"To stworzyłoby niepotrzebne ryzyko dla zdrowia publicznego" - napisał. Źródła w brytyjskiej dyplomacji potwierdziły, że szczegółowe wskazówki dla ambasad będą zawierały jednoznaczne rekomendacje dotyczące unikania zgromadzeń, np. w komisjach wyborczych - informuje Onet.
Michael Russell odpowiedział w ten sposób na list posłanki Partii Pracy do szkockiego parlamentu Claire Baker, która współprzewodzi ponadpartyjnej grupie parlamentarnej ds. polskich, w którym wyraziła obawy polskiej społeczności dotyczące ewentualnego przebiegu głosowania.
"Szkocki rząd wyraził się jasno, że obywatele powinni wychodzić z domu jedynie w sytuacjach, kiedy jest to niezbędne, jak zakup żywności, wysiłek fizyczny, troska o zdrowie lub praca, o ile nie mogą pracować z domu" - tłumaczył w datowym na 31 marca piśmie szkocki minister.
"W takiej sytuacji muszą jednak przez cały czas przebywać dwa metry od innych osób i nie spotykać się w grupach większych niż dwie osoby, jeśli nie mieszkają w tym samym domu. Zorganizowanie komisji wyborczych przy takich ograniczeniach dot. zdrowia publicznego nie będzie możliwe" - podkreślił, dodając, że "naruszałoby to brytyjskie przepisy (...) i stwarzałoby niepotrzebne ryzyko".
Minister dodał też, że "brytyjskie MSZ planuje wkrótce przekazać wszystkim placówkom dyplomatycznym zalecenia przypominające o przepisach dotyczących dystansowania społecznego w czterech narodach wchodzących w skład Zjednoczonego Królestwa".
"Gdyby którekolwiek (z tych państw) zdecydowało się na zorganizowanie w najbliższych miesiącach głosowania wśród swoich obywateli to będziemy oczekiwać od nich przestrzegania tych zasad" - kontynuował Russell, przypominając, że szkockie i brytyjskie władze zdecydowały się na odroczenie wyborów do czasu zakończenia kryzysu dot. koronawirusa.
