fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Skazani na banki

ekonomia.rp.pl
"Zakończcie bankowe oszustwa". Uczestnicy demonstracji, zorganizowanej przez Stowarzyszenie "Stop Bankowemu Bezprawiu", pikietowali przed siedzibami NBP i KNF oraz przed Pałacem Prezydenckim. Dali się przekonać głosom, mówiącym, żeby radzili sobie sami. Wzięli sprawę we własne ręce i kilka tysięcy osób przyszło manifestować swoje niezadowolenie z działania władz i instytucji.

Sobota, 16 kwietnia, Plac Powstańców Warszawy, wczesne południe. Stojąc twarzą do pomnika Napoleona Bonaparte po lewej stronie widzimy Komisję Nadzoru Finansowego, zaś po prawej siedzibę Narodowego Banku Polskiego. Na ławce siedzi bezdomny, tuż za nim zażartą rozmowę prowadzą mężczyzna i dwie kobiety. Jedna z nich ubrana jest w koszulkę z napisem „Stop Bankowemu Bezprawiu". Świeci słońce. Gołąb skubie kawałki chleba.

Jedna z kobiet wykrzykuje co zrobiłaby temu Petru, gdyby dostała go w swoje ręce. Intensywnie przy tym gestykuluje. Snuje najbardziej prawdopodobny plan na ich życie. Ostatnim jego punktem jest zapomoga społeczna. Podchodzi do nich policjant i policjantka. Chcą widzieć, o której zaczyna się ta manifestacja. Planowo za półtorej godziny.

Kredyt w spadku

Po 10 minutach z trójki ludzi robi się szóstka. Z szóstki ósemka. Dochodzą kolejni. Gwiazdor z billboardu zawadiacko się im przygląda. Pojawiają się transparenty; dajmy na to ten: „Widziały gały co wciskały". Albo ten: „ Bank = kasyno. Kredyt to ruletka". To cytat z Marka Belki. Manifestujący jeszcze kilka razy wypomną mu te słowa.

Ludzie gromadzą się pod NBP. To też czas rozmów. Zofia z Płocka opowiada, że w 2008r. wzięła kredyt we frankach szwajcarskich . Niby niewiele – na złotówki wychodzi 100 tyś zł. Przez te osiem lat spłaciła już 86 tyś. Na ten moment do spłacenia ma jeszcze jakieś 80 tyś. A wiadomo: ta kwota może jeszcze urosnąć. I raczej nie ma co liczyć, że tego nie zrobi. Jest samotną matką; najbardziej martwi się tym, że jakby jej zabrakło, to ta udręka przejdzie na dziecko. I co wtedy?

Właśnie o to jej chodzi. Żeby je przed tą udręką uchronić. Ale do tego najpierw trzeba wiedzieć kiedy to się skończy. Najbardziej chciałaby przewalutowania. Ale i kurs sprawiedliwy ją zadowoli. Żeby tylko trochę zmniejszyć tę kwotę i wiedzieć, kiedy będzie po wszystkim.

Pani Zofia nie rozumie jak banki mogą być tak zachłanne. Na niej samej zarobią ze 100 tyś. zł. A przecież takich jak ona jest więcej.

I czy to sprawiedliwe?

Młodzi ludzie swoimi transparentami deklarują, że mają już 80 tyś. długu. Dziecko na transparencie bezradnie rozkłada ręce. Oni też mogliby to zrobić, ale co wtedy? Jeszcze kawał życia przed nimi.

Robi się coraz tłoczniej. Trwają pierwsze przymiarki do garnków, patelni, chochli. Pada polecenie, że ma być głośno. Ci z KNFu i NBP mają ich usłyszeć. Politycy też. Szczególnie ci rządzący. Pod ich adresem pada wiele słów. Obiecali, że coś zrobią, a jak na razie robią niewiele. Miał być ten kurs sprawiedliwy, czyli wyliczony indywidualnie wynikający z porównania kosztów kredytu denominowanego albo indeksowanego do kredytu branego przez konsumentów w polskich złotych. Andrzej Duda zaproponował takie rozwiązanie jakieś trzy miesiące temu. I nagle cisza. Poszkodowani się niecierpliwią.

Pani X z Warszawy (nie chce zdradzać nawet imienia) mówi, że w jej przypadku kurs sprawiedliwy nie obniży zbytnio kredytu. Wyliczyła sobie, że będzie to jakieś 10 tyś. mniej. Ale przynajmniej będzie miała pewność, że kredyt już nie urośnie, a to bardzo ważne.

Teraz jedno mieszkanie wynajmuję lokatorom, a drugie wynajmuje dla siebie i dla swojej rodziny. Kredyt we frankach szwajcarskich wzięła w wieku 26 lat. Dostała 500 tyś zł. Dziś, po dziesięciu latach ma do spłaty jeszcze 490 tyś.

Nie może słuchać, gdy mówi się o tym, że banki coś stracą. – Jeżeli ktoś coś komuś ukradnie, złapią go i mu to zabiorą, to on nie jest stratny – mówi X. Co więcej – on jeszcze pójdzie za to siedzieć!

Magiczna granica

W 2008 r. Robert z Warszawy miał już kredyt złotówkowy – 300 tyś. zł., które musiał spłacić, po tym jak kupił dom. Jednak, aby go wykończyć musiał wziąć kolejny kredyt. Znajomy, który siedział w bankowym biznesie, pomógł mu go załatwić. Był bardzo uczynny: pomógł załatwić formalności, nawet wszystkie papiery wieczorami mu do domu przywoził. Na końcu okazało się, że jest tylko jeden szczegół; pożyczkę trzeba wziąć we frankach szwajcarskich.

Robert na początku był zdziwiony, pytał po co, czy nie można w złotówkach? Kolega odpowiadał, że nie, w złotówkach nie dostanie, ale żeby się nie martwił, bo to żaden problem. Kurs franka jest stabilny, na pewno nie wzrośnie ponad 3zł.

Poszperał jeszcze trochę w Internecie, popytał; wszyscy mówili mu to samo. Frank szwajcarski nie wzrośnie powyżej 3 zł.

Do dziś spłacił już 500 tyś. długu. Został mu jeszcze milion. Zapłaci ponad dwa razy tyle, ile wziął. Od półtora roku nie spłaca rat. Nie dałby rady – dziś wynoszą one ok. 7 tyś. miesięcznie.

Dorotę z Piaseczna też zapewniano, że frank nie wzrośnie powyżej 3 zł. Uwierzyła. Dziś po ośmiu latach płacenia, winna jest bankowi jeszcze 460 tyś. zł.

Małgorzata i Maciej na manifestację przyjechali aż z Podkarpacia, a dokładniej z Jarosławia. W 2008r. chcieli kupić swoje pierwsze mieszkanie. Musieli się zadłużyć. Na początku chcieli wziąć w złotówkach, ale w banku im powiedzieli, że w złotówkach im nie dadzą. Muszą wziąć we frankach.

Różni bankierzy i doradcy finansowi mówili im, że to bezpieczne; że kurs franka na pewno nie wzrośnie powyżej 3 zł. Że niby jakieś ryzyko jest, ale żeby powyżej 3 złotych? To praktycznie niemożliwe.

Małgorzata akurat była w ciąży. Zależało im na czasie. Zdecydowali się. Kupili swoje własne mieszkanie.

Dziś mają mieszkanie, dwójkę dzieci, i stale rosnący dług. Chcą przewalutowania. Rozumieją swój błąd. Nie chcą na tym nic zarobić. Marzą jedynie o tym, żeby zadłużenie przestało rosnąć.

Bursztynowy interes

W hymnie jest taki fragment o biciu w tarabany. Zacytowano go. To nie mogło przejść bez echa. Dudnienie bębnów, oraz przyrządów kuchennych rozniosło się po całym placu.

Jeden z prowadzących manifest postanowił się nie ograniczać i w mało cenzuralnych słowach opisał polskich polityków i bankowców.

„To nie bank – to obcy kapitał" – krzyczał prowadzący. „Oni zastosowali terror gospodarczy. My i nasze dzieci jesteśmy ich zakładnikami!".

Chwilę po tym grupka dresiarzy odpowiedziała mu entuzjastycznym rykiem.

Manifestacja przeniosła się pod KNF. „Banksterskie świnie, kara was nie minie" – skandowali. Zdecydowano się nie śpiewać hymnu; przynajmniej dopóki państwo nie zacznie działać jak należy. Czyli bronić swoich obywateli.

Głos zabrał Jarosław Berezowski – reprezentant poszkodowanych przez Amber Gold. Przypomniał o tym, że mimo złych opinii, jakie wśród organów kontroli miał ten para-bank, jego budynek z wielkim banerem na całą elewację przez długi czas stał pomiędzy NBP a KNFem. To wyglądało niemal jak prowokacja, przecież nie mieli pozwolenia na swoją działalność a nie kryli się, przeciwnie pokazywali się w taki wyeksponowanym miejscu. Po prostu kpili z tych instytucji które miały stać na straży bezpieczeństwa obywateli.

„Państwo działa tylko teoretycznie" – przypomniał nielegalnie nagrane słowa byłego ministra spraw wewnętrznych.

Berezowski uważa, że ważnym krokiem byłoby powołanie sejmowej komisji śledczej, która wskaże winnych afery Amber Gold.

W tym momencie w sądach obecne są dwa pozwy zbiorowe dotyczące tej afery, jedna przeciwko Skarbowi Państwa druga przeciwko bankowi BGŻ BNP Paribas który dodatkowo uwiarygadniał Amber Gold. – To są trudne sprawy, ale wierzę, że uda się je wygrać i odzyskać pieniądze oszukanych – mówi Berezowski. I dodaje – najważniejsze, żeby państwo zaczęło działać w tej sprawie.

Drzwiami czy oknem

Manifestacja ruszyła do ostatniego przystanku – Pałacu Prezydenckiego. „Banksterzy do więzienia" – zachęcano z głośników do skandowania. „Który kradnie – ten upadnie".

W drodze manifestujący zaplanowali pomazać banksterom piankami do golenia budynki w których na co dzień pracują. Jednak policja usłyszawszy o tym rozwiała te plany, rozstawiając wzdłuż placówek bankowych swoich funkcjonariuszy. Jeden z manifestujących nie posłuchał  zakazów policji, i został zatrzymany. Po proteście został wypuszczony z mandatem.

Maciej Pawlicki – jeden z przedstawicieli Stowarzyszenia na Rzecz Obrony Konsumenta i Obywatela „Pro Futuris" oraz prezes stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, zapytany co czuje patrząc na tę manifestację odpowiedział jednym słowem – Smutek. Po chwili kontynuował: Nasz Prezydent, Nasza Pani Premier obiecali nam coś innego. Mieliśmy mieć już jakieś rozwiązania. Ja dalej wierze, że one się pojawią, choć część rządu zdaje się nie rozumieć naszych problemów. Zapytany, czy ma na myśli wicepremiera Morawieckiego, odpowiedział: Tak, między innymi jego.

Przed godziną piętnastą manifestujący doszli pod Pałac Prezydencki. Maciej Pawlicki odczytał postulaty poszkodowanych domagających się: złożenia przez Prezydenta do Sejmu projektu ustawy o kursie „sprawiedliwym", włączenie przedstawicieli strony społecznej do komisji zajmującej się sprawą kredytów frankowych oraz zainicjowania przez Prezydenta otwartej debaty. Słowo „otwartej" było szczególnie podkreślone, zwracając uwagę na różne środowiska.

Ostatnio rządzący i instytucje państwowe, w tym: Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta, Narodowy Bank Polski, a szczególnie Komisja Nadzoru Finansowego nie wywiązywały się ze swoich zadań. Wiele ich decyzji miało wręcz na celu ochronę interesów banków zamiast chronić obywateli. Banków, łamiących przepisy prawa przez stosowanie w umowach zapisów niezgodnych z prawem czy przez dowolną interpretację tych zapisów- uważa Mariusz Zając ze Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu. Stowarzyszenie domaga się:

Likwidacji i wstrzymania procedur wszczętych na podstawie niekonstytucyjnego przepisu o Bankowym Tytule Egzekucyjnym – który jest nadal stosowany, mimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego

Zwrotu 100% wkładu finansowego klientom posiadającym polisolokaty

Odwalutowania kredytów pseudowalutowych po kursie z dnia jego wypłaty i wykonywania umowy tak, jakby był on od początku kredytem złotówkowym

Reformy organów administracji państwowej (KNF, UOKiK), zapewniającą ich skuteczne działanie dające klientom ochronę przed nieuczciwymi praktykami firm finansowych

Ludzie licznie podpisywali się pod tymi postulatami. Następnie zostały one zaniesione przez pięcioosobową delegację.

W oczekiwaniu na odpowiedź Prezydenta manifestacja przeszła jeszcze krótki odcinek Krakowskim Przedmieściem, po czym wróciła pod Pałac, gdzie odbywały się kolejne wystąpienia poszkodowanych przez banki. Wtedy też miał miejsce mały incydent. W trakcie marszu zaginął jeden z kluczowych transparentów? „Pytanie techniczne. Gdzie jest baner Bank = Kasyno?" – zapytała prowadząca. „Belka zabrał" – odpowiedział jej głos z tłumu.

Zrobiło się późno, słońce zaszło, pogoda się zepsuła, zaczęło lać. A w pobliskim Kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny młoda para właśnie brała ślub. Ciekawe czy oni też już mają zaplanowany swój kredyt. Co wybiorą aby nie wpaść w pętlę zadłużenia jak choćby frankowcy?

Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA