Marczak podkreślał, że "Marsz w takiej formie nie miał prawa się odbyć". - Mieliśmy do czynienia z nielegalnym zgromadzeniem - dodał (zgody na organizację Marszu Niepodległości nie wydały władze Warszawy, decyzję tę podtrzymał sąd - red.).

Rzecznik KSP zwrócił uwagę, że według zapowiedzi organizatorów, tegoroczny Marsz miał mieć formę kawalkady pojazdów. Tymczasem - jak dodał - nawet Robert Bąkiewicz, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, "szedł w tym Marszu, nie jechał, w przeciwieństwie do tego co mówił".

Odpowiadając na oskarżenia pod adresem policji o prowokacyjne zachowania (formułował je m.in. Bąkiewicz), nadkom. Marczak przypomniał, że "w ostatnim okresie dochodzi w Warszawie do wielu zgromadzeń".

- We wszystkich tych zgromadzeniach, gdy mamy do czynienia z agresją, policja zawsze używa środków przymusu bezpośredniego - podkreślił. Dodał, że policja nie różnicuje tych demonstracji.

- Ktoś kto twierdzi, że jest to prowokacja, próbuje tłumaczyć zachowanie osób, które zachowywały się jak chuligani - zaznaczył Marczak, który dodał, że we wszystkich demonstracjach, które ostatnio miały miejsce w Warszawie, "większość uczestników zachowywało się pokojowo".

- Naszym celem byli chuligani, nikt inny - zaznaczył.