Partia Donalda Tuska w ciągu dwóch tygodni straciła 3 punkty procentowe. Co się w tym czasie wydarzyło? Przede wszystkim od 1 września wzrosły opłaty za żłobki i przedszkola. Ta sprawa nie tylko uderzyła kilkaset tysięcy rodzin po kieszeni i stała się głośna w mediach. Za ustawą, która umożliwiła podwyżki, głosowały wszystkie partie. Dlaczego więc tylko PO na tym straciła?
– Bo podwyżki uderzyły głównie w wyborców tej partii, czyli młodych mieszkańców dużych miast – uważa dr Robert Alberski, politolog z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Negatywnego wrażenia nie zdołała zatrzeć wielka konwencja programowa Platformy.
– Bo niezbyt się udała – ocenia Jarosław Flis, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Większość komentatorów skrytykowała ją jako mało odkrywczą.
Na PiS chce głosować 32 proc. badanych. To z kolei wzrost o 3 pkt proc. w stosunku do badania z końca sierpnia. Co zrobiła partia Kaczyńskiego, że zyskała w notowaniach?
– Po prostu wróciła do sprawdzonej metody i stara się unikać zbyt ostrej retoryki, co od razu skutkuje wzrostem poparcia – śmieje się Jarosław Flis.
Różnica między dwoma największymi ugrupowaniami w badaniu GfK Polonia dla "Rz" skurczyła się z 18 do 12 pkt proc.
Chociaż bywała już mniejsza (np. w sierpniu 2010 r. PiS zbliżył siędo PO na odległość 6 pkt proc.), to politolodzy zauważają w tym trwały trend.
– Ta tendencja, mimo różnych wyników, jest widoczna w badaniach wszystkich pracowni – zaznacza Alberski.
Według wrocławskiego politologa dla PO to dobrze, bo dostała sygnał ostrzegawczy. – Jeszcze dwa tygodnie temu partia Tuska była przekonana o wygranej i spała spokojnym snem. Teraz już wie, że tak łatwo nie będzie i trzeba się brać do pracy – mówi Alberski. – A dzięki takim sondażom łatwiej będzie PO zmobilizować swój elektorat.
Poparcie dla SLD zmalało z 13 do 11 proc. Sojuszowi nie pomogła konwencja z udziałem byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i byłego premiera Leszka Millera, podczas której odbyła się wielka demonstracja jedności.
Notowania PSL niezmiennie utrzymują się na poziomie 4 proc., a więc poniżej progu wyborczego. Za to o 1 pkt proc. – do 3 proc. – wzrosło poparcie dla Ruchu Janusza Palikota.
– Palikot zyskuje, bo jest ciągle obecny w mediach, nawet jeśli mówi niezbyt mądre rzeczy – komentuje ten wynik Jarosław Flis. – Na jego korzyść działa też niezbyt porywająca kampania PO i SLD, a właśnie wyborców tych dwóch partii próbuje do siebie przyciągnąć lubelski polityk.
Na kogo chcą głosować Polacy
Tylko trzy partie: PO, PiS i SLD, znalazłyby się w nowym Sejmie, gdyby wybory odbyły się w ostatni weekend – wynika z sondażu GfK Polonia dla "Rz". Tuż pod progiem wyborczym są PSL i Ruch Palikota. Gorzej wypadają: Polska Jest Najważniejsza, Prawica Rzeczpospolitej Marka Jurka.
Te partie mają zaledwie po 1 proc. poparcia.
Sondaż zrealizowano metodą ankietową od 8 do 12 września na próbie 972 dorosłych Polaków. Wyniki odnoszą się tylko do osób, które deklarują uczestnictwo w wyborach i wskazują jakąś partię. Nie uwzględniają wahających się, czy głosować, i niezdecydowanych, na kogo oddać głos. Wyników nie należy porównywać z pomiarami instytutów, które uwzględniają niezdecydowanych.
Według GfK Polonia osób, które nie wiedzą jeszcze, na kogo 9 października oddadzą głos, jest 22 proc. Gdyby je uwzględnić, to poparcie dla PO wyniosłoby 34 proc., dla PiS – 25 proc., dla SLD – 8 proc., a dla PSL – 3 proc.
e.o.