Były wicepremier powtórzył, że nie żałuje, iż przyczynił się do przełożenia wyborów prezydenckich, które miały się pierwotnie odbyć 10 maja. Stwierdził, że zrobił, co do niego należało.

- Rafał Ziemkiewicz zauważył trzeźwo, że gdyby wybory odbyły się w maju, bylibyśmy nie po wyborach, ale po ich unieważnieniu - stwierdził Gowin.

Czytaj także: Debaty nie będzie? Duda w Końskich, Trzaskowski w Lesznie

Zdaniem polityka wybór kandydata w II turze wyborów to wybór między kandydatem lepszym - Andrzejem Duda a gorszym - Rafałem Trzaskowskim. I, według Gowina, nie chodzi tu o poglądy, ale o "interes państwa".

Gowin wątpi, czy w ostatnim tygodniu kampanii dojdzie do bezpośredniej debaty obydwu kandydatów, której, jak przekonywał, unika Trzaskowski. Formę debaty, jaka zaproponował kandydat opozycji, Gowin nazwał "delikatnie mówiąc - niestandardową", a Trzaskowski miał dobrze wiedzieć, że Duda udziału w takiej debacie "musi odmówić".

- Demokracja opiera się na sporze, który zawiera elementy dialogu i konfrontacji. Sądzę, że w tych wyborach, bezpośredniego starcia obu kandydatów już nie będzie. Taka jest intencja Rafała Trzaskowskiego - ocenił.

Gowin zapewnił też, że nie trwają żadne rozmowy z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem o poszerzeniu koalicji. Choć, jak stwierdził, nie miałby nic przeciwko temu, bo szanuje lidera PSL.