

Pandemia już wyrzuciła na bruk 900 tys. Hiszpanów, bez pracy pozostaje w królestwie łącznie niemal 4 mln osób. MFW przewiduje, że w tym roku dochód narodowy kraju załamie się o przeszło 12 proc., najwięcej na świecie razem z Włochami.

W Rzymie nastroje nie są lepsze. Tu MSW ostrzegło, że spodziewa się jesienią rozruchów społecznych, tak wielka liczba osób nie może już związać końca z końcem. Dla wielu, w szczególności na południu kraju, jedyną opcją pozostaje oddać się na usługi mafii. Władze ostrzegają, że ta ostatnia, w szczególności wywodzą się z Kalabrii Ndrangheta, już kontroluje przynajmniej 50 powiatów, przez co władze musiały tu zastąpić wybrane władze samorządowe wysłannikami Rzymu. Mimo to organizacje przestępcze już szykują się do przejęcia poważnej części unijnej subwencji uzgodnionych we wtorek na szczycie w Brukseli poprzez przejęte przedsiębiorstwa.

Nie są lepsze nastroje w Grecji, w szczególności na wyspach. Rodos obiegła historia dziewięcioletniej dziewczynki, która zemdlała z braku jedzenia. Jej mama, do tej pory zatrudniona przy obsłudze turystów, straciła pracę. – Wielkiej biedzie towarzyszy wielka godność. Ludzie nie chcą do nas przychodzić po pomoc – mówi Nataniel, biskup Kos.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA