fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Raczej mniej niż 500+ dla emeryta

Pixabay
Mateusz Rzemek
Piotr Skwirowski
Przed wyborami PiS wyciąga rękę w stronę liczącej 9 mln osób rzeszy emerytów. Obiecuje emeryckie 500+, ale budżetowa kołdra jest krótka.

Sondaże pokazują wyrównane szanse koalicji budowanych wokół PiS oraz wokół PO i Nowoczesnej. Szef Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński rzuca więc obietnicę 500+ dla emerytów.

– To jest sprawa, która w tej chwili jest omawiana na posiedzeniach rządu, jest omawiana na posiedzeniach kierownictwa partii rządzącej. Jest teraz zbyt wcześnie, by przedstawić konkretne projekty. Jednak zapewniam, że środki na to się znajdą, że los emerytów będzie poprawiany – powiedział szef PiS „Super Expressowi".

Pieniądze na wybory

Z informacji, do których dotarła „Rzeczpospolita", wynika, że ZUS nie jest w stanie wypłacić emerytom 500+ wcześniej niż przy okazji przyszłorocznej marcowej waloryzacji świadczeń. Pomysł na 500+ dla emerytów jest już sondowany przez rząd od kwietnia 2017 r. i od początku wypłata tego świadczenia była planowana na jesień. Wszystko wskazuje więc, że emeryci mogą spodziewać się tych pieniędzy tuż przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.

– Najbardziej prawdopodobny scenariusz to wypłata w marcu, jednak w sytuacji, gdy prezes Kaczyński dał programowi 500+ dla emerytów zielone światło, wszystko jest możliwe – tłumaczy polityk PiS. – Tym bardziej że emeryci po wypłacie jednorazowych dodatków dwa lata temu i kwotowej waloryzacji w zeszłym roku w tym roku nie dostali od rządu nic. A choć tegoroczna waloryzacja była stosunkowo wysoka, to wszyscy już o niej zapomnieli.

W zapowiedzi wypłaty 500+ dla emerytów brakuje szczegółów. Najbardziej prawdopodobny jest jednorazowy dodatek do emerytury. Osoby z wysokimi świadczeniami, w tym emerytowani prokuratorzy, sędziowie, czy przedstawiciele służb mundurowych, nie potrzebują takiego wsparcia. Bardziej prawdopodobny scenariusz przewiduje, że dodatek zostanie uzależniony od wysokości pobieranego świadczenia i trafi do osób, które otrzymują z ZUS czy KRUS najniższe emerytury. Przykładowo w 2016 r., gdy rząd zdecydował się na wypłatę dodatków od 50 do 350 zł, najwięcej pieniędzy trafiło do osób ze świadczeniem poniżej 900 zł. Po 50 zł dostali zaś emeryci ze świadczeniami w przedziale od 1500 do 2000 zł. W 2017 r., gdy wskaźnik marcowej waloryzacji świadczeń wyniósł tylko 0,44 proc., rząd zdecydował się na waloryzację kwotową. Niskie świadczenia wzrosły o co najmniej 10 zł. Skokowo wzrosły też najniższe emerytury i renty.

– Można tylko podpowiedzieć rządowi, aby zróżnicował wysokość wypłat w zależności od wysokości pobieranego przez emeryta świadczenia – zauważa dr Tomasz Lasocki z katedry ubezpieczeń na Uniwersytecie Warszawskim. – No chyba że dodatek ma otrzymać każdy emeryt.

Ale są też inne spekulacje na temat świadczenia, które dla emerytów szykuje PiS. Obok dodatku jednorazowego w grę może wchodzić dodatek comiesięczny. Coś podobnego do 500+. Pytanie oczywiście o wysokość tego świadczenia. 500+ wypłacane co miesiąc na 3,6 mln dzieci kosztuje 23–24 mld zł rocznie. Emerytów jest ponad 9 mln. Przyznanie im świadczenia w wysokości takiej jak na dzieci kosztowałoby więc budżet państwa co najmniej 55 mld zł rocznie. Budżet co roku i bez tego notuje 25–30 mld zł deficytu. Świadczenie będzie więc musiało być niższe. Gdyby wynosiło 100 zł miesięcznie, kasa państwa potrzebowałaby dodatkowych 11 mld zł rocznie na jego sfinansowanie. Jednorazowe świadczenie w wysokości na przykład 1000 zł to 9 mld. Tak czy inaczej daje to potężne kwoty. Najpewniej więc dodatkowe świadczenie dla emerytów będzie mocno odbiegać od 500+. Bardzo prawdopodobne jest wprowadzenie kryterium dochodowego.

W grę wchodzi też zwolnienie emerytów z podatku od dochodów osobistych. I tu jednak, jeśli zwolnienie miałoby objąć wszystkich emerytów, skutki budżetowe liczone będą w miliardach złotych.

Czy nas na to stać?

Pieniędzy na ten cel nie ma w projekcie ustawy budżetowej na 2019 r. To może się oczywiście zmienić. PiS może w czasie prac w Sejmie zwiększyć deficyt i dopisać wsparcie dla emerytów do budżetu. Może też jednak obiecać je przed przyszłorocznymi wyborami do parlamentu i wpisać do projektu ustawy budżetowej na 2020 r.

Ekonomiści i bankowcy zgodnie ostrzegają jednak, że czasy dobrej koniunktury w gospodarce światowej się kończą. Musimy szykować się na co najmniej spowolnienie. – Rząd nie przygotował na nie finansów publicznych, w okresie koniunktury mocno zwiększał wydatki, możemy więc mieć problemy – wieszczą zgodnie ekonomiści.

Na raz – propaganda. Na stałe – problem

Joanna Tyrowicz, ekonomistka, ośrodek GRAPE

Rz: Prezes PiS obiecuje 500+ dla emerytów. Może to być np. zwolnienie emerytur z podatku, jednorazowa dopłata do emerytury albo stały comiesięczny dodatek. Ma to sens?

Joanna Tyrowicz: Emerytury wypłacane są tak naprawdę z budżetu państwa. Od tego pobierany jest podatek dochodowy, który trafia do budżetu. Jeśliby więc ktoś wpadł na pomysł, żeby wreszcie zrezygnować z tego bezsensownego przelewania pieniędzy z kieszeni do kieszeni, to dobrze. Jeśliby to jednak miało objąć jedynie najniższe emerytury, to byłoby to zwykłe zagranie pod publiczkę, propagandowe, bo takie emerytury przecież i tak w większości „łapią się" na kwotę wolną od podatku.

A dopłaty do emerytur?

Jeśli ma to być jednorazowe, na przykład w roku wyborczym, to jest to zwykły chwyt wyborczy. Bez znaczenia, czy wypłacany jednorazowo czy niejako w ratach, przez cały rok. Nie ma czego komentować. Jeśli zaś miałoby to być na stałe, to równie dobrze można po prostu podnieść emerytury. Bez całej tej otoczki z dodawaniem pieniędzy. Przyznanie wszystkim po równo dodatkowo na przykład po 200 zł, oznaczałoby przy tym wyrównywanie emerytur, bo proporcjonalnie dla osób z niższymi świadczeniami byłoby to więcej niż dla tych z wyższymi. 200 zł dla osoby z 2000 zł emerytury to 10 proc. tego świadczenia, dla tej z 4000 zł – 5 proc.

Czy nas na to stać? Czy budżet to udźwignie? Mamy 9 mln emerytów.

Dziś wiele osób śmieje się z ekonomistów, którzy mówili, że z 500+ się nie da. Bo dało się. Od dwóch lat się daje. Mało kto patrzy jednak na to, że były to dwa lata najlepszej koniunktury od 15 lat. Jeśli więc ktoś zapyta, czy da się dopłatę sfinansować jednorazowo, to na razie nie ma z tym problemu, choć oczywiście w kasie państwa i tak mamy deficyt. Na stałe będzie z tym duży problem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA