fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Michał Szułdrzyński: Prezydent Andrzej Duda chciałby, ale raczej brak mu śmiałości...

PAP, Leszek Szymański
Nawet w dniu, gdy z PiS odszedł Bartłomiej Misiewicz, prezydent nie pozwolił sobie na ostrzejsze słowa podczas konferencji prasowej z szefem MON, Antonim Macierewiczem.

Trwający już dość długo serial prezydenckich listów do szefa MON: przed weekendem w sieci pojawiło się kolejne pismo, w którym Andrzej Duda pytał Antoniego Macierewicza, czy przesuwanie oficerów do Wojsk Obrony Terytorialnej nie osłabia zdolności bojowych zawodowej armii. To świadczy o rosnącym niepokoju w otoczeniu głowy państwa. Za pomocą wycieków listów do Macierewicza obóz prezydencki usiłuje wytworzyć wrażenie, że Duda aktywnie walczy o korzystanie z konstytucyjnych prerogatyw. A przy okazji włącza się grillowanie szefa MON.

Czy to działanie w jakiś sposób skoordynowane jest z kierownictwem PiS, które postanowiło ostatnio osłabić Macierewicza? – Nie, po prostu na pochyłe drzewo kozy skaczą – tłumaczy wpływowy polityk partii rządzącej. – Duda się zorientował, że Macierewicz jest słabszy, więc włączył się w jego dalsze osłabianie. Widzi też, że pozycja Ziobry nie jest najsilniejsza, więc zaczął grę w sprawie reformy Krajowej Rady Sądownictwa. Ale chyba zaczął się wycofywać – opisuje.

Rzeczywiście, najpierw z otoczenia Dudy płynęły sygnały, że nie będzie zgody na skrócenie kadencji członków obecnej KRS. Z tego powodu miały nawet zostać przesunięte posiedzenia komisji pracującej nad projektem. Ale pod koniec tygodnia z pałacu zaczęły jednak płynąć sygnały, że po spotkaniu z Ziobrą Duda podziela przekonanie o konieczności reformy systemu sądownictwa.

Podobne niezdecydowanie widać w wypowiedziach Dudy w sprawie Macierewicza. Nawet w dniu, gdy z PiS odszedł Bartłomiej Misiewicz, prezydent nie pozwolił sobie na wspólnej konferencji prasowej z szefem MON na ostrzejsze słowa pod adresem swego adwersarza.

To przypomina trochę stare powiedzenie o dziewczęciu, które z jednej strony chciałoby pocałować chłopca, ale równocześnie bardzo się tego boi. Duda chciałby zaznaczyć jakąkolwiek autonomię ośrodka prezydenckiego, ale w jego ruchach nie widać ani śmiałości ani determinacji.

To trochę zrozumiałe. Awantura w obozie władzy nie byłaby akceptowalna dla wyborców prawicy. Zaś wyborcy PO, Nowoczesnej czy lewicy nie zaczną kochać Dudy tylko dlatego, że teraz zaczyna wysyłać jakieś sygnały. Prezydent zbyt długo autoryzował wszystkie działania Jarosława Kaczyńskiego i rządu Beaty Szydło, szczególnie w sprawie TK, by jego przeciwnicy uznali jego przemianę za wiarygodną.

Tym bardziej że jego ostatnie działania nie wynikają z nowego pomysłu na siebie, lecz raczej z desperacji. W obozie prawicy spotkać można się bowiem z częstą opinią, że aktywność prezydenta jest efektem... popularności serialu „Ucho Prezesa". Co prawda serialowy Adrian budzi sympatię swoją fajtłapowatością, jednak przesłanie filmu jest proste: z prezydentem w PiS nie liczy się nikt.

A ponieważ „Ucho Prezesa" stało się dla milionów Polaków głównym źródłem wiedzy o relacjach panujących w obozie władzy, Duda i jego współpracownicy mają powody do niepokoju. Ostatni sondaż Pollster dla „Super Expressu" pokazujący, że w drugiej turze wyborów prezydenckich Duda przegrywa z Donaldem Tuskiem, pokazuje, że ani współczucie widzów „Ucha Prezesa", ani nieśmiałe próby wybicia się na autonomię nie są wystarczającym kapitałem do zdobycia drugiej kadencji. Andrzej Duda ma o czym myśleć podczas rozpoczętej właśnie podróży życia do Meksyku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA