Reklama

Dwie komisje i dwa śledztwa

Polska i Rosja prowadzą oddzielne postępowania. Nasi prokuratorzy wciąż nie mają dostępu do kluczowych dowodów

Publikacja: 09.04.2011 01:01

Musimy opublikować prawdę, nawet jeśli jest gorzka – mówiła w styczniu szefowa rosyjskiego komitetu

Musimy opublikować prawdę, nawet jeśli jest gorzka – mówiła w styczniu szefowa rosyjskiego komitetu Tatiana Anodina. Na zdjęciu podczas konferencji 19 maja 2010 r.

Foto: PAP

T o ja zdecydowałem i namówiłem do tego moich ministrów, żebyśmy poszli tą drogą – stwierdził w marcu w wywiadzie dla Radia Zet premier Donald Tusk, przyznając, że to on przesądził, aby katastrofę polskiego Tu-154M pod Smoleńskiem wyjaśniać w oparciu o konwencję chicagowską.

W rzeczywistości wybrano nie tyle konwencję  –  której nie stosuje się do wypadków samolotów państwowych, w tym wojskowych, a tylko do lotnictwa cywilnego – a jedynie procedury badania katastrofy  ustalone w jej 13 załączniku. Specjaliści twierdzili, że można było wybrać regulację, która dawała Polsce mocniejszą pozycję i możliwości: porozumienie z 7 lipca 1993 r., które przewiduje współpracę obu krajów w sprawie ruchu samolotów wojskowych i badania katastrof lotniczych.

Po katastrofie prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew w rozmowie telefonicznej z premierem Donaldem Tuskiem zaproponował, aby śledztwo prowadzili wspólnie rosyjscy i polscy prokuratorzy.

Ale Polska i Rosja prowadzą odrębne postępowania. W kraju zajmują się tym Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie oraz Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, której przewodniczy szef MSWiA Jerzy Miller. Po rosyjskiej stronie jest to Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) i Komitet Śledczy prokuratury.

Kluczowe dowody w sprawie mają Rosjanie: wrak polskiego samolotu i dwie czarne skrzynki.

Reklama
Reklama

MAK: winna tylko załoga

Najwięcej kontrowersji wzbudził raport rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. Ogłoszono go w połowie stycznia. Winą za katastrofę obciążył polską załogę Tu-154.

– Musimy opublikować prawdę, nawet jeśli jest gorzka – mówiła szefowa MAK Tatiana Anodina i wyliczała błędy polskich pilotów. Wskazywała, że załoga była źle wyszkolona, lądowała mimo złych warunków i zignorowała ostrzeżenia o zbliżaniu się do ziemi. Obecny w kokpicie w chwili katastrofy dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik miał wywierać nacisk na pilotów. Rosjanie ujawnili, że generał miał we krwi 0,6 promila alkoholu. W jaki sposób to badano, do dziś nie wiadomo. Rosjanie nie przysłali polskim śledczym ekspertyzy.

Według MAK Tu-154 był samolotem wojskowym, ale jego lot miał charakter cywilny, więc decyzja o lądowaniu zależała wyłącznie do załogi. Przemilczano zaniedbania po rosyjskiej stronie: błędy kontrolerów, niedziałające oświetlenie na lotnisku i obecność w wieży kontroli lotów osób postronnych, które prowadziły nerwowe konsultacje z Moskwą w sprawie zgody na lądowanie.

Polska odpowiedź

Premier Donald Tusk, gdy Rosjanie przekazali projekt raportu MAK, mówił, że w takim kształcie jest nie do przyjęcia. Wspominał, że Polska może odwołać się od rosyjskich konkluzji do instytucji międzynarodowych. To okazało się niemożliwe. Strona polska dołączyła uwagi do projektu MAK. Jedna z kluczowych stwierdzała, że „stan i przygotowanie lotniska w Smoleńsku były na tyle niezadowalające, że Rosjanie nie powinni wyrazić zgody na lądowanie polskiego Tu-154M".

W styczniu komisja szefa MSWiA Jerzego Millera przedstawiła odpowiedź na ustalenia MAK. Upubliczniono nagrania rozmów rosyjskich kontrolerów. Wskazano, że popełnili błędy. Komisja wytknęła, że mjr Wiktor Ryżenko i ppłk Paweł Plusnin utwierdzali załogę w przekonaniu, iż maszyna jest na właściwej ścieżce lądowania. Komenda o prawidłowym torze lotu padła sześciokrotnie, ostatni raz kilka sekund przed uderzeniem w brzozy – ujawnili eksperci. Przyznali, że wzywająca do przerwania lądowania komenda „horyzont" padła za późno. Eksperci ocenili, że na kontrolerów wywierano presję, co miało bezpośredni wpływ na wypadek.

Ekipa polskich prokuratorów, która pojechała na miejsce katastrofy, uczestniczyła m.in. w identyfikacji ciał ofiar, oględzinach wraku i miejsca wypadku oraz w pierwszych przesłuchaniach rosyjskich kontrolerów z wieży lotniska.

Reklama
Reklama

Te zeznania zostały przez rosyjskich prokuratorów unieważnione. Jako powód podano uchybienia proceduralne. Na ponownym przesłuchaniu w sierpniu, kontrolerzy zmienili ich treść. W kwietniu ppłk Plusnin twierdził, że przekazał załodze Tu-154 informację o widoczności na lotnisku wynoszącej 400 m, choć jego zdaniem sięgała 800 m. Tłumaczył, że podał mylne dane, by zniechęcić załogę do lądowania. W ponownym przesłuchaniu, miał już zeznać, że widoczność wynosiła 400 m, czyli tyle, ile podał polskiej załodze.

Po wielu miesiącach od katastrofy ujawniły się także wątpliwości dotyczące sekcji zwłok prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Na stole sekcyjnym – jak się okazało – znajdowały się fragmenty innego ciała.

Choć polscy śledczy już w pierwszym wniosku o pomoc prawną  zwrócili się o przekazanie im kopii wszystkich zebranych przez rosyjską prokuraturę materiałów, Rosjanie przekazywali akta opornie. Do dziś polscy prokuratorzy nie mają m.in. danych dotyczących lotniska i wszystkich protokołów z sekcji zwłok.

W polskim postępowaniu ma zostać wyłączony i przekazany do cywilnej prokuratury wątek organizacji lotu.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama