fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Afera taśmowa

Afera taśmowa: Kto nagrywał ks. Kazimierza Sowę?

TVP Info zapowiada, że ujawni kolejne taśmy nagrane w restauracji Sowa & Przyjaciele
Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Rewelacje z TVP Info nie były częścią „afery taśmowej". Nie znali ich śledczy, ale i nie mówili o nich kelnerzy.

Łukasz N., kelner z restauracji Sowa & Przyjaciele, który poszedł na współpracę z prokuraturą i ujawnił mechanizm nagrywania polityków oraz biznesmenów, nigdy nie wymienił nazwiska księdza Kazimierza Sowy czy biznesmena Jerzego Mazgaja wśród osób, które miał nagrywać – ustaliła „Rzeczpospolita". Czy to możliwe, by zapomniał o księdzu celebrycie i milionerze, właścicielu sieć sklepów Alma?

– Nagranie ujawnione przez TVP Info nie pochodzi z tzw. afery taśmowej. To prawdopodobnie próba legalizacji zupełnie innych taśm niezwiązanych z tzw. grupą Falenty – mówi nam osoba znająca kulisy „afery taśmowej".

9 czerwca TVP Info pod hasłem „Nowe nagrania z podsłuchów w Sowa & Przyjaciele" opublikowała materiał, który na pierwszy rzut oka wydaje się kontynuacją głośnej afery sprzed dwóch lat. Nieznane dotąd rozmowy, które wyciągnęła na światło dzienne publiczna telewizja miały – według stacji – zostać nagrane podczas spotkania 7 lutego 2014 r. grupy znajomych: ks. Kazimierza Sowy, Pawła Grasia – rzecznika rządu Donalda Tuska, ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego, Jerzego Mazgaja (przedsiębiorcy) i gen. Mariana Janickiego – byłego szefa BOR.

Sowa & Przyjaciele to restauracja, w której, jak twierdzi prokuratura, dwóch kelnerów za pieniądze, i na zlecenie biznesmena Marka Falenty przez blisko rok (od lipca 2013 do czerwca 2014 r.) potajemnie nagrało 97 osób.

„Twarzą" newsa z nowymi taśmami był Samuel Pereira, wiceszef publicystyki stacji. – Fakt, że te nagrania wyszły w 2014 roku i wychodzą dzisiaj, pokazuje, że państwo było źle zabezpieczane. Te spotkania zostały nagrane, bezpieczeństwo informacji państwowych było żadne. Nie wiemy, kto miał dostęp do tych nagrań wcześniej – mówił w studiu TVP Info Pereira.

No właśnie. Tych nagrań nie posiadała ani nawet o nich nie wiedziała, prokuratura prowadząca śledztwo w sprawie podsłuchiwania VIP-ów. Co ważne, nie zająknął się o nich żaden z kelnerów, w tym Łukasz N., który dokładnie opowiedział śledczym jak wyglądał proceder. – N. w swoich wyjaśnieniach nie wspominał o nagraniu tych rozmów – przyznaje Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej, gdzie toczyło się śledztwo „podsłuchowe".

Choć od ujawnienia nowego nagrania minęło ponad 10 dni, prokuratura dotąd nie wszczęła postępowania sprawdzającego, by je zbadać. Powód? Żadna z warszawskich jednostek, w tym ta która prowadziła śledztwo „podsłuchowe" nie ma nagrania ujawnionego przez TVP Info. Kiedy w 2014 r „taśmy" opublikował „Wprost", do redakcji weszła ABW.

Nowe taśmy są warte zbadania – samo potajemne nagrywanie cudzych rozmów to przestępstwo. Śledczy winni przyjrzeć się też ich treści, bo prócz wulgaryzmów i niewybrednych żartów, mowa w nich np. o „projektach energetycznych w Opolu i powtórzeniu przetargu w Jaworznie".

Wreszcie – warto ustalić, kto jeszcze stał za podsłuchiwaniem VIP-ów, skoro kelnerzy do nagrywania osób, o których teraz głośno, nie przyznali się. Zwłaszcza, że stacja zapowiada publikację kolejnych taśm.

Możliwe, że sami nagrani skłonią śledczych do działań. – Nielegalne jest nagrywanie, ale i rozpowszechnianie. Do tego przypisano mi wypowiedzi, których z pewnością nie wypowiedziałem. Nie wykluczam, że zawiadomię prokuraturę – mówi Włodzimierz Karpiński.

Skłania się do tego też ks. Kazimierz Sowa. – To nagranie ma inną jakość niż wszystkie poprzednie. Ma się wrażenie, że zostało wyczyszczone – wskazuje wątpliwości.

Człowiek byłych służb nie ma wątpliwości: – Runęła forsowana teza o Falencie, Rosjanach i węglu. Ta taśma jest dowodem, że w restauracji nagrywał ktoś inny – zaznacza.

Dotąd tylko Marek Falenta, który miał zlecać nagrywanie VIP-ów (nie przyznał się), jego szwagier i dwaj kelnerzy zostali za to oskarżeni i nieprawomocnie skazani.

– O nowych nagraniach usłyszałem z telewizji – mówi nam Falenta, i uważa, że są dowodem na to, o czym mówi od trzech lat – że nie on stał za podsłuchami. – Dziś ktoś je ma i wykorzystuje w „odpowiednim" dla siebie momencie – mówi biznesmen. Kto? Jego zdaniem odpowiedź jest w materiałach tajnych służb. – Nie otrzymał ich nawet sąd, który mnie skazał – mówi.

W piątek „Gazeta Wyborcza" postawiła tezę, że nowe nagrania to „kombinacja operacyjna" agentów CBA z Wrocławia związanych z Mariuszem Kamińskim, obecnie koordynatorem służb specjalnych. – Źródeł należy szukać w powiązaniach Łukasza N. – mówi tajemniczo Falenta.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA