Kampania SLD przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi nabiera przyspieszenia. Jak dowiedziała się „Rz", w sobotę lider tej partii Grzegorz Napieralski zamierza w Szczecinie przedstawić program dotyczący gospodarki morskiej.
- Będzie mówić o problemach polskiej gospodarki morskiej i zaniechaniach rządu w tej dziedzinie - powiedział „Rz" Tomasz Kalita, rzecznik prasowy Klubu SLD.
Sobotnie wystąpienie lidera Sojuszu ma mieć jednak nietypową oprawę. Grzegorz Napieralski „morski program" przedstawi na portowym nabrzeżu. A następnie uczestników konferencji zaprosi na godzinną przejażdżkę statkiem po morzu.
-To będzie zwykły statek, nie kuter i nie wodolot. Chodzi o to by o pewnych problemach mówić w sytuacjach i w środowisku, których one dotyczą - przekonuje Kalita
Na początku lipca Napieralski przedstawił program partii dotyczący infrastruktury w pociągu relacji Warszawa-Sosnowiec. Wynajął wówczas specjalny, luksusowy wagon - jak mówił - „niewyobrażalny dla przeciętnego Polaka", a uczestniczącym w konferencji dziennikarzom zaserwował luksusowy bufet. Po tym wydarzeniu w Internecie do SLD przylgnęło miano „łososiowej lewicy" – przez analogię do „lewicy kawiorowej", miana jakim we Francji określa się słynących z wystawnego stylu życia tamtejszych socjalistów.
- Wynajmowanie luksusowego wagonu kolejowego czy statku to poważny błąd lewicy. Przeciętnych Polaków, żyjących w coraz gorszych warunkach materialnych, a do takich odwołuje się przecież SLD nie stać na taki luksus - ocenia dr Sergiusz Trzeciak, specjalista ds. marketingu politycznego.
Dodaje, że w pogoni za kreowaniem takich spektakli politycznych, które przyciągną zainteresowanie opinii publicznej Napieralski przedobrzył. - Próbuje robić to trochę na siłę i wychodzą sztucznie, gubią element naturalności - komentuje dr Trzeciak.
Jeszcze ostrzej kolejny pomysł Napieralskiego ocenia Eryk Mistewicz, konsultant polityczny. - Napieralski cały czas popełnia kolejne błędy. Nie przypominam sobie żadnej kampanii w Europie, podczas której politycy mówiący o problemach społecznych serwowaliby w luksusowej salonce łososia czy pływali wynajętym stateczkiem - mówi Mistewicz.
Ale wytyka też, że to nie jedyny błąd SLD. – W tej kampanii mamy do czynienia z przerażającą infantylizacją sporej siły politycznej. Tu kampania w salonce, tam Napieralski zagra na skrzypkach albo umorusa się pyłem węglowym bądź popłynie statkiem. To niepoważne. Około 30 procent elektoratu mogłoby zagłosować na lewicę, ale skutkiem takich działań mają problem z uznaniem SLD za partię poważną - mówi Mistewicz.