fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Koronawirus zainfekuje także kasę państwa

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Ratowanie firm i miejsc pracy będzie niezwykle kosztowne. Deficyt w finansach państwa wystrzeli do rekordowych poziomów. Taka sytuacja dotyczy nie tylko Polski.

Samozatrudnieni i mikrofirmy, których dochody zmniejszą się o połowę, nie będą musiały płacić składek ZUS przez trzy miesiące – zapowiedział prezydent Andrzej Duda. Takie rozwiązanie ma uzupełnić tzw. tarczę antykryzysową, nad którą pracuje rząd.

Szacunki niepewne

To dobra, oczekiwana przez wielu, informacja dla najmniejszych przedsiębiorstw wobec poprzednich zapowiedzi rządu, które mówiły tylko o możliwości odroczenia płatności składek o trzy miesiące (a po tym terminie trzeba byłoby zapłacić je w całości). Prezydent mówił, że będzie to kosztować ok. 13 mld zł miesięcznie.

Nie jest jasne, czy te koszty dotyczą tylko składek ZUS, czy też innych propozycji, takich jak dopłaty do wynagrodzeń pracowników w firmach, które zdecydują się utrzymać zatrudnienie mimo spadku obrotów. Nie wiadomo też, czy nowe propozycje mają się zmieścić w dotychczas podawanych kosztach tarczy antykryzysowej, czy też je zwiększą. Ale warto przypomnieć, że na razie bezpośrednie wydatki budżetu przewidziane w tarczy to ok. 62 mld zł (pozostałe ok. 150 mld zł z 212 mld zł to różne instrumenty płynnościowe).

Budżet w tarapatach

Na tę kwotę składa się 7,5 mld zł wydatków budżetu na ochronę zdrowia, 30 mld zł funduszu inwestycji publicznych i ok. 24 mld zł bezpośredniej pomocy na rynku pracy (choć w projekcie ustawy z 20 marca mowa o ok. 12 mld zł kosztów). Zdaniem ekonomistów część inwestycyjna (czyli 30 mld zł) może być przesunięta na bezpośrednie wsparcie firm.

Niezależnie, czy tarcza antykryzysowa będzie kosztować ponad 60 mld zł czy więcej, takich pieniędzy w kasie państwa nie ma. Trzeba będzie je pożyczyć, zwiększając deficyt finansów publicznych. Ale przecież to nie koniec problemów budżetu państwa. Bez wątpienia wirus z impetem uderzy w polską gospodarkę, a to przełoży się na ogromny spadek dochodów państwa z podatków, składek i innych danin.

– Nieodzowne pogorszenie koniunktury gospodarczej oznacza liniowy spadek dochodów z podstawowych kategorii podatkowych. Według naszych szacunków to co najmniej 45–50 mld zł – mówi nam Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Do tego zakładamy, że nie będzie reformy OFE, co oznacza brak wpływów z tytułu tzw. opłaty przekształceniowej i innych dochodów jednorazowych na ok. 25 mld zł. Razem daje to ubytek rzędu ok. 75 mld zł. Jeśli dodamy do tego pakiet pomocy, to potrzeby pożyczkowe budżetu państwa wzrosną do nawet 130 mld zł – ocenia Benecki.

Powyżej limitów

To oznacza deficyt na poziomie ponad 6 proc. PKB, a Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska, szacuje, że w scenariuszu kryzysowym deficyt może sięgnąć 7,7 proc. PKB. Z czego 2,4 proc. PKB to efekt pogorszenia koniunktury, a 2,9 proc. – koszty tarczy antykryzysowej (w tym 0,7 proc. PKB kosztów rozwiązań proponowanych przez prezydenta).

Z kolei prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club, uważa, że deficyt może być jeszcze większy. – Jak przypuszczam, zmierzamy w kierunku 8–9 proc. PKB – ocenia.

Byłby to najwyższy poziom we współczesnej historii Polski i dużo wyższy niż unijne limity dla deficytu, wynoszące 3 proc. PKB. Na szczęście Komisja Europejska już zapowiedziała, że w obliczu kryzysu dotykającego całej Europy rozluźnia rygory fiskalne. Inna sprawa, że przy tak dużym deficycie na horyzoncie zaczyna się pojawiać ryzyko, iż przekroczymy polskie limity zadłużenia, czyli 55 proc. PKB według ustawy o finansach publicznych lub 60 proc. PKB wedle konstytucji, i być może trzeba je będzie szybko zmieniać.

„W tej nadzwyczajnej sytuacji trzeba szukać oszczędności, w innym przypadku finansom publicznym grozi katastrofa. Polska, jak każdy kraj, nie ma zasobów bez dna – obecny budżet centralny wymaga poważnej przebudowy, dlatego należy natychmiast zawiesić wypłatę 13. i 14. emerytur" – piszą Pracodawcy RP.

– To świadczenia dodatkowe, których wprowadzenie uzasadniano dobrą sytuacją budżetową i gospodarczą. Tyle że dziś to już odległa historia – wyjaśnia dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP.

Podobnie można potraktować np. wypłatę 500+ na wszystkie dzieci. Jednak prezes PiS Jarosław Kaczyński w RMF FM podkreślał, że 500+, 13. emerytura i inne transfery socjalne zostaną utrzymane. Jak mówił, to, co się dzieje w sferze gospodarczej, jest niebezpieczne, ale państwo ma pewne „zasoby".

OPINIA DLA „RZ"

Leszek Skiba, wiceminister finansów

W obecnej sytuacji trzeba niestety oczekiwać silnego spadku aktywności gospodarczej w II kwartale w porównaniu z I kwartałem. Jednocześnie większość prognoz zakłada, że pod koniec II kwartału, najpóźniej w III kwartale, gdy rozwój pandemii koronawirusa znajdzie się pod kontrolą, nastąpi odbicie gospodarcze, m.in. dzięki realizacji odłożonej w czasie konsumpcji. W całym roku wynik gospodarczy może nie być więc zły.

Mechanizmy tarczy antykryzysowej mają na celu przede wszystkim to, aby na polskich firmach w jak najmniejszym stopniu odbiła się obecna sytuacja. Chodzi o to, by chronić przedsiębiorstwa przed bankructwem i likwidacją miejsc pracy, a także całą gospodarkę przed efektem domina, jaki mogłaby wywołać upadłość firm na masową skalę. W średnim okresie należy się spodziewać powrotu do wysokiego poziomu zatrudnienia w tych sektorach, które są najbardziej produktywne.

Szacujemy, że w ramach tarczy antykryzysowej zwiększone wydatki sektora publicznego to będzie ponad 60 mld zł. Na tę kwotę składa się 7,5 mld zł na ochronę zdrowia, około 30 mld zł funduszu inwestycji publicznych i około 24 mld zł w ramach filara „bezpieczeństwo pracowników".

To, że złoty słabnie, jest korzystne dla eksportu. Warto zauważyć, że słabnie nie tylko złoty, ale wszystkie nasze środkowoeuropejskie waluty.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA