fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Podkarpacka dolina rowerowa

Adobe Stock
Region powoli zyskuje drugą dolinę. Oprócz tej dużej, Doliny Lotniczej, w Podgrodziu koło Dębicy powstaje rowerowa.

40 mln złotych wydała firma AG Motors na inwestycję w innowacyjną produkcję komponentów rowerowych. Zakład w Podgrodziu koło Dębicy będzie produkował 1,5 tys. ram rowerowych i komponentów kompozytowych na dobę. Dzięki temu będzie drugim w Europie producentem takich komponentów, a większość pracy będą wykonywały roboty.

Jednocześnie powstało tutaj centrum badawczo-rozwojowe, które ściśle współpracuje z dwoma uczelniami: Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie i Politechniką Rzeszowską. Obydwie te inwestycje, gdzie docelowo pracę znajdzie 200 osób, wpisują się w wizję Przemysłu 4.0. AG Motors na tę inwestycję uzyskało dotację z funduszy europejskich za pośrednictwem Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, ze środków przeznaczonych na inwestycje w innowacje.

– To najlepszy dowód, że te pieniądze naprawdę są, wystarczy tylko po nie sięgnąć – zapewniała podczas uroczystości otwarcia linii produkcyjnej Małgorzata Jarosińska-Jedynak, podsekretarz stanu w MPiT, odpowiedzialna w resorcie za wykorzystanie unijnych funduszy przeznaczonych na innowacje.

– Mamy to! – wtórował jej entuzjastycznie Władysław Ortyl, marszałek województwa podkarpackiego. Jego zdaniem innowacyjność regionu może w tej chwili być porównywana jedynie z Mazowszem.

Drudzy w Europie

– Technologia produkcji ram na zautomatyzowanych liniach to innowacja na skalę światową – przekonuje Wiesław Marek, prezes AG Motors. – W tym momencie jesteśmy pierwszą w Polsce, a drugą w Europie fabryką, która będzie tworzyć aluminiowe ramy rowerowe i komponenty kompozytowe. Do tej pory ramy rowerowe były produkowane poza Europą. A nasz park maszynowy pozwala na wyprodukowanie ramy w całości w jednym nieprzerwanym procesie spawalniczym. Ta automatyzacja daje możliwość wprowadzenia powtarzalności, dużego tempa produkcji oraz przede wszystkim jakości produktu finalnego – tłumaczy prezes AG Motors.

I jednocześnie obiecuje stabilne ceny i gotowość dostarczania tych ram innym europejskim producentom. To właśnie dlatego Bruksela tak chętnie dofinansowuje produkcję ram, bo w Europie bardzo ich brakuje.

W Polsce sprzedaje się co roku ok. 1,1 mln rowerów, a wartość tego rynku wyniesie w 2019 r. – według prognoz Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego – przynajmniej 1,1 mld złotych. To mniej niż rok temu, bo rowery sprzedaje się przede wszystkim w kwietniu i maju, a popyt kreuje pogoda. A w tym roku kwiecień i maj były deszczowe i zimne.

Będą droższe i lepsze

W przyszłości szybciej będzie rosła wartość rynku niż liczba sprzedanych pojazdów, ponieważ Polacy kupują coraz droższe rowery. Średnia cena, jaką w tym roku zapłacimy za rower, to 1,8 tys. złotych (w 2015 r. było to 800 zł), a najszybciej rośnie segment mieszczący się w widełkach 5–6 tys. złotych. Rosnąca średnia cena wynika również z tego, że te pojazdy przestały już być typowym prezentem komunijnym. W Polsce mamy dzisiaj ok. 90 producentów rowerów, z tego kilkunastu liczy się na rynku. Najwięksi to Arkus & Romet oraz Kross.

Największym odbiorcą produkcji z nowej fabryki będzie lider polskiego rynku rowerowego Arkus & Romet.

– Dla nas ta inwestycja ma ogromne znaczenie. Przede wszystkim czas od zamówienia do dostawy skróci się ze 180 dni do 30. Mam gwarancję ceny i jakości, co jest podstawowe w naszym biznesie. Dodatkowo nie będzie mnie w tym wypadku obchodził kurs dolara, bo rozliczenia będziemy mieli w złotych, więc wszystko łatwiej planować. Odpadną również koszty transportu. Jakość też jest niesłychanie ważna. Kiedy odbieram transport ram z Chin, zawsze denerwuję się, co będzie w skrzyniach, czy jest to dokładnie to, co zamawialiśmy. W przypadku odbioru ram z AG Motors po prostu przejdę z jednej strony ulicy na drugą i wszystko sobie wyjaśnimy – żartuje Grzegorz Grzyb, wiceprezes Arkus & Romet. I nie ukrywa, że taki układ oznacza dla niego spadek kosztów. Czyli rowery Rometu stanieją? – Przy wszystkich prognozach inflacyjnych trzymam kciuki, żeby udało nam się utrzymać obecne ceny – odpowiada.

Elektryczna przyszłość

Jego firma jest dosłownie po drugiej stronie uliczki, przy której mieści się w Podgrodziu AG Motors. Rama w rowerze stanowi ok. 30 proc. ceny, a Romet dotychczas kupował te komponenty na Tajwanie i w Chinach. Firma, która w zakładzie w Podgrodziu zatrudnia 700 osób, będzie stanowiła silny wkład do „doliny rowerowej". Wśród pracowników jest 60 Ukraińców. – To świetni ludzie, bardzo chętnie się uczą, a my ich intensywnie szkolimy. Tyle że przyjeżdżają tutaj na krótko. Problemem jest więc nawet nie tyle dostępność, ile płynność na rynku pracownika.

W tym roku Romet wyprodukuje ok. 400 tys. rowerów, z tego ok. 180 tys. sprzeda w Polsce. Czy elektromobilność nie stanowi zagrożenia dla branży? Przecież Polacy kupują rowery przede wszystkim po to, żeby podreperować kondycję fizyczną, a nie szukać alternatywnego środka transportu.

– Elektromobilność, rowery zaawansowane technologicznie to nasza przyszłość. Niedługo połowa naszych pojazdów będzie miała właśnie napęd elektryczny. I absolutnie nie jest tak, że te rowery „same jadą". Nic bardziej mylnego. Bo na e-rowerze trzeba pedałować, tylko że dzięki wspomaganiu jest łatwiej. Nie przyjedziemy do pracy zziajani, nawet jeśli mamy pod górkę – tłumaczy wiceprezes Rometu.

Opinia dla „rz"

Krzysztof Dylewski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego

Nie mogę odżałować, że gdy była tworzona strategia elektromobilności w Polsce, nie wzięto pod uwagę naszej branży. A to elektromobilność jest dla nas przyszłością. Dzisiaj w Niemczech połowa sprzedawanych rowerów to pojazdy elektryczne, a seniorzy dostają na ich zakup dotację w wysokości tysiąca euro. W Holandii część takiego zakupu można odpisać od podatku. Liczę, że tak jak jest z dofinansowywaniem w Polsce e-samochodów, e-rowery też zostaną uznane za transport przyjazny środowisku.

E-rowery coraz bardziej popularne

Ostatnio spada import do Unii Europejskiej rowerów z Azji (w 2018 roku o 1,8 proc.), chociaż ten kontynent nadal pozostaje największym eksporterem tych pojazdów. Powodem tego spadku jest rosnąca produkcja w Europie oraz przesiadanie się coraz większej grupy klientów na rowery elektryczne, które w tej chwili stanowią ok. 20 proc. rynku europejskiego. Według prognoz w roku 2030 będą one już stanowić połowę rynku. Nadal liczącym się producentem jest Tajwan, ale chodzi tutaj o firmy tajwańskie, które zainwestowały w Kambodży, Bangladeszu i na nowym rynku – w Tunezji. Cena importowanego roweru w Europie nieustannie spada. W 2008 roku było to 165–170 euro za rower popularny, w 2018 – 159 euro, a w 2018 już 156 euro.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA