fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Jacek Nizinkiewicz: PiS chce przemilczeć i zbagatelizować problem

Michał Dworczyk
Jacek Nizinkiewicz: Często występujący w mediach minister Dworczyk zapadł się pod ziemię.
PAP/ Leszek Szymański
Rządzący nie stwierdzili, że upublicznione e-maile są sfabrykowane i nie odcięli się od ich treści. Sparaliżowani schowali głowę w piasek i czekają na to, co jeszcze wypłynie.

8 czerwca dowiedzieliśmy się, że szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk i jego żona zostali zaatakowani przez hakerów. Dworczyk jest nie tylko prawą ręką premiera rządu, ale również osobą odpowiedzialną za Narodowy Program Szczepień.

Czy szef KPRM lub jego żona byli szantażowani? Czy mogły wyciec dane wrażliwe? Dlaczego najbliższy współpracownik premiera komunikował się w sprawach dotyczących bezpieczeństwa i strategicznych interesów państwa ze skrzynki prywatnej? Co mógł jeszcze ujawnić, co mogłoby zaszkodzić bezpieczeństwu kraju? Jak długo trwała korespondencja z niezabezpieczonego konta? Na te pytania lakoniczny komunikat ministra Dworczyka w mediach społecznościowych nie odpowiada, a często występujący w mediach minister zapadł się pod ziemię.

Z ujawnionych maili, które rzekomo pochodzą ze skrzynki Michała Dworczyka, wynika, że w czasie protestu Strajku Kobiet rządzący rozważali wyprowadzenie wojska na ulice. O tym, że wariant siłowego rozwiązania wobec protestujących był rozważany, informował 3 grudnia 2020 r. „Dziennik", pisząc: „W PiS rozważano pomysł użycia WOT. Ostatecznie upadł jako zbyt kontrowersyjny".

Konto na rosyjskim Telegramie opublikowało również rzekomą rozmowę między Mateuszem Morawieckim, Dworczykiem i Jarosławem Gowinem ws. działań podejmowanych przez rząd w ramach walki z pandemią oraz reakcji na budowę Nord Stream 2. Wymiana maili zawiera również dywagacje na temat ewentualnego zakazu przemieszczania się między województwami między 28 grudnia a 18 stycznia, wprowadzenia godziny policyjnej, interwencji policyjnych na sylwestrowych „domówkach". Rządzący nie zaprzeczyli autentyczności e-maili. Szef Centrum Analiz Rządu Norbert Maliszewski odradzał premierowi zamknięcie galerii ze względów bezpieczeństwa, twierdząc: „Jeśli zamkniemy tak po prostu galerie, to przyznamy się do błędu, że otworzyliśmy 29 listopada. Musimy uzasadnić, że np. nie przestrzegano tam zasad".

Z korespondencji wynika, że rząd wprowadzał obostrzenia pandemiczne nie w oparciu o dane zdrowotne, ale słupki poparcia. Również w tym przypadku nie zakwestionowano autentyczności maili.

Przekonująco wygląda również wymiana korespondencji między premierem a prezesem Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych nt. dostępności respiratorów i sytuacji w Niemczech. Premier prosi o „inne źródło informacji", kiedy prezes RARS podsyła mu materiał korespondenta TVP z Niemiec.

Morawiecki przestał rozsyłać służbowe maile z prywatnego konta dopiero po ujawnieniu informacji i zhakowaniu skrzynki Michała Dworczyka. Wcześniejsze ostrzeżenia ignorował i korzystał służbowo z prywatnego konta od czasu wejścia do rządu. Nie zareagowały też polskie służby na styczniowe ostrzeżenia Mosadu ws. hakerskiego ataku. Politycy PiS bagatelizują problem, a publikacje materiałów nazywają sprzyjaniem przeciwnikom Polski. Ci sami politycy PiS, którzy będąc w opozycji, po aferze taśmowej apelowali o dymisję rządu Donalda Tuska. Do odpowiedzialności za aferę mailową i nieprzestrzeganie procedur nie poczuwa się nikt.

Mariusz Kamiński, szef MSWiA, zniknął. Premier na pytania nie chce odpowiadać. Minister Dworczyk zamilkł. Jarosław Kaczyński o bezpieczeństwie wypowiada się politycznie, nie merytorycznie. Z afery tłumaczył się Janusz Cieszyński, który został ministrem cyfyzacji w dniu informacji o wycieku pierwszych maili. Cieszyński, który jako wiceminister zdrowia podpisał umowę z handlarzem broni na dostawę 1241 respiratorów, z czego państwo wciąż nie odzyskało 46 mln zł, nie potrafił wyjaśnić, czy włamania dokonano tylko na konta polityków PiS, czy również urzędników i jak niebezpieczna dla państwa jest skala procederu.

Kiedy wypłynęła afera taśmowa za rządów PO, za którą nikt z nagranych nie dostał zarzutów karnych, zdymisjonowani zostali nagrani członkowie rządu. Kiedy wypływają kolejne rewelacje ws. afery mailowej, rząd próbuje przemilczeć problem, a podnoszących temat nieodpowiedzialnych polityków łamiących procedury uznaje za sojuszników Rosji. Wnioski?

Afera mailowa może okazać się nie tylko dowodem na pancerną odporność Mateusza Morawieckiego, który jest zarówno bohaterem afery taśmowej, jak i mailowej, ale również niebezpiecznej niekompetencji PiS, które wyżej stawia trwanie u władzy niż bezpieczeństwo Polski i odpowiedzialność za nie przed społeczeństwem. Gdyby rządzący tyle wysiłku wkładali w przestrzeganie procedur, co w przykrywanie afery, problemu by nie było.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA