fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Czy Boris Johnson skończy w więzieniu?

Premier Boris Johnson powtarza, że nie wystąpi o odłożenie terminu rozwodu z Brukselą
AFP
Najpewniej Sąd Najwyższy zdecyduje, czy Wielka Brytania wyjdzie z Unii 31 października. Premier nie zamierza skapitulować przed parlamentem.

Po przeforsowaniu w minionym tygodniu ustawy, która zobowiązuje szefa rządu do wystąpienia w Brukseli o odłożenie terminu wyjścia z Unii do 31 stycznia 2020 r., jeśli nie wynegocjuje do 18 października nowego porozumienia ze Wspólnotą, Izba Gmin szykuje kolejny cios przeciwko Borisowi Johnsonowi. Główne partie opozycyjne, w tym laburzyści, liberalni demokraci i szkoccy nacjonaliści, uzgodniły, że odrzucą w poniedziałek wniosek premiera o przedterminowe wybory.

Zgodnie z porozumieniem głosowanie byłoby możliwe dopiero, kiedy Johnson ostateczne zrezygnowałby z wyjścia Królestwa ze Wspólnoty bez porozumienia.

To wywołało obawy, że po prostu zamierza złamać prawo i nie stosować się do ustaw przyjętych przez parlament.

Tajny trznadel

– Za coś takiego po prostu idzie się do więzienia – uważa Lord Macdonald, były prokurator generalny, do którego o ekspertyzę prawną skutków możliwych działań Johnsona wystąpił Sir Keir Starmer, minister ds. brexitu w gabinecie cieni Partii Pracy.

Spór dalece wykracza jednak poza ekspertyzy prawników. W sobotę przed siedzibą premiera, ale także w wielu innych miastach kraju, doszło do gwałtownych starć zwolenników i przeciwników brexitu. Obie grupy stawiały ten sam zarzut przeciwnikom: łamanie zasad demokracji. Jedni z powodu sprzeniewierzenia się wynikowi referendum w 2016 r., drudzy z powodu groźby odrzucania ustaw parlamentu.

Spór może już w tym tygodniu bezpośrednio uderzyć w administrację, bo urzędnicy będą się musieli opowiedzieć po jednej ze stron, wprowadzając bądź nie plan przeciwdziałania bezumownemu brexitowi. Tajna analiza rządu Yellowhammer (trznadel zwyczajny), która wyciekła niedawno do prasy, zakłada, że po 31 października zabraknie wielu leków, ceny żywności skoczą do góry, a brytyjskie porty będą sparaliżowane przez przynajmniej trzy miesiące.

„Financial Times" uważa, że Johnson będzie starał się wyrwać z tego zaklętego kręgu, wypracowując z Unią rzutem na taśmę alternatywne porozumienie na szczycie w Brukseli 17 października. Miałoby ono polegać na stosowaniu w Irlandii Północnej po brexicie reguł jednolitego rynku tylko w odniesieniu do żywności. To radykalnie ograniczyłoby zakres znienawidzonego przez eurosceptycznych torysów tzw. backstopu.

Napęd z sondażów

W poniedziałek Johnson leci do Dublina. Ale wysokiej rangi dyplomata jednego z dużych krajów Unii powiedział „Rz", że brytyjski negocjator David Frost nie przedstawił żadnych propozycji w Brukseli. Ze względów psychologicznych jest też mało prawdopodobne, aby Irlandczycy poszli na jakieś ustępstwa wobec swojej dawnej potęgi kolonialnej.

Szef brytyjskiej dyplomacji w „Sky News" przedstawił inny, bardziej prawdopodobny, scenariusz. – Ani nie złamiemy prawa, ani się nie podporządkujemy stanowisku parlamentu – powiedział Dominic Raab. Uważa, że to Sąd Najwyższy rozstrzygnie, czy Izba Gmin miała prawo bezpośrednio interweniować w negocjacje z Brukselą, co jego zdaniem jest wyłączną prerogatywą egzekutywy. Pozew najprawdopodobniej trafiłby do sędziów pod koniec października, na tyle późno, aby w razie przegranej premiera i tak pozostało bardzo mało czasu na powstrzymanie bezumownego brexitu.

Johnson jest tym bardziej zdeterminowany, że jego strategia bezwzględnego forsowania rozwodu z Unią przysparza mu coraz więcej zwolenników. Opublikowany w weekend sondaż dla „Observera" pokazuje, że torysi mogą już liczyć na 35 proc. głosów wobec 25 proc. dla laburzystów, 17 proc. dla Liberalnych Demokratów i 13 proc. dla Partii Brexitu. Co więcej, lider tego ostatniego ugrupowania Nigel Farage zapowiedział, że jest gotowy poprzeć w wyborach konserwatystów, jeśli Johnson zapewni, że będzie dążył do radykalnego przecięcia więzi z Unią. Mimo oporu parlamentu przedterminowe wybory w pewnym momencie będą musiały się odbyć, bo układ, w którym rządowi brakuje przeszło 20 deputowanych do większości, jest nie do utrzymania.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA