Do zdarzenia doszło 23 kwietnia przed południem w miejscowości Płonna. O ataku powiadomił służby syn kobiety. Według informacji przekazanych przez policję, to 58-letnia mieszkanka gminy Zagórz, która była na spacerze w lesie.
Tragedia na Podkarpaciu. Zginęła kobieta zaatakowana przez niedźwiedzia
Jak przekazał TVN24 jeden z pracujących na miejscu strażaków, kobieta miała zadzwonić do syna krzycząc „Niedźwiedź, niedźwiedź!”. Niedługo później mężczyzna znalazł w lesie ciało matki. Kobieta miała rozległe, szarpane obrażenia głowy.
Czytaj więcej
Choć naukowcy od lat podkreślają, że ze względu na postępujące topnienie lodów Arktyki przyszłość niedźwiedzi polarnych jest zagrożona, wyniki najn...
– O godzinie 10.26 otrzymaliśmy zgłoszenie, że w miejscowości Płonna doszło do ataku niedźwiedzia na kobietę. Na miejsce skierowane zostały trzy zastępy straży pożarnej i policja. O godzinie 11.21 strażacy na quadach dotarli do kobiety. Była nieprzytomna. Ze względu na rozległe obrażenia odstąpili od czynności medycznych – powiedział TVN24 starszy kapitan Paweł Giba, oficer prasowy KP PSP w Sanoku.
Jeden z synów ofiary: Niedźwiedź, jak się nastąpi, to nie ma ratunku
Pracujące na miejscu służby ustalają przyczyny zdarzenia. Z informacji przekazanych przez prokurator rejonową w Sanoku Izabelę Jurkowską-Hanus wynika, że na razie nic nie wskazuje na to, by przyczyna zgonu mogła być inna niż ta podana w zgłoszeniu.
– Mama uwielbiała las, dość często do niego chodziła na spacer. Niedźwiedź, jak leży, to jest taka skłębiona górka, jak kopiec z ciemnej ziemi. Jak się nastąpi, to nie ma ratunku. Musiał być za blisko, naszła na niego bezpośrednio i stała się tragedia – powiedział w rozmowie z reporterką TVN24 jeden z synów ofiary.