fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Wzrost stóp? Lepiej dla banków, gorzej dla dłużników

Adobe Stock
Na wzroście stóp procentowych początkowo mogą wygrać banki, deponenci – niekoniecznie. Większe koszty czekają kredytobiorców.

W czwartek notowania bankowego indeksu na GPW rosły o ponad 2 proc. i wspięły się na najwyższy poziom od początku marca 2020 r. Do zwyżek mógł się przyczynić opublikowany w środę wieczorem komunikat Rady Polityki Pieniężnej.

Wprawdzie stóp procentowych nie zmieniono, ale RPP może zdaniem ekonomistów stracić pewność co do samoczynnego spadku inflacji do celu po opanowaniu pandemii. Dlatego wzrost stóp procentowych w przyszłym roku może być po raz pierwszy scenariuszem uznawanym przez większość członków RPP za realny.

– Z pewnością podwyżka stóp pomogłaby wynikom banków. Szczególnie że przy pierwszych podwyżkach, mniej więcej do 0,5 proc., mogłoby się obyć bez konieczności podnoszenia oprocentowania depozytów. Oznaczałoby to, że w większym stopniu zyskałyby przychody odsetkowe, a koszty tego typu mogłyby być stabilne, co istotnie wsparłoby marżę odsetkową netto – mówi Łukasz Jańczak, analityk Ipopemy Securities.

Jego zdaniem w największym stopniu na podwyżkach stóp mógłby zyskać Alior, pozostałe banki pewnie są pod tym względem w środku stawki, a najmniej potencjalnie mógłby odczuć podwyżki ING Bank Śląski, który w 2020 r. był najbardziej zabezpieczony przed spadkami stóp.

Po tym jak RPP obniżyła stopę referencyjną do 0,1 proc. z 1,5 proc. oraz po zwiększeniu płynności w sektorze bankowym wskutek tarcz antykryzysowych, wyraźnie spadło i tak niskie już oprocentowanie depozytów, a lokaty de facto przestały istnieć. Założony w marcu depozyt dawał średnio 0,2 proc. w skali roku, co przy 4-proc. inflacji oznacza znaczną realną stratę.

Może się jednak okazać, że mimo pierwszych podwyżek stóp procentowych NBP ceny depozytów nie pójdą w górę, więc oszczędzający w bankach by nie zyskali. Może się tak stać, że banki mają dużą nadpłynność, która jeszcze się powiększa – kredytów przybywa wolniej niż depozytów, więc banki nie są zmotywowane do tego, aby pozyskiwać nowe depozyty. I ta sytuacja prawdopodobnie prędko się nie zmieni. – Oprócz dużej nadwyżki depozytów znaczenie może mieć fakt, że Polacy pomimo niskich stóp procentowych nie są skłonni do wycofywania depozytów na dużą skalę – dodaje Jańczak. Wprawdzie przez rok ubyło 100 mld zł z lokat, ale pieniądze stąd trafiają w dużej mierze na nieoprocentowane lub mające bardzo niską stawkę depozyty bieżące (w tym konta oszczędnościowe). Przez ostatnie 12 miesięcy przybyło tam ponad 190 mld zł i łącznie gospodarstwa domowe mają w bankach już ponad 1 bln zł.

Z pewnością na podwyżce stóp straciliby kredytobiorcy, bo niemal wszystkie kredyty w Polsce mają zmienne oprocentowanie, tzn. oparte są na stawce WIBOR powiększonej o marżę banku. To oznacza, że kilka tygodni po podwyżkach stóp i stawki WIBOR odpowiednio wzrosłoby oprocentowanie kredytów.

Szczególnie dotyczy to hipotek złotowych, których jest w Polsce ponad 360 mld zł i zdecydowana większość ma zmienne oprocentowanie. W przypadku 25-letniego kredytu na 300 tys. zł, którego aktualna rata to niecałe 1,4 tys. zł miesięcznie, podwyżka stóp skutkująca wzrostem WIBOR-u do 1,5–1,7 proc. oznaczałaby wzrost miesięcznej raty do około 1,5 tys. zł. Znacznie bardziej dotkliwe byłyby podwyżki do 4–5 proc.

Wzrosłoby też maksymalne oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych. Teraz wynosi 7,2 proc. Powrót do stopy referencyjnej sprzed pandemii (1,5 proc.) oznaczałby zwiększenie maksymalnego limitu do 10 proc.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA