Reklama
Rozwiń
Reklama

Uderzyli mieczem w talibów

Największa operacja w Afganistanie. Cztery tysiące żołnierzy, śmigłowce i myśliwce biorą udział w ofensywie armii USA

Aktualizacja: 03.07.2009 04:00 Publikacja: 02.07.2009 20:54

Amerykańscy komandosi czekali o świcie w Camp Leatherneck na załadunek do helikopterów

Amerykańscy komandosi czekali o świcie w Camp Leatherneck na załadunek do helikopterów

Foto: AP

Nad uznawaną od lat za siedlisko talibów prowincją Helmand o świcie zaroiło się od śmigłowców. Wyskoczyły z nich tysiące amerykańskich marines, setki innych w tym samym czasie opancerzonymi wozami przemierzało ten niebezpieczny obszar, nazywany przez żołnierzy pustynią śmierci. W ten sposób Amerykanie, wspierani przez 650 Afgańczyków, rozpoczęli operację pod kryptonimem „Khanjar”, czyli „Cięcie mieczem”.

To pierwsza tak wielka ofensywa amerykańskich wojsk od momentu, gdy prezydent USA Barack Obama zapowiedział zmianę strategii i wysłanie przed sierpniowymi wyborami w Afganistanie do tego kraju dodatkowych 17 tys. żołnierzy USA. Według gen. Larry’ego Nicholsona operacja wyróżnia się olbrzymią siłą ognia i szybkością działania. Rzecznik talibów Kari Josuf Ahmadi zapowiedział jednak, że islamiści będą walczyć i nie dopuszczą, by Amerykanie odnieśli na tym terenie trwałe zwycięstwo. Na razie żołnierze napotykają niewielki opór. Eksperci wojskowi przewidują jednak, że do ostrych walk może dojść na terenie miast.

Akcja Amerykanów przestraszyła władze Pakistanu, które rozlokowały na granicy dodatkowe oddziały, by rozprawić się z talibami uciekającymi przed ofensywą US Army. Eksperci nie mają wątpliwości, że nie będzie to łatwe zadanie, bo granica ma 2600 km długości. Czy w takim razie talibowie mogą szukać schronienia w innych strefach, na przykład w polskiej? – Jestem pewien, że talibowie nie podejmą otwartej walki. Oczywiście będą szukać w miarę bezpiecznego miejsca w strefie nieamerykańskiej, która dysponuje mniejszą siłą – tłumaczy w rozmowie z „Rz” strateg i analityk wojskowy gen. Bolesław Balcerowicz.

Talibowie nie tylko próbują uciekać. Wczoraj w prowincji Paktika porwali amerykańskiego żołnierza, który prawdopodobnie wyszedł z bazy i zapuścił się na teren opanowany przez rebeliantów. Do jego uprowadzenia przyznała się już bojówka kierowana przez Dżalaludina Hakkaniego. – Nasi przywódcy nie zdecydowali jeszcze o jego losie. Gdy podejmą tę decyzję, pokażemy w mediach wideo przedstawiające żołnierza i nasze żądania – tłumaczył AFP jeden z talibów.

Już w lipcu Amerykanom będzie łatwiej walczyć z talibami. W Afganistanie wylądują bowiem żołnierze wyposażeni w supernowoczesne hełmy systemu Land Warrior. Naszpikowane elektroniką i wyglądające niczym z filmów science fiction pozwalają użytkownikowi oglądać mapy terenu, pokazują na podstawie wskazań GPS pozycje kolegów z oddziału i umożliwiają porozumiewanie się na polu walki za pomocą wiadomości tekstowych lub szeptu.

Reklama
Reklama

– Wyskakujemy ze śmigłowców i w ciągu kilku sekund wiemy, gdzie jesteśmy i gdzie szukać wroga – powiedział „Fox News” sierżant Dennis Davis. Niestety, taki hełm nie znajdzie się szybko w wyposażeniu polskiej armii, bo kosztuje 48 tysięcy dolarów za sztukę.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama