fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Fundusz Solidarnościowy debiutuje z pompą. Bije na głowę KRUS

Adobe Stock
Fundusz Solidarnościowy rozrósł się do 20 mld zł i będzie dysponował większymi kwotami niż KRUS. I to mimo że powołanie go do życia było jedynie księgowym wybiegiem.

Fundusz Solidarnościowy to zupełnie nowy podmiot w finansach publicznych, a zadebiutuje z dużą pompą. Z najnowszego projektu budżetu państwa na 2020 rok dowiadujemy się bowiem, że koszty realizowanych przez niego zadań sięgną aż 20,4 mld zł.

Czytaj także: Budżet balansuje na cienkiej linii, wszystkie bufory wyczerpane

To więcej niż wydatki w ramach Funduszu Emerytalno-Rentowego (obsługiwanego przez KRUS), z którego finansowane są świadczenia emerytalne dla rolników (w 2020 r. to 19,2 mld zł). Większą pulą pieniędzy dysponować będzie tylko FUS (ponad 260 mld zł), z którego wypłacane są emerytury dla milionów Polaków.

Główne zadania Funduszu Solidarnościowego, zgodnie z ustawą przyjętą przez Sejm w grudniu 2019 r., to wypłata: świadczeń uzupełniających dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji, dodatkowych rocznych świadczeń pieniężnych dla emerytów i rencistów czy renty socjalnej i zasiłków pogrzebowych (wraz z kosztami obsługi wszystkich tych pozycji).

Czytaj także: Czy podatek solidarnościowy da zarobić budżetowi

Przychody FS mają sięgnąć tylko 3,7 mld zł, a pozostałe 16,7 mld zł ma uzupełnić pożyczka z kasy państwa. To dosyć innowacyjne rozwiązanie (choć stosowane też przez wcześniejsze rządy), bo nie wpływa na wysokość deficytu w budżecie.

Stworzenie nowego funduszu samo w sobie nie jest niczym niezwykłym, jednak w tym konkretnym przypadku eksperci mają szereg wątpliwości co do sensowności tego posunięcia. – Ten nowy podmiot będzie dysponował kwotą równą mniej więcej 1 proc. wartości PKB. To dużo i powinien być objęty stabilizującą regułą wydatkową, która stanowi hamulec dla nadmiernego wzrostu wydatków państwa – wyjaśnia Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Ale nie jest nią objęty i dziś stanowi furtkę do wypychania różnych wydatków państwa poza limity wyznaczane przez obowiązujące, zapisane w przepisach prawa, zasady fiskalne – podkreśla Jankowiak.

Czytaj także: Koszt nowego 500+ to 3 mld zł

Jego zdaniem należałoby to jak najszybciej zmienić. W pierwszej kolejności taka inicjatywa ustawodawcza powinna – według Jankowiaka – wyjść ze strony Ministerstwa Finansów, a jeśli nie, to ze strony posłów. – Nawet jeśli taka propozycja nie zyskałaby akceptacji sejmowej większości, to i tak warto uświadamiać społeczeństwu, analitykom, agencjom ratingowym itp., na czym polega problem z polskimi finansami. A problem polega na tym, że nominalnie są w niezłym stanie, ale realnie – w znacznie gorszym – podkreśla Jankowiak.

– Rzeczywiście, powołanie Funduszu Solidarnościowego z tak dużymi wydatkami było powodowane jedynie względami rachunkowymi – ocenia też Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku Śląskiego. – Tak by możliwe było ominięcie reguły wydatkowej i przedstawienie projektu budżetu państwa bez nominalnego deficytu – dodaje. Jego zdaniem trudno tu mówić, że nowy fundusz poprawi jakość zadań realizowanych przez państwo, za to zaciemni obraz finansów publicznych.

Nowy dodatek 500+ dla niepełnosprawnych trafi do ok. 0,5 mln osób

– Im bardziej skomplikowana struktura finansów państwa, im więcej różnych funduszy i agencji, które nie są finansowane wprost z budżetu, tym trudniej śledzić, ile i na co państwo wydaje – zaznacza Pogorzelski. Dodaje, że sprawozdania z realizacji budżetu państwa są przedstawiane co miesiąc i podlegają ścisłej kontroli np. NIK. Za to w przypadku większości funduszy spowiadają się one ze swojej działalności raz na rok, a instytucje nadzorujące rzadziej biorą je pod lupę.

Podczas rządów PiS powstały co najmniej dwa fundusze celowe, oba będą w 2020 r. finansowane z budżetowych pożyczek. Chodzi o Fundusz Dróg Samorządowych i Fundusz Solidarnościowy.

Z kolei Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, uważa, że wypłata dodatkowych świadczeń, takich jak 13. emerytura, nie jest takim złym pomysłem.

– Ale trzeba się zastanowić, jak docelowo ma wyglądać ten system. Model finansowania takich zadań z pożyczek wydaje się modelem doraźnym. Na dłuższą metę jednak należałoby się zastanowić, gdzie znaleźć dedykowane dochody, które mogłyby pokrywać te konkretne cele – zaznacza Kozłowski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA