Doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego skierowało Stowarzyszenie Ekologiczne Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej. Według SEPZN rzekomy udział ówczesnego ministra sprawiedliwości w przyjęciu imieninowym Henryka Stokłosy ma znamiona przestępstwa przekroczenia uprawnień i działania na szkodę resortu.
[wyimek]Zbigniew Ćwiąkalski żąda 270 tys. zł od tygodnika „Nie”, który napisał o spotkaniu [/wyimek]
– Zarejestrowaliśmy sprawę i wyznaczyliśmy prokuratora – mówi Maria Rogacka, wiceszefowa Prokuratury Rejonowej w Chodzieży.
– Mam nadzieję, że to postępowanie pozwoli ujawnić inspiratorów tych oszczerstw – mówi „Rz” Zbigniew Ćwiąkalski.
Choć stowarzyszenie złożyło doniesienie w Warszawie, sprawa przez Poznań trafiła do Chodzieży. Przedstawiciele stowarzyszenia są oburzeni. – Wielokrotnie zgłaszaliśmy zastrzeżenia do pracy tej prokuratury – mówi „Rz” Irena Sienkiewicz, prezes stowarzyszenia.
Dlaczego Sienkiewicz protestuje? Chodzi o kontrolę postępowań prowadzonych w chodzieskiej prokuraturze wobec Henryka Stokłosy i jego współpracowników przeprowadzoną w 2007 roku na polecenie ówczesnego zastępcy prokuratora generalnego Jerzego Engelkinga. Wykazano, że jedna trzecia umorzeń spraw dotyczących Stokłosy była nietrafna lub przedwczesna.
– Prokuratura została wyznaczona zgodnie z właściwością miejscową – ucina Magdalena Mazur-Prus, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.Sprawę rzekomego spotkania Ćwiąkalskiego opisał tygodnik „Nie”. Minister miał przyjechać do Stokłosy 17 stycznia wieczorem z bukietem róż i podarunkiem. Na pożegnanie miał otrzymać pięć kartonów wędlin.
– Bzdura, w terminie 15 – 17 stycznia najpierw uczestniczyłem w spotkaniach w Pradze, a później na zawodach Pucharu Świata w Zakopanem wręczałem nagrodę Wolfgangowi Loitzlowi – mówi „Rz” Ćwiąkalski. Dodaje, że pozwał już tygodnik „Nie”. – Domagam się 270 tys. i nawiązki na cel charytatywny.
W piątek Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga zadecydowała o przesłuchaniu tłumaczki, która przełożyła dokumenty zezwalające na ekstradycję Henryka Stokłosy z Niemiec do Polski.
To efekt publikacji „Rz”, w której ujawniliśmy, iż błędy w tłumaczeniu sprawiły, że nie można mu postawić części zarzutów. Prawo pozwala bowiem przedstawić zatrzymanemu tylko takie, które były zawarte w dokumentach ekstradycyjnych. Stokłosa zaś dostał jeszcze dwa inne zarzuty.
Konieczne może być nawet wystąpienie do niemieckiego sądu o zgodę na rozszerzenie zarzutów. Warszawska prokuratura poinformowała, że uzależni dalsze działania od zeznań tłumaczki.
[i]—i.k.[/i]