Cymański w TVN24 odnosił się do swojej wcześniejszej wypowiedzi dla Wirtualnej Polski. W programie "Tłit" Cymański przyznał, że kiedyś - w trakcie przewijania dziecka "nerwy puściły" i "dał klapsa". - Nie powiem, że to jakaś recepta. Można się ze mną nie zgadzać, ale proszę o szacunek jako do ojca, który wychował piątkę dzieci - dodał.

W TVN24 Cymański podkreślał, że "piątkę dzieci wychował bardzo dobrze". Dodał jednak, że "bierze w obronę rodziców, którym czasem zdarzy się stracić panowanie", choć jednocześnie zaznaczył, że "jest przeciwnikiem absolutnie używania jakiejkolwiek przemocy".

Polityk mówił też, że "klaps to jest porażka rodzica".

Cymański tłumaczył, że mówiąc o klapsach "apeluję, żeby nie potępiać rodziców, którzy w sytuacji czasami bez wyjścia, na przykład dziecko na ulicę biegnie albo bierze gorące do ręki..." zdecydują się na wymierzenie dziecku klapsa. Zapewnił jednak, że "klapsa nie broni".

- Odcinam się od wszelkich przemocy z klapsem, okej? - mówił.

Dyskusja o klapsach rozpoczęła się od wywiadu, jakiego Rzecznik Praw Dziecka udzielił kilkanaście dni temu "Dziennikowi Gazecie Prawnej". Mikołaj Pawlak mówił w nim, że sam klapsów dzieciom nie wymierza, ale "z estymą" wspomina ojca, który dyscyplinował go czasem w ten sposób. - Trzeba rozróżnić, czym jest klaps, a czym jest bicie - mówił w wywiadzie, ale dodawał też, że "absolutnie nie wolno bić dzieci".

"Nigdy nie powiedziałem, że można dawać dzieciom klapsy. Nigdy nie powiedziałem, że pochwalam bicie dzieci. Wręcz przeciwnie, w wywiadzie, za który jestem niesprawiedliwie atakowany, powiedziałem wyraźnie, jasno i jednoznacznie: 'nie wolno bić dzieci i koniec pieśni'. Oświadczam raz jeszcze: uważam stosowanie jakiejkolwiek przemocy wobec dziecka za absolutnie niedopuszczalne zachowanie. Zawsze broniłem i będę bronił dzieci, ich praw i godności" - napisał Pawlak w wydanym po opublikowaniu wywiadu oświadczeniu.