Sejm ma dziś zdecydować, czy na ostatnim posiedzeniu w tej kadencji zostanie uchwalona zmiana konstytucji zaproponowana przez prezydenta. – Nie mówię jeszcze, że sprawa jest stracona – zapowiadał dwa dni temu Grzegorz Schetyna, marszałek Sejmu.
Ale z informacji "Rzeczpospolitej" wynika, że szanse na uchwalenie projektu są znikome.
– Sądzę, że ten projekt nie wejdzie pod głosowanie – mówi "Rz" Jarosław Gowin, szef pracującej nad nim sejmowej komisji nadzwyczajnej. – Rząd w ostatniej chwili zgłosił wiele poprawek go modyfikujących.
Zamieszanie z nowelizacją to efekt tarć między Kancelarią Prezydenta i Kancelarią Premiera. Ta ostatnia pod koniec sejmowych prac chciała wprowadzić zmiany do projektu wypracowanego w komisji (na podstawie propozycji prezydenta i PiS). A bez poparcia partii opozycyjnych partia rządząca nie mogłaby konstytucji zmienić.
Komisja odrzuciła poprawki, które pod wpływem rządu złożył Klub PO. Za ich odrzuceniem głosowali nawet niektórzy posłowie PO. Spór toczył się o niektóre zapisy rozdziału o członkostwie Polski w UE.
W projekcie komisji napisano np., że skargi do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości na unijne prawo może zgłosić m.in. grupa posłów. Poprawka PO skreślała ten zapis. W innym komisja proponowała, by przy zatwierdzaniu niektórych zmian w ustroju UE potrzebna była zgoda nie tylko rządu, ale też prezydenta i parlamentu. Poprawka PO to zmienia.
Po odrzuceniu poprawek między kancelariami Prezydenta i Premiera nie doszło do spotkania w sprawie projektu.
Od polityków z otoczenia Pałacu płyną sygnały, że na początku nowej kadencji prezydent przedstawi projekt zbliżony do wersji wypracowanej w komisji. – Wtedy z dala od gorączki wyborczej będziemy mieli więcej czasu i mam nadzieję, że uda się wykorzystać dorobek komisji – mówi Gowin.
Jednak nie uda się uchwalić projektu do zakończenia polskiej prezydencji w UE, czyli do końca roku – na czym zależało prezydentowi.