Według kolejnego planu ukraińskiego prezydenta obie strony od wtorku w ciągu miesiąca powinny wycofać swoje oddziały „na linię określoną w mińskim protokole" – pod nadzorem obserwatorów OBWE. Wcześniej jednak, we wtorek, w stolicy Białorusi miałoby się odbyć spotkanie grupy trójstronnej, czyli przedstawicieli Ukrainy, Rosji (wraz z separatystami) pod egidą OBWE. Na trzecim spotkaniu w Mińsku ustalono by sposoby nadzorowania zawieszenia broni, które formalnie obowiązuje od 9 września, a od tego czasu zginęło w walkach prawie 1,5 tysiąca osób. Wtorek miałby się stać dniem ciszy artyleryjskiej na froncie.
Jeszcze w niedzielę Petro Poroszenko spotkał się ze szwajcarską dyplomatką z OBWE Heidi Tagliavini, która uczestniczyła w poprzednich mińskich rozmowach. Obecnie Tagliavini potwierdziła, że chce nadal działać w grupie trójstronnej. Ale nie wiadomo, co z innymi uczestnikami rozmów.
Problemy separatystów
Nawet przedstawiciele ukraińskiej armii – sfrustrowanej stratami, do jakich prowadzą kolejne rozejmy – zapowiedzieli, że będą przestrzegać „ciszy", ale tylko jeśli separatyści nie będą strzelać. W przeciwnym wypadku żołnierze natychmiast odpowiedzą. A decyzje o wycofywaniu wojsk będą podejmowane w zależności od aktywności separatystów.
Separatyści ze swej strony natychmiast zażądali, by spotkanie w Mińsku przeniesiono na późniejszy termin „ z powodu dużej ilości problemów, które należy rozwiązać". Prawdopodobnie chcą najpierw zakończyć wymianę w Donbasie rosyjskich żołnierzy, jak mówią w Kijowie: „martwych na żywych". W ciągu ostatniego tygodnia rosyjskie jednostki poniosły ogromne straty (szczególnie oddziały specjalne) i teraz przez Donbas ciągną kolumny ciężarówek wiozących żołnierzy z głębi Rosji. Obecność dużych transportów rosyjskich potwierdzają obserwatorzy OBWE.
Jednocześnie przedstawiciele separatystów zażądali od Kijowa, by przysłał na rozmowy w Mińsku „oficjalnych przedstawicieli, a przestał przysyłać emerytów" (chodzi o byłego prezydenta Leonida Kuczmę, który uczestniczył w poprzednich spotkaniach).
Manewry Putina
Ale Moskwa znajduje się pod presją Zachodu, by doszło znów do mińskich rozmów i przestano strzelać w Donbasie. Na spotkaniu na moskiewskim lotnisku Wnukowo prezydent Francji François Hollande powiedział Putinowi, że jeśli wznowiony rozejm się utrzyma, to będzie można przejść do dalszych rozmów o politycznym rozwiązaniu konfliktu. Ale jeśli w ciągu dwóch, trzech tygodni rozejm zostanie zerwany i znów będą ofiary walk, to „nastąpi odepchnięcie Rosji" (przez Zachód).
„Rozwiązanie polityczne" według obu polityków to powrót Donbasu w skład Ukrainy. Zachodnie media zaczynają nawet pisać o „zmianie polityki Kremla wobec Noworosji" (tak rosyjscy nacjonaliści nazywają tereny południowej i wschodniej Ukrainy). Według tygodnika „Spiegel" natowscy analitycy doszli do wniosku, że Putin chce zmniejszyć napięcie w Donbasie i wrócić do rozmów o federalizacji Ukrainy. A do tego konieczny jest powrót separatystycznych terytoriów pod władzę Kijowa.
Ale przywódcy separatystów już zdążyli odrzucić pomysły Putina, oświadczając, że „rozmowy o autonomii to zamknięty rozdział". Jeden z nich Andriej Purgin powiedział, że „związek polityczny z Kijowem jest już niemożliwy, możliwe są tylko unia celna i współpraca gospodarcza".
Jednak Kijów nie chce już finansować rosyjskich separatystów w Donbasie.
Opinia dla „Rz"
Konstantin Bondarenko politolog ukraiński związany z prorosyjską opozycją
Najważniejszym owocem spotkania grupy kontaktowej w Mińsku byłoby porozumienie dotyczące całkowitego zawieszenia broni na wschodzie Ukrainy. W tym celu strony musiałyby zaproponować i zatwierdzić wyraźną koncepcję działań, której realizacja doprowadziłaby do stabilizacji sytuacji w całym regionie. Zapowiada się również wymiana jeńców na zasadzie „wszyscy za wszystkich". Prawdopodobnie strony mogą dojść do porozumienia w kwestii linii demarkacyjnej, którą od kilku miesięcy próbują wyznaczyć w obwodach donieckim i ługańskim. Teoretycznie może zapaść decyzja dotycząca ukraińskiej amnestii dla separatystów. Warto brać pod uwagę fakt, że Ukraina jest dziś zakładniczką w konflikcie między Rosją a Stanami Zjednoczonymi i to od nich w dużej mierze zależy, jak szybko dojdzie do pokoju w Donbasie. Dziś Moskwa nie wie, co ma robić z samozwańczymi republikami Donbasu. Kreml nie jest zainteresowany ani finansowo, ani politycznie przyłączeniem tych regionów do Rosji. Nie chce mieć przy swojej granicy niekontrolowanych terenów, na których kwitną bandytyzm, przemyt i bezprawie. Dlatego Rosja będzie nalegała, by Kijów przyznał autonomię Donbasowi w granicach Ukrainy. Trwająca tam od miesięcy katastrofa humanitarna wymaga natychmiastowych decyzji Kijowa. To właśnie od decyzji ukraińskich władz zależy, czy ten region powróci do normalnego życia. —not. ru.sz.