fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Chiny

Chiny wpadły w negatywną spiralę demograficzną

W 2020 r. w ChRL urodziło się już tylko 10 mln dzieci, o 15 proc. mniej niż rok wcześniej
AFP
Władze przez cztery dekady brutalnie ograniczały prawo do potomstwa. A teraz ludzie wolą korzystać z życia. To może przesądzić o wyniku wyścigu z Ameryką.

Raport z organizowanego co dziesięć lat spisu powszechnego miał być znany w połowie kwietnia, ale władze wstrzymały publikację, uznając, że tak duża porażka zdestabilizuje kraj. Zdaniem „Financial Timesa" w pierwotnej wersji mowa była o spadku ludności (poniżej 1,4 mld).

Jednak nawet po „poprawieniu" dane pozostają fatalne. Przyrost naturalny zwolnił do najniższego poziomu od 1953 r., kiedy komuniści zaczęli zbierać w tej sprawie dane. Od 2010 r. ludność kraju zwiększyła się jedynie o 5,4 proc. wobec 5,8 proc. w latach 2000–2010 i wzrostu powyżej 10 proc. w poprzednich dekadach. W samym 2020 r. zanotowano tylko 10 mln urodzeń wobec 11,8 mln rok wcześniej. To spadek aż o 15 proc.

Wielki skok naprzód

Równolegle następuje szybkie starzenie ludności. Jeszcze w 2010 r. osoby, które skończyły 65 lat, stanowiły 8,9 proc. społeczeństwa. Dziś to już 13,5 proc. Szczególnie niepokoi to w kraju, gdzie mieszkańcy wsi (47 proc. ludności) nie mają zabezpieczeń emerytalnych i ubezpieczeń zdrowotnych. – Chiny wpadły w bardzo poważną, negatywną spiralę demograficzną, która zaważy na ich rywalizacji z Ameryką – uważa Dariusz Kowalczyk, ekspert Credit Agricole w Hongkongu.

Załamanie demograficzne jest znane wszystkim krajom, które podniosły poziom życia ludności. Składa się na to edukacja kobiet i mniejsza skłonność do poświęceń wymuszanych przez potomstwo. Ale w Chinach ten proces następuje wyjątkowo wcześnie. Zdaniem MFW z 18,9 tys. dol. dochodu na mieszkańca (przy uwzględnieniu realnej siły nabywczej walut narodowych) kraj ulokował się dopiero między Brazylią (15,6 tys. USD) a Białorusią (20,5 tys.). Jednak pod względem rozrodczości spadł poniżej krajów o wiele bogatszych. Partia Komunistyczna utrzymuje, że na kobietę przypada tu wciąż 1,7 dziecka (tyle co w USA, i więcej niż w Polsce, gdzie wskaźnik ten wynosi 1,5). Jednak zdaniem chińskiego banku centralnego faktycznie to 1,4.

– Jest niemal pewne, że wskaźnik rozrodczości jest przeszacowany. Skala wyzwań demograficznych jest o wiele większa – uważa bank.

Dane są nadmuchane po części dlatego, że władze lokalne podają wyższą liczbę mieszkańców, bo od tego zależą subwencje, jakie otrzymują.

Demograficzna tragedia to w ogromnym stopniu efekt wprowadzonej w 1979 r. polityki jednego dziecka, najbardziej brutalnego eksperymentu demograficznego w historii ludzkości. Aby utrzymać liczbę urodzeń pod kontrolą, władze posuwały się do wymuszania przerywania ciąży w siódmym miesiącu, odbierania siłą dzieci rodzicom czy niszczenia domu tym, którzy przekroczyli ustalone limity.

Ale załamanie struktury ludności to też efekt zbrodniczej polityki zarządzonego w latach 1959–1961 przez Mao Zedonga „Wielkiego skoku naprzód", który przez konfiskatę plonów doprowadził do śmierci z głodu dziesiątek milionów osób, wielu w wieku rozrodczym.

Gdy demograficzna bomba stawała się oczywista, w 2013 r. władze zaczęły luzować obostrzenia. Na wsi zezwolono na drugie dziecko rodzicom, którym urodziła się córka. W 2013 r. drugie dziecko mogły mieć już pary, w których jeden z rodziców był jedynakiem. A w 2015 r. w ogóle zniesiono limit jednego dziecka.

Indie doganiają

Sześć lat później staje się jednak jasne, że to nie przyniosło demograficznej poprawy. Do tego stopnia, że władze myślą o zniesieniu wszelkich ograniczeń dla macierzyństwa, zaczynając od miast w północno-wschodniej części kraju, gdzie ludność już się kurczy.

Innym czynnikiem, który doprowadził do gwałtownej zapaści demograficznej, jest forsowna urbanizacja kraju napędzana niezwykłym wzrostem produkcji przemysłowej i usług. Od 2011 r. więcej Chińczyków mieszka już w miastach niż na wsi, bo tam znajdują pracę. To jednak w znacznej części gigantyczne, przeludnione centra, które nie są w stanie zapewnić wszystkim godnych warunków mieszkaniowych czy edukacji dla dzieci. Władze liczą, że w ciągu sześciu lat kolejne 100 mln chłopów dołączy do miejskiego proletariatu. Ale to wątpliwe: w latach 2014–2019 już tylko niespełna 8 mln z nich zdecydowało się na taki ruch, którego warunkiem jest porzucenie uprawianej ziemi. To sygnał, że napędzająca gospodarkę tania siła robocza sprowadzona ze wsi się kończy.

Na załamanie przyrostu naturalnego wpływ mają jednak także czynniki kulturowe. Władze komunistyczne najpierw pozbawiły Chiny znacznej części duchowego dziedzictwa, a potem skierowały uwagę społeczeństwa na rozpasaną konsumpcję, z dala od polityki. W to nie wpisuje się posiadanie więcej niż jednego dziecka, którego wychowanie staje się coraz droższe.

Spis powszechny pokazuje, że Indie, gdzie żyje już 1,391 mld osób, bardzo szybko staną się najludniejszym krajem świata. Oba państwa dzieli tylko różnica 20 mln ludności. Ale demograficzna zapaść to także dla Chin wielki handicap w rywalizacji z Ameryką. Przed końcem dekady kraj chciał wyprzedzić USA na liście największych gospodarek świata. Nie jest jednak pewne, czy starczy mu do tego witalnych sił.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA