fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Ile budżet zarobi na nowej piątce PiS

Fotorzepa, Marta Bogacz
Jeśli do kieszeni Polaków trafi 40 mld zł, państwo może z tego odzyskać 4–8 mld zł z podatków i składek. PiS nie znalazło perpetuum mobile.

Politycy PiS często podkreślają, że wydatki z tzw. nowej piątki PiS wrócą po części do budżetu państwa. Ma to być argument za tym, że najnowszy program wyborczy wcale nie jest tak kosztowny, jak mogłoby się wydawać.

A ile może wrócić do publicznej kasy? – zapytaliśmy ekonomistów. Szacunki są bardzo różne: sięgają od 3,6 mld zł do nawet 8 mld zł, o ile impuls fiskalny wyniesie 40 mld zł rocznie. Za to wszyscy zgodnie podkreślają, że w żadnym razie koszty nie zwrócą się w całości i budżet musi i tak dołożyć – czy to ograniczając inne wydatki, czy podnosząc podatki, czy też zwiększając deficyt i zadłużenie.

Czytaj także: Deficyt będzie rósł po obietnicach PiS

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, wyjaśnia, że różne transfery publiczne, które trafiają do kieszeni Polaków, rzeczywiście zwiększają bazę podatkową i przez to także wysokość wpływów z podatków. Jeśli są to bezpośrednie transfery, takie jak 500+ czy 13. emerytura, czy nawet wyższa płace netto (co ma być efektem obniżenia klina podatkowego), w pierwszej kolejności wpływają na konsumpcję i podatki konsumpcyjne, typu VAT i akcyza.

Efekt drugiej rundy

– Potem można mówić o efekcie II rundy, gdy zwiększona konsumpcja wpływa na wzrost aktywności gospodarczej, w tym tworzone miejsca pracy, dochody firm itp. – dodaje. Kozłowski zaznacza, że szacunki dotyczące tzw. mnożników fiskalnych mogą być bardzo różne i wiele zależy także od innych czynników wpływających na gospodarkę (np. od 2016 r. na rosnące wpływy z VAT wpływa i program 500+, i początek uszczelnienia systemu podatkowego, i dobra koniunktura). – Moim zdaniem budżet może odzyskać kilkanaście procent z pieniędzy wydanych na nową piątkę – mówi Kozłowski.

– Według naszych szacunków będzie to w przedziale 9–12 proc. – mówi z kolei Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku. To stosunkowo mało, ale każdy impuls fiskalny daje największe efekty, gdy na rynku mamy problem z popytem, tymczasem obecnie firmy mają raczej problemy podażowe.

Opodatkowana konsumpcja

– Dodatkowo można się spodziewać, że rząd będzie dokręcał śrubę podatkową, co jeszcze bardziej zniechęci firmy do inwestycji, a przez to osłabi wzrost PKB. Do tego gospodarstwa domowe 30–40 proc. otrzymanych transferów przeznaczą na oszczędności. A to wszystko spowoduje, że baza podatkowa będzie rosła wolniej niż nowe wydatki – tłumaczy Benecki.

Wprowadzając program 500+ w 2016 r., rząd szacował w jednym z projektów ustaw, że z ówczesnych 23 mld zł transferów do budżetu wróci ok. 18 proc. Prawie połowę tych wpływów miał stanowić VAT. Rząd zakładał bowiem, że 80–85 proc. wartość dodatków na dzieci zostanie przeznaczone na konsumpcję (reszta na oszczędności). Baza podatkowa VAT miała się zwiększyć o ok. 18 mld zł, co przy efektywnej stawce VAT na poziomie 13–14 proc. miało dawać 2–2,5 mld zł dodatkowych wpływów.

Jednocześnie w efekcie potężnego wówczas impulsu popytowego powstać miało kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy. Dzięki temu dochody ze składek na ZUS, NFZ oraz z PIT miały sięgać w sumie ok. 2,1 mld zł rocznie.

Dorabianie teorii

Gdyby te szacunki zastosować do nowej „piątki PiS", to na 40 mld zł transferów, kasa państwa „zarobiłaby" 7 mld zł.

– Część efektów łatwo oszacować, bo już wiemy, że 13. emerytura brutto kosztować będzie 10,7 mld zł, ale do emerytów trafi 8,7 mld zł, a do budżetu z PIT 2 mld zł – mówi z kolei Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji FOR. – Ile to może być w sumie? Wzrost PKB o 10 mld zł przynosi budżetowi ok. 3,5 mld zł dodatkowych dochodów z podatków. Jeśli w efekcie nowych programów gospodarka w 2020 r. urośnie o ok. 1 proc., to daje to ok. 8 mld zł potencjalnych wpływów – wylicza. – Ale liczenie zysków budżetu w tym momencie to dorabianie teorii do kupowania głosów wyborczych. Nic nie zmienia faktu, że tylko propozycja obniżenia podatków ma charakter prorozwojowy – dodaje Łaszek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA