fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Covid-19

Prof. Duszyński: Cofnęliśmy się do czasów szamanów

Adobe stock
Jeżeli nie zastosujemy się do zaleceń sanitarnych to epidemia wybuchnie z taką siłą, że będziemy mieć sytuację krytyczną i być może będziemy musieli sięgnąć znów jako kraj po tę „atomową broń”, jaką jest lockdown – mówi prof. Jerzy Duszyński, prezes Polskiej Akademii Nauk

Zespół ekspertów przy prezesie PAN opublikował raport pt. „Zrozumieć COVID-19”. Czy da się to zjawisko zrozumieć? Nie jest to tytuł na wyrost?

To jest wyzwanie, które sobie stawiamy. Nie piszemy, że „zrozumieliśmy COVID-19”. Brakowało dotąd w naszej przestrzeni publicznej tego typu opracowania. Chcieliśmy, by było przystępne, co nie w każdym elemencie raportu się udało, ale też nie chcieliśmy pójść drogą zbyt popularną, trywialną, więc zdecydowaliśmy się na dość dużą dawkę wiedzy, która ma być punktem odniesienia. Tak, by w dyskusjach o rozwoju epidemii było się do czego odwołać.

W jaki sposób można zapoznać z raportem?

Dostęp do raportu jest wolny, znajduje się on na stronie Polskiej Akademii Nauk. I każdy może pobrać odpowiedni plik i wydrukować go lub przeczytać w sieci. Pracowaliśmy nad tym dokumentem w ośmioosobowym zespole złożonym z wybitnych specjalistów z różnych dziedzin, raport jest więc multidyscyplinarny. Pracowaliśmy 6 tygodni – całkowicie pro publico bono, a trzeba dodać, że wszystkie osoby zaangażowane w te prace, są na co dzień bardzo zajęte. Więc  chciałbym im bardzo za tę morderczą pracę podziękować. Zamknęliśmy ją 14 września. Jest to więc opis stanu wiedzy na ten dzień.

Czy to ma być broń poznawacza, która pomoże nam poradzić sobie z sezonem jesienno-zimowym? Pod względem epidemicznym zapowiada się on jako bardzo trudny…

Tak, ale chodziło też o przedstawienie zaleceń i mamy nadzieję, że udało nam się je dobrze wytłumaczyć, i to na wielu poziomach. Dzięki czemu te rekomendacje będą bardziej przestrzegane. Jesteśmy świadomi, że epidemia przebiega w Polsce nietypowo na tle Europy.  Mamy stosunkowo niski procent ludzi zarażonych i tych, którzy zmarli z powodu COVID-19.  To dlatego, że bardzo wcześnie, na bardzo niskim poziomie rozwoju epidemii zastosowaliśmy „broń atomową”, jaką było zamrożenie gospodarki i izolowanie obywateli z mocnym zaleceniem „zostań w domu”. To zadziałało, zdusiło epidemię, ale całkowicie jej nie wygasiło. Natomiast koszty ekonomiczne i społeczne tej decyzji były olbrzymie.

Piszecie w raporcie, że chodzi o zbudowanie pewnej równowagi między koniecznością zwalczania epidemii, a społecznymi kosztami lockdownu. Państwo musi przecież działać… Ale to diabelska alternatywa.

Właśnie tak.

A w dodatku wszystko co się o tym powie pachnie polityką…

Ale my nie jesteśmy polityczni, tylko naukowi. Nasz główny przekaz jest taki: jeżeli nie zastosujemy się do zaleceń sanitarnych, które przedstawiamy i tłumaczymy dlaczego są ważne, to wtedy nieuchronnie epidemia wybuchnie z taką siłą, że będziemy mieć sytuację  krytyczną i być może będziemy musieli sięgnąć znów jako kraj po tę atomową broń, jaką jest lockdown i zamrożenie gospodarki. Tak jak inne kraje, np. Wielka Brytania. To jest tak  groźne dla funkcjonowania kraju, że najpierw dodatkowe ograniczenia wprowadza się regionami czy strefami. Ale wirus nie zna granic ani pomiędzy województwami ani powiatami, ani między państwami. Tych działań można uniknąć, jeśli będziemy przestrzegać zaleceń, o których mówimy w raporcie, np. mocnego wskazania do utrzymywania dystansu między osobami w przestrzeni publicznej – co najmniej dwóch metrów.

Mówi pan o przestrzeganiu zaleceń - do czego przekonać mają argumenty racjonalne. Ale jednocześnie w raporcie mówi się o oporze przed racjonalnością. Żeby słuchać wskazań, trzeba wierzyć, że epidemia istnieje, a zalecenia mają sens.

Istnieje taki dysonans poznawczy. Większość osób myśli: „w mojej rodzinie, czy wśród sąsiadów nie ma żadnych przypadków śmierci, ani choroby z ciężkimi powikłaniami, a media mówią, że sytuacja jest dramatyczna”. My w raporcie odpowiadamy: poziom rozwoju epidemii w Polsce jest  ciągle dość niski, ale ona w każdej chwili  może wybuchnąć. Pokazujemy więc, że my swoim postępowaniem jako społeczeństwo przygotowaliśmy niestety bardzo dobry grunt pod taki wybuch, poprzez to, że całkowicie rozluźniliśmy naszą ostrożność w czasie wakacji. Wymieszaliśmy się, pojechaliśmy na zatłoczone plaże i szlaki górskie, potem wróciliśmy do domu, przywitaliśmy się serdecznie z babciami, ciociami i teściami i teraz trzeba tylko czekać, aż to wybuchnie. Jeśli nie będziemy postępować w sposób ostrożny, eksplozja jest nieunikniona. A ona doprowadzić może z kolei do olbrzymich konsekwencji ekonomicznych które znowu uderzą w bardzo wielu obywateli. Nawet młodzi, którzy uważają, że ich to nie dotyczy, bo mają prawie gwarantowany lekki przebieg, pomijając to, że powinni myśleć o swoich starszych bliskich, to muszą pomyśleć o tym, że mogą stracić pracę, zostać bez źródeł utrzymania.

Czy wirus Sars-Cov-2 jest demokratyczny?  Atakować zdaje się każdego równo, ale środki zaradcze i dostęp do leczenia już równe nie są.

To prawda i trzeba pomyśleć, co z tym zrobić. Społeczeństwo powinno przede wszystkim posiąść podstawową wiedzę, której do tej pory nie miało. Jesteśmy zalewani przez media olbrzymią liczbą komunikatów, informacji i spekulacji, często ze sobą sprzecznych i motywowanych doraźnymi interesami politycznymi.  Przecież pamiętamy jak bardzo znaczący politycy mówili: „nie ma sprawy, wirusa właściwie już nie ma”. Po drugie, obserwujemy jak działają politycy: siedzą w sali sejmowej i nie ma dystansu dwóch metrów, ani nie mają maseczek. Ciągle oglądamy uroczystości państwowe – bez maseczek. Czyli ci dobrze poinformowani ludzie, którzy powinni być przykładem – często są antyprzykładem. „Jeżeli oni nie mają, to dlaczego ktoś inny idąc do sklepu ma mieć?” – myśli obywatel.

Nie wierzymy „onym” tylko wujowi Januszowi przy stole?

To jest fenomen na skalę europejską! Dlaczego tak jest? Przekazy w sprawie pandemii były bardzo niespójne, dezorientujące i społeczeństwo przestało w nie wierzyć. Każda rodzina ma swoje autorytety: seniora, osobę wykształconą czy tylko wygadaną, i to im wierzymy. Bo chociaż mówią ciągle to samo. Niestety rzadko na podstawie wiedzy naukowej. Cofnęliśmy się do czasów szamanów, którzy przeprowadzali plemiona przez trudne momenty i zaklinali deszcz, epidemie i inne nieszczęścia.

 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA