Sejm odrzucił wniosek o referendum w sprawie sześciolatków, pod którym podpisało się milion obywateli. Jak to odbieracie?
Tomasz Elbanowski:
To było smutne, gdy patrzyliśmy, jak posłowie, którzy sami mają dzieci lub wnuki i zdają sobie sprawę z tego, że za chwilę padną one ofiarami tej reformy, z obowiązku dyscypliny klubowej głosują za odrzuceniem wniosku. To pokazuje, jak słaby jest stan polskiej demokracji.
Może przekonał ich premier, który wyliczał walory tej reformy?
W trakcie spotkania z Donaldem Tuskiem zapytaliśmy go, czy jest w stanie zaufać swoim posłom i dać im wolną rękę w tym głosowaniu. Odparł: Nigdy! Argumenty, które przekonały posłów, nie były raczej natury merytorycznej.
PiS zapowiada, że zgłosi kolejny wniosek o referendum w tej sprawie. Nie obawiacie się, że to upolityczni ten problem?
PiS chce zadać tylko jedno pytanie, o los sześciolatków. Nasza inicjatywa była ponadpartyjna, i dotykała całego system edukacji. Dlatego chcieliśmy, by społeczeństwo odpowiedziało na pięć pytań, przede wszystkim zakładających odwołanie reform Katarzyny Hall i Krystyny Szumilas. W naszej ocenie skupienie się tylko i wyłącznie na sześciolatkach jest błędem. Bo edukacja to system naczyń połączonych.
Tusk zaprasza was do dalszych rozmów na temat tej reformy.
Poprzednie spotkanie z premierem pokazało, że nie ma on świadomości, co się dzieje w edukacji, że zostawił wolną rękę w tych kwestiach swoim ministrom. Kosmetyka tej reformy nic nie zmieni, ona i tak upadnie, bo sprzeciwia się jej zdecydowana większość społeczeństwa.
Co zamierzacie robić dalej?
Będziemy wspierać przede wszystkim rodziców dzieci urodzonych w pierwszej połowie 2008 r., którzy nie chcą, by ich sześciolatki we wrześniu 2014 r. obowiązkowo poszły do szkoły. Zaktywizujemy pedagogów, psychologów i prawników, którzy pomogą im ten obowiązek odroczyć. Uaktywniła się milionowa, ponadpartyjna grupa przeciwników tej reformy. Tej grupy rządowi nie uda się tak łatwo zatrzymać.
— rozmawiał Artur Grabek