fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Rząd rezygnuje z jednolitego podatku, ale reforma systemu wciąż konieczna

Bloomberg
Rząd rezygnuje z jednolitego podatku. Musi teraz znaleźć inny sposób na rozwiązanie problemów obniżających przychody budżetu.

– Analiza potencjalnego wpływu tzw. jednolitego podatku na osoby prowadzące działalność gospodarczą przyczyniła się do podjęcia decyzji o rezygnacji z niego. Praca przedsiębiorców wiąże się z licznymi ryzykami oraz niepewnością i nie można jej porównywać do aktywności zawodowej w formie np. umowy o pracę – tak wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki uzasadniał decyzję o wycofaniu się z pomysłu.

Uzasadnienie to nie jest zaskakujące. Podczas dyskusji, jaka miała miejsce przez ostatnie miesiące, jednoznacznie wynikało, że wprowadzenie znacząco wyższych obciążeń dochodów osób prowadzących działalność gospodarczą, miałoby katastrofalne skutki dla gospodarki. – Chcemy przeciąć wszelkie spekulacje (i towarzyszącą im niepewność) dotyczące przyszłego prawa podatkowego w Polsce – podkreślał Morawiecki.

Problemy zostały

Odejście od koncepcji jednolitego podatku nie oznacza jednak, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znikną wszystkie problemy wynikające z obecnego systemu podatkowo-składkowego. – Istotą reformy było radykalne uproszczenie systemu, które miało eliminować optymalizacje podatkowe i anomalie na rynku pracy – mówi „Rzeczpospolitej" Paweł Wojciechowski, główny ekonomista ZUS i autor koncepcji jednolitego podatku. – Dlatego też warto mieć na uwadze koszty niewdrożenia niektórych założeń niedoszłej reformy, zwłaszcza że największymi beneficjentami mieli być przedsiębiorcy – dodaje.

Jednym z problemów, które chciał rozwiązać rząd, było nadużywanie takich form zatrudnienia, w których składek na ZUS nie płaci się wcale lub płaci w bardzo niskiej wartości w relacji do dochodów. – W Polsce pracuje ok. 16 mln osób, z czego ok. 12 mln wykonuje pracę najemną. Te 4 mln osób różnicy to m.in. samozatrudnieni, rolnicy czy osoby pracujące na umowach-zleceniach czy o dzieło. W ich przypadku składki na ZUS nie są proporcjonalne do wysokości dochodów – zauważa Mirosław Gronicki, były wiceminister finansów. – By zlikwidować sięgającą 40 mld zł dziurę w systemie ubezpieczeń społecznych, która dziś jest pokrywana z podatków, należałoby pomyśleć nad powszechnym systemem składkowym. Jednolity podatek niekoniecznie by ten problem rozwiązał, a trzeba go jakoś rozwiązać – wskazuje Gronicki.

Jak podkreśla, w przypadku systemu składkowego trzeba pamiętać o wyrównaniu wysokości obciążeń dla różnych grup przedsiębiorców. – Trudno zrozumieć dlaczego np. szewc i właściciel firmy osiągającej dochody liczone w dziesiątkach tysięcy złotych mają płacić taką samą składkę – zwraca uwagę Gronicki.

W kogo bije klin

Inną ułomnością naszego systemu podatkowego jest nałożenie na niskie dochody nadmiernego klina podatkowego.

– Obciążenie dochodów z pracy podatkami i składkami na ubezpieczenia społeczne jest prawie takie samo przy niskich płacach i przy tych wyższych, co więcej, przy najwyższych nawet lekko spada – wylicza Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan. – A to zachęca do pracy na szaro. To dramat, że w Polsce pracuje tylko połowa dorosłych. Rząd powinien zrobić wszystko, by zwiększyć legalne zatrudnienie – podkreśla Mordasewicz.

Jego zdaniem jednolity podatek nie jest też warunkiem koniecznym do obniżenia klina podatkowego, choć taki był właśnie jeden z jego głównym celów. – Można to zrobić w inny sposób, choć też wymagałoby to sporej reformy – mówi Mordasewicz. I proponuje, by składki na ubezpieczenie społeczne dotyczyły tylko wpłat na przyszłą emeryturę. Z kolei takie składki, jak rentowa, chorobowa, na Fundusz Pracy czy zdrowotna, mogłyby być wcielone w system podatkowy. – Wysokość i standard świadczeń z tytułów tych ubezpieczeń nie ma wiele wspólnego z wysokością odprowadzanej składki. Gdyby zaś stały się częścią podatku dochodowego, wysokość klina można byłoby regulować wysokością kwoty wolnej, kosztami uzyskania przychodu czy w końcu wysokością stawek podatkowych – wykłada Mordasewicz.

Oczekiwane uproszczenie

– Pod jednym względem szkoda mi koncepcji jednolitego podatku – mówi Witold Orłowski, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. – Wydaje się, że połączenie rozlicznych składek i podatków, jakie przedsiębiorcy płacą od wynagrodzeń pracowników, w jedną daninę, płaconą od jednej podstawy opodatkowania, byłoby dużym uproszczeniem dla firm – zaznacza Orłowski. – I mam nadzieję, że rząd nie porzuci do końca prac nad takimi rozwiązaniami, które zmniejszyłyby biurokrację.

Opinie

Maciej Bukowski, prezes WISE Europa

Bardzo dobrze, że rząd nie wprowadzi jednolitego podatku. To taki zatruty owoc, który tylko z pozoru ładnie wygląda. Jednolity podatek zamazywał granice między częścią podatkową a częścią ubezpieczeniowa, jaką płaci każdy z nas.

Tymczasem system podatkowo-składkowy powinien być jasny i klarowny. Każdy powinien wiedzieć, ile i na co płaci i co za to zyskuje. Tymczasem w jednolitym podatku zamazuje się granica między tym, co jest podatkiem, a co składką.

Mogło to doprowadzić do sytuacji całkowitego oderwania się wartości odprowadzanych składek od wysokości i wartości otrzymywanych świadczeń. Osoby płacące wysoki jednolity podatek, a otrzymujące za to niskie świadczenia, zachęciłoby to do szukania sposobu na obniżenie obciążeń. Z kolei dla rządu byłoby to zachętą do ukrytego wprowadzenia takich rozwiązań jak emerytura obywatelska, czyli takiej samej dla wszystkich.

Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club

Z wcześniejszych zapowiedzi członków rządu wynikało, że za zmniejszenie obciążeń podatkowych dla najuboższych mają zapłacić przede wszystkim przedsiębiorcy. Dlatego w ciągu ostatnich tygodni przekonywaliśmy autorów koncepcji jednolitej daniny, że ograniczy ona przedsiębiorczość, inwestycje, podniesie koszty firm, spowoduje ucieczkę biznesu za granicę. W konsekwencji zmniejszą się liczba miejsc pracy i dochody budżetu państwa. Z satysfakcją przyjmujemy, że rząd uznał te argumenty i wycofał się z zamiaru podniesienia podatków. Jednolita danina i likwidacja liniowego PIT dla przedsiębiorców podwyższyłyby obciążenia firm w dwóch obszarach. Po pierwsze, podatkiem dochodowym zostałaby objęta cała nadwyżka dochodu ponad dzisiejszą sumę składek na ubezpieczenia społeczne. Po drugie, progresja spowodowałaby wzrost obciążenia tego dochodu, który aktualnie jest opodatkowany liniowo. W efekcie jednolita danina zwiększyłaby obciążenia tym znaczniej, im wyższe dochody.

Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu

Jednolity podatek to pomysł, nad którym warto się pochylić. Ale nie w takim trybie, jak próbowało to robić PiS. Ostra dyskusja nad koncepcją wyprzedziła w ogóle przedstawienie tej koncepcji, a z przekazywanych w sposób chaotyczny, często sprzecznych informacji wynikało, że drastycznie ma wzrosnąć opodatkowanie dochodów osób prowadzących działalność gospodarczą, co byłoby niezwykle szkodliwe do gospodarki. Odnoszę też wrażenie, że przez część polityków jednolity podatek miał być projektem, który poniesie ich do wygranej w wyborach. Bo miał być prezentowany w oparciu o prostą populistyczną zasadę – dajemy biednym, odbieramy bogatym. To z kolei spotkało się z oporem części ekipy ekonomicznej rządu, która raczej stawiała na na inne efekty, które przynieść miał jednolity podatek, czyli obniżenie klina podatkowego dla niskich dochodów. Gwoździem do trumny tej koncepcji okazało się moim zdaniem założenie, że dla budżetu ma to być zmiana neutralna, a jej koszty mają pokryć zamożniejsi podatnicy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA