fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Zamrożenie potrwa. Biznes się buntuje

Część restauracji zaczęła się otwierać mimo obostrzeń sanitarnych
AFP
Choć sytuacja epidemiczna w Polsce stopniowo się poprawia, rząd nie zdecydował się na poważne złagodzenie obostrzeń. Przedsiębiorcy są wściekli.

Rząd tłumaczy, że choć liczba zakażeń w ostatnich tygodniach spada, to wciąż są poważne ryzyka. Wskazuje na to, co dzieje się w innych krajach Europy. W wielu z nich obowiązują twarde lockdowny i godzina policyjna. Do tego dochodzą rozprzestrzeniające się po świecie mutacje koronawirusa. – Trzeba brać to pod uwagę. Nie będziemy zieloną wyspą na mapie zachorowań – mówił w czwartek Adam Niedzielski, minister zdrowia. – Dlatego decyzja, którą podjęliśmy, sprowadza się do przedłużenia etapu odpowiedzialności do 14 lutego – dodał.

Zapowiedział pewne złagodzenia. Od 1 lutego otwarte będą sklepy w galeriach handlowych. Nadal zamknięte będą jednak hotele i pensjonaty, gastronomia, branża fitness, stoki narciarskie i inne obiekty sportowe, kina oraz teatry.

Chaos i nerwy

Przedsiębiorcy z zamkniętych branż są załamani. Liczyli, że rząd zacznie odmrażać ich biznesy, choćby w ograniczonym zakresie. Teraz masowo potwierdzają zamiar otwarcia swoich firm wbrew zakazom rządu. I tak już zresztą otwiera się coraz więcej lokali gastronomicznych, pensjonatów i hoteli. Na 1 lutego wznowienie działalności zapowiedziała branża fitness. Wszystko z zachowaniem reżimu sanitarnego. – Nie mamy z czego żyć. Nie możemy dłużej siedzieć bezczynnie w domach. Nie mamy nic do stracenia – mówią przedsiębiorcy.

– Rząd działa kompletnie chaotyczne, niezorganizowanie. Wkurza tym społeczeństwo – skomentował Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP. Jego zdaniem można je uporządkować, tak jak robi to wiele krajów, przygotować plan działania. – Jak ktoś powołuje się na lockdowny w innych krajach, niech najpierw zobaczy, jak tam wygląda pomoc dla przedsiębiorców. Tam jest to taka skala i taka organizacja, że biznes nie musi protestować i może czekać spokojnie na odmrożenie gospodarki – mówi szef Pracodawców RP.

Rozczarowania decyzjami rządu nie kryje też Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Dobrze, że otwieramy galerię. To zawsze coś. Tym bardziej że handel to motor gospodarki. Bez niego nie ma gdzie sprzedać produkcji przemysłu. To też dobre dla naszego zdrowia psychicznego – ocenia szef FPP. – Nie potrafię jednak zrozumieć dalszego zakazu działania hoteli i restauracji – dodaje zaraz.

Przekonuje, że nie ma dowodów na to, że zagrożenie epidemiczne w restauracjach i barach działających w ostrym reżimie sanitarnym jest większe niż w sklepach spożywczych czy RTV i AGD. – Tymczasem, utrzymując zakaz działania gastronomii, doprowadzamy do niepotrzebnego upadku dużej liczby budowanych często latami małych polskich przedsiębiorstw. To tragedia tych ludzi – mówi Kowalski.

Krytykuje też utrzymanie zakazu działania hoteli, także dla osób podróżujących służbowo. – To rozkłada działalność wielu firm – przekonuje szef FPP.

Jego zdaniem rząd nie dotrzymał umowy społecznej. – To premier Morawiecki ogłosił przecież, kiedy stosowane będą obostrzenia przewidziane dla żółtej i czerwonej strefy epidemicznej. Zakażenia spadły. Surowe obostrzenia zostają – rozkłada ręce Marek Kowalski.

– Cieszymy się, że do działalności będą ponownie mogły powrócić sklepy w galeriach handlowych oraz że zrezygnowano z tzw. godzin seniora, co postulowaliśmy – mówi Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan. Także on żałuje, że rząd nie zdecydował się na otwarcie hoteli, obiektów sportowych i restauracji. Co więcej, nie przedstawił konkretnego planu ich otwierania. Przy tym, jego zdaniem, informacja o otwarciu galerii handlowych pojawia się zbyt późno. – Takie informacje powinny być podawane z większym wyprzedzeniem – mówi dyr. Baczewski.

Wskazuje też, że najlepszym rozwiązaniem byłoby znalezienie polskiej drogi walki ze skutkami pandemii Covid-19, która umożliwi luzowanie obostrzeń w sposób odpowiedzialny, dający szanse na rozpoczęcie działalności na mniejszą skalę i przy dodatkowych obostrzeniach. Zwraca uwagę, że przedsiębiorcy z zamkniętych branż są skłonni uruchamiać swoje biznesy nawet przy założeniu 30 proc. obłożenia, np. w hotelach czy restauracjach, o ile skala działalności będzie mogła być zwiększana w miarę ustępowania pandemii. Są też gotowi na stosowanie dodatkowych reżimów sanitarnych i zasad bezpieczeństwa.

– Brak rozmów i informacji o czynnikach wpływających na podejmowanie decyzji o obostrzeniach, niemożność zaplanowania budżetu firmy nawet na kilka tygodni do przodu, niespójność stosowanych restrykcji wywołują falę niezadowolenia społecznego, akty nieposłuszeństwa i zapowiedzi pozwów zbiorowych wobec Skarbu Państwa, ale też sprzyjają rozwijaniu się szarej strefy – wylicza Baczewski.

Przytacza badanie Konfederacji Lewiatan, z którego wynika, że 84 proc. małych przedsiębiorstw i 65 proc. średnich krytycznie ocenia współpracę rządu z biznesem w czasie pandemii Covid-19. Trochę łagodniejsze dla rządu są firmy duże, spośród których 62 proc. negatywnie podsumowuje relacje przedstawicieli władzy z biznesem.

Gdzie jest premier?

O tym, co będzie po 14 lutego, minister zdrowia nie chciał w czwartek mówić. – Nie będę gdybać. Rozmawiamy z różnymi branżami. Bierzemy pod uwagę różne scenariusze, także regionalne luzowanie obostrzeń – stwierdził Adam Niedzielski.

Na ogłoszeniu decyzji rządu o przedłużeniu obowiązywania większości obostrzeń nie było premiera Mateusza Morawieckiego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA