Rz: Prokuratorzy chętnie podejmują się spraw dotyczących przemocy w rodzinie?

Jarosław Polanowski: Nie, raczej starają się je omijać szeroki łukiem.

Jarosław Polanowski - prokurator w stanie spoczynku

Jarosław Polanowski - prokurator w stanie spoczynku

materiały prasowe

Z jakiego powodu?

Takie sprawy określane są w żargonie prokuratorskim jako znęty i alimenty, a więc w sposób bardzo, bardzo lekceważący. A to o czymś świadczy. Co tu dużo mówić. W prokuraturze liczą się statystyki. Trzeba się wykazać odpowiednią liczbą aktów oskarżenia, a w wypadku przestępstw przemocy w rodzinie jest to bardzo trudne. Tych spraw więc się unika, bo tylko utrudniają życie, a po co to komu.

Osoba, która była poddana przemocy, często nie chce zeznawać albo wycofuje swoje wcześniejsze zeznania,bo zwyczajnie boi się. Trudno też jej podjąć decyzję. Łudzi się, że będzie lepiej, albo straciła nadzieję, że sprawcę uda się w ogóle ukarać. Nie wierzy w skuteczne działanie wymiaru sprawiedliwości.

A bez zeznań głównego świadka wielką sztuką jest przygotować akt oskarżenia i wnieść go do sądu.

Z tego, co pan mówi, wynika, że tego rodzaju przestępstwa często są w umarzane?

Niestety tak. Powodów jest wiele. Jeden to ten, o którym pani m już mówiłem, czyli lekceważące traktowanie spraw przemocy w rodzinie. Trzeba umieć również rozmawiać z osobą, która często przez lata była bita i poddawana przemocy psychicznej. Niewiele osób w prokuraturze jest do tego przygotowanych. Nie ma bowiem specjalizacji. Przyjęło się, że każdy prokurator powinien umieć poprowadzić każdą sprawę. A to duży błąd. Brak odpowiedniej komórki często skazuje te sprawy na niepowodzenie.

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Teraz z darmową dostawą i e‑wydaniem gratis!

ZAMÓW

Poza tym, gdy już sprawa o przemoc w rodzinie trafi na wokandę, to w sądzie często prowadzi ją prokurator, który nie przygotował akt oskarżenia, a tylko zapoznał się z aktami przed sprawą. Na wokandzie tego dnia ma natomiast sześć różnych spraw z rzędu. Siłą rzeczy więc jego skuteczność jest mniejsza. To nie on był przecież autorem aktu oskarżenia.

Problem hurtowego traktowania aktów oskarżenia bierze się z tego, że w prokuraturze panuje odwieczny problem z niedoborem kadr. Tak jest od lat i nic się w tym zakresie nie zmieniło, chociaż w ostatnim czasie ściąga się do pracy w prokuraturze radców prawnych oraz adwokatów.

A jak do problemu przemocy w rodzinie pochodzi policja? Współpracuje z prokuraturą?

Nie jest dobrze. Wiele z tych spraw w ogóle do nas nie trafia. Ofiara składa doniesienie na policję, a ta nie nadaje postępowaniu dalszego biegu. Ona również nie traktuje przemocy w rodzinie w należyty sposób. Nie bez powodu wiele ofiar nie wierzy zatem, że idąc na policję, cokolwiek uda się jej w swoim życiu zmienić na lepsze.

Udało się panu doprowadzić do skazania sprawcy przemocy w rodzinie?

Nigdy nie było to proste, ale udało się. Nie zwykłem się zatrzymywać w połowie drogi.

—rozmawiała Renata Krupa-Dąbrowska

Zobacz inne teksty z dodatku Sądy i prokuratura