Chce pan wprowadzić nowy rodzaj kontroli nad stosowaniem przez służby podsłuchów. Dlatego, że za często podsłuchują obywateli?
Jacek Cichocki, minister spraw wewnętrznych:
Nie ma jeszcze danych za ubiegły rok, ale w 2011 r. mieliśmy w kraju około 4 tysięcy podsłuchiwanych osób. Nie tak dużo, zważając, że może je stosować kilka służb.
Rzeczywiście, w projekcie zmian w sektorze służb specjalnych rozważamy powołanie profesjonalnego organu, który w razie podejrzeń, że doszło do nieprawidłowości, mógłby poddać kontroli procedury operacyjne, które najbardziej ingerują w życie obywateli, czyli np. podsłuchy lub podgląd i sprawdzić, czy służby nie nadużyły uprawnień.
Taki organ podejmowałby kontrolę z własnej inicjatywy lub na wniosek komisji sejmowej, premiera czy rządu. Takie gremia istnieją w kilku krajach europejskich i pomogły odbudować zaufanie publiczne do służb specjalnych. To ważne też dla samych służb, które mogłyby się poddać kontroli i uzyskać ocenę, że nie naruszyły praw obywatelskich ani kodeksu karnego.
Proponuje pan, by nad podsłuchami czuwało kolegialne ciało złożone z emerytowanych sędziów Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego. Skąd taki skład?
- Taki organ musiałby być apolityczny, dlatego mogliby wejść do niego m.in. sędziowie, którzy sprawdzaliby zgodność procesową służb specjalnych z obowiązującym prawem. Trzeba go tak skonstruować, by nie stwarzał pokus dla polityków do zaglądania w procedury operacyjne.
Ostatnie wątpliwości, dotyczące nagrań z kamer w gabinecie doktora G., to także argument za tym, żeby rozważyć takie mechanizmy kontroli. Oczywiście o podsłuchach dalej decydowałby sąd. Organ kontrolny wkraczałby w razie poważnych wątpliwości, co do działania służb. Sprawdziłby pracę operacyjną w danej sprawie prowadzoną przez każdą służbę mającą uprawnienia operacyjno-rozpoznawcze, także policję, CBA czy wywiad skarbowy.
- rozmawiała Grażyna Zawadka
Wywiad z ministrem Cichockim w jutrzejszej "Rzeczpospolitej"