fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Zdesperowani przedsiębiorcy odmrażają biznesy

Kontrola sanitarna w towarzystwie policji w restauracji Bułkęs w Katowicach, która otworzyła się dla klientów pomimo obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa
EAST NEWS, Tomasz Kawka
Na interaktywnej mapie biznesów otwartych pomimo obostrzeń sanitarnych zaznaczono w poniedziałek ok. 150 punktów. Najwięcej w kurortach na południu i północy kraju.

Restauracje, puby, kawiarnie, stoki narciarskie, hotele i pensjonaty z całej Polski włączyły się w akcję protestu przedsiębiorców z branży turystycznej i gastronomicznej, którzy pod wspólnym hasłem #otwieraMy zaczęli po feriach uruchamiać swoje biznesy. Oficjalnie akcja wystartowała w poniedziałek 18 stycznia, ale część obiektów ruszyła jeszcze w weekend, gdy mogły liczyć na większy napływ gości.

Obawy górali

– Cały czas dostajemy nowe zgłoszenia od przedsiębiorców – twierdzi Artur Rosiński, menedżer w firmie Newsmap.pl, która przygotowała Interaktywną mapę wolnego biznesu. Zaznacza na niej otwierane pomimo restrykcji sanitarnych obiekty usługowe.

W poniedziałek zaznaczono tam ponad 150 punktów. Sporo, ale to wciąż niewielka skala na tle tysięcy firm zablokowanych przez przepisy.

Czytaj także: "Rząd PiS sam sobie stworzył bunt przedsiębiorców"

– Na razie nie ma masowej fali otwarć – przyznaje Agata Wojtowicz, prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej. Przewiduje jednak, że przedsiębiorców otwierających swoje biznesy pomimo zakazów sanitarnych będzie przybywać ze względu na poziom frustracji. – Frustracja jest ogromna, i to nie tylko w turystyce, bo u nas wszystkie branże są od niej uzależnione. Turystyka napędza całą lokalną gospodarkę na Podhalu – podkreśla Agata Wojtowicz. Według niej więcej obiektów może się otworzyć w nadchodzący weekend. Na razie, zaraz po feriach, tak naprawdę nie ma dla kogo otwierać pensjonatów czy restauracji w górskich kurortach.

Podobnie jest w Karpaczu, gdzie w poniedziałek uruchomiono pojedyncze obiekty, podczas gdy organizatorzy akcji protestacyjnej zapowiadali tam otwarcie setki hoteli i pensjonatów. Anna Stelmach, właścicielka restauracji w Karpaczu i jedna z organizatorek protestu, wyjaśnia, że przedsiębiorcy zaczynają kalkulować, czy w obecnych warunkach warto się otwierać – czy uda się teraz zarobić tyle, by przetrwać do lata.

Część firm może teraz uznać, że nie opłaca się uruchamiać działalności, tym bardziej że poza weekendami Karpacz teraz pustoszeje. Z kolei większe obiekty, które zatrudniają pracowników, mogą obawiać się utraty wsparcia z nowej tarczy PFR, przewidując, że turystów i tak będzie zbyt mało, by przetrwać bez pomocy państwa.

Pomoc rzecznika MŚP

Rząd próbował zapobiec fali buntu poprzez obietnice i groźby. W ramach obietnic wicepremier Gowin ogłosił przed tygodniem wart miliard złotych program wsparcia dla ponad 200 górskich gmin. Z kolei w ramach gróźb przedstawiciele rządu ostrzegali niepokornych przedsiębiorców przed karą odmowy wsparcia z nowej tarczy finansowej PFR.

Ujął się za nimi rzecznik małych i średnich przedsiębiorców Adam Abramowicz, który w opublikowanym w weekend oświadczeniu argumentował, że w zapisach nowej tarczy trudno wskazać podstawę prawną do odmawiania pomocy przedsiębiorcom. Na ich korzyść przemawiają też kolejne wyroki sądów, które uchylają kary dla biznesów naruszających zakazy działalności.

Przedsiębiorcy z uwagą śledzili poniedziałkową konferencję prasową Mateusza Morawieckiego, który starał się tonować nastroje. Premier nie straszył już karami, ale apelował do firm z zamkniętych branż, by składały wnioski o pomoc od państwa i przestrzegały obostrzeń, bo ratują one życie i zdrowie. Jak podkreślał, pomoc z budżetu państwa płynie szerokim strumieniem, a rząd wspólnie z poszczególnymi branżami w najbliższych dziesięciu dniach ma wypracować protokoły sanitarne. Mają być one wdrażane w lutym, co pozwoli stopniowo odblokować branże.

Idzie druga fala

– Już od dawna mamy świetnie opracowane protokoły sanitarne dla hoteli – przypomina Anna Stelmach z Karpacza, dodając, że determinacja przedsiębiorców jest olbrzymia. Wielu z nich to jednoosobowe działalności, które i tak nie mogą liczyć na pomoc z tarcz, a nawet na zwolnienie z ZUS. Sebastian Pitoń, architekt z Kościeliska, inicjator akcji Góralskie Veto, która jednoczy podhalańskich przedsiębiorców buntujących się przeciwko zamrożeniu turystyki, zaznacza, że na Podhalu nie ma skoordynowanego buntu – przedsiębiorcy działają dobrowolnie. Ci, którzy chcą pracować, otwierają się. Inni czekają, obserwując rozwój sytuacji. – Przełomem był ten weekend, kiedy otworzyły się pierwsze restauracje i kawiarnie. Teraz, gdy okazało się, że mogły działać bez przeszkód, szykuje się druga fala protestu, która będzie dużo większa – przewiduje Pitoń.

Jej skalę powiększy przyłączenie się do akcji #otwieraMy branży fitness. Polska Federacja Fitness, która przed tygodniem zaczęła mobilizować firmy do wspólnej skoordynowanej walki o odszkodowania za lockdown, ogłosiła w poniedziałek, że związane z nią siłownie i kluby ruszą 1 lutego. Tomasz Napiórkowski, prezes Polskiej Federacji Fitness, ocenia, że niezależnie od decyzji rządu otworzy się wtedy ok. 1300 klubów i siłowni, czyli połowa tego rynku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA