fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Witold Waszczykowski: Co dalej z „ostatnim dyktatorem Europy”

AFP
Dalej tylko pokojowo. Ostatnia kampania prezydencka wydawała się szansą na pozytywne zmiany. Nie, nie miałem złudzeń, że dyktator pozwoli sobie na przegraną. Była jedynie nadzieja, że pozwoli rywalce uzyskać lepszy wynik, który stwarzałby szansę na nowy ruch społeczno-polityczny.

Swietłana Cichanouska nie miała radykalnych poglądów. Wydawało się, że dyktator mógłby dać jej szansę stworzenia koncesjonowanej opozycji, z którą podjąłby dialog w kierunku przekształcania odrzucanego reżimu. To są modelowe rozwiązania z podręczników politologicznych, jak łagodnie przekazać władzę bez negatywnych konsekwencji. Dyktator nie skorzystał ze scenariusza politologii. Czuje się na tyle silny, że stosuje obecnie scenariusz chiński z placu Tienanmen, bezwzględną rozprawę z opozycją.

Najłatwiej byłoby machnąć na to ręką i czekać dalej na biologiczne rozwiązanie lub wyrok boży. Białoruś to nieduża gospodarka i Europa może żyć bez niej. Polityczny system Białorusi też nie stanowi żadnej konkurencji i atrakcji dla nikogo w Europie. Tak może myśleć jednak odległy kraj europejski, ale nie Polska. W naszym interesie jest istnienie niepodległej i współpracującej z Europą Białorusi. Nie możemy też biernie oglądać okrutnej rozprawy ze społeczeństwem. Grozi to falą uchodźców i emigrantów. Zatem scenariusz zlekceważenia całkowicie obecnej sytuacji powinien zostać odrzucony. To byłaby droga do pozostawienia Białorusi na pastwę Moskwy. Szybko mogłoby się okazać, że granica polsko-rosyjska wydłuża się.

Brutalna rozprawa z manifestantami rodzi pokusę ostrej reakcji, potępienia reżimu i wzmocnienia sankcji. Pojawiają się propozycje zidentyfikowania w Europie i zajęcia majątku Łukaszenki oraz innych przedstawicieli reżimu. Proponuje się też zamknięcie Europy przed przedstawicielami reżimu. Ten wariant był już praktykowany przed laty i nie przyniósł pozytywnych rezultatów. Nie oznacza to, że sprawcy brutalnych represji mają być bezkarni. Mam nadzieję, że Europa się kiedyś o nich upomni.

Równolegle do sankcji, podręczniki politologii zalecają wspieranie procesów demokratycznych, przez udzielanie pomocy inicjatywom obywatelskim, organizacjom pozarządowym, niezależnym mediom i wszelkim instytucjom, związkom demokratycznym. Jednak w przypadku Białorusi wymienione wyżej inicjatywy, instytucje mają niezwykle rachityczny charakter. Rządząc od 1994 roku, obecny reżim Łukaszenki skutecznie zablokował możliwości rozwoju wszelkich inicjatyw demokratycznych. Wydaje się też, że po stronie opozycyjnej było od lat zbyt wiele wzajemnej animozji, rywalizacji niż zjednoczonego frontu przeciwko reżimowi. W rezultacie nie mamy dziś partnerów do wspierania, a społeczeństwo białoruskie nie ma liderów i organizatorów protestu.

Impuls do zmian może przyjść zatem z zewnątrz. Może przyjść z Moskwy. Polityczny patron może uznać, że należy dokonać roszady w białoruskim reżimie. Archaiczny, obciachowy Łukaszenka może zostać zastąpiony młodszym, sprawniejszym technokratą, który dokona kosmetycznych zmian i koncesji politycznych. Groźba takiej ingerencji będzie rosła tym bardziej, im bardziej będą pojawiać się oznaki kryzysu w spoistości reżimu, oznaki implozji. 

Inicjatywy zmian mogłyby nadejść z Brukseli. Obecna Komisja Europejska deklaruje geopolityczne ambicje. Przejawia chęci zajmowania się odległymi problemami, takimi jak Wenezuela, Boliwia czy Mali. Niemiecko-francuski motor europejski marzy od lat o strategicznej autonomii. Aktywność europejska wymagałaby jednak podjęcia ostrej konfrontacji z Moskwą. Konflikt rosyjsko-ukraiński obnażył brak europejskiej asertywności wobec Rosji. Niemiecki minister spraw zagranicznych (to jednocześnie niemiecka prezydencja w Unii) nawet niedawno odwiedził Moskwę tylko po to, aby bronić budowy gazociągu Nordstream 2. Europejska inicjatywa w konfrontacji z Rosją wymagałaby współdziałania z USA. No ale tam jeszcze rządzi ideologiczny wróg, dla wielu stolic gorszy od Putina. Europa więc czeka i odwleka zajęcie się inicjatywą Morawieckiego na wrzesień.

Nie jest realne, aby sytuacją na Białorusi zajął się ONZ czy OBWE. W obu tych instytucjach Rosja posiada zdolności blokowania wszelkich decyzji.

Jak wspomniałem, Polska nie może zachować się biernie. Stąd naturalną jest inicjatywa mediacji prezydentów Polski i Litwy. Już została poparta przez Bałtów. W najbliższą sobotę do tej inicjatywy będzie się mógł odnieść w Warszawie amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo. Być może wtedy zapadnie decyzja czy Amerykanie poprą naszą inicjatywę regionalną czy będą oczekiwali naszego wsparcia dla swojej rozgrywki bezpośrednio z Rosją.

Prezydent Łukaszenka liczy nadal, iż uratuje się na następne lata jak postsowieccy władcy niektórych republik kaukaskich czy Azji Środkowej. Tu, w naszej części Europy, warto mu przypomnieć jak kończył Nicolae Causescu. Mam nadzieję, że mediacja polsko-bałtyckich prezydentów przypomni mu pokojowe odejście naszego generała w ciemnych okularach. Oby skorzystał z tych doświadczeń.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA