Rzeczpospolita: W końcu zidentyfikowano szczątki Danuty Siedzikówny „Inki". Jak to możliwe, że Żołnierze Wyklęci, niemal całkiem zapomniani, stali się częścią pamięci zbiorowej?

Tadeusz M. Płużański: Momentem przełomowym była prezydentura Lecha Kaczyńskiego i prezesura Janusza Kurtyki w IPN. To właśnie im zawdzięczamy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. I choć dziś państwo niewiele robi, by należycie to święto obchodzić, pamięć o bohaterach jest kultywowana dzięki oddolnym inicjatywom.

Postulował pan, by z „Inki" uczynić wzór dla polskiej młodzieży. Dlaczego właśnie ona miałaby być symbolem?

Na naszą pamięć zasługuje wiele osób, choćby rotmistrz Witold Pilecki czy generał Emil Fieldorf. Jednak „Inka" powinna zająć szczególne miejsce w panteonie bohaterów narodowych. Była torturowana, prokurator Wacław Krzyżanowski, pochowany niedawno z honorami wojskowymi, żądał dla niej najwyższego wymiaru kary. Mimo tego „Inka" nie ujawniła miejsca przebywania majora „Łupaszki". Godne podziwu jest, gdy tak bohatersko zachowują się dorośli mężczyźni, a „Inka" była przecież jeszcze niepełnoletnią dziewczyną. Dała przykład nieskazitelnej i bardzo głębokiej niezłomności. Na jej życiorysie nie ma ani jednej rysy – to postać jednoznacznie pozytywna.

Powstają dziś o niej piosenki, filmy, część młodzieży nawet nosi jej podobiznę na koszulkach. To już postać popkultury?

Nawet jeżeli tak, to ja bym się tego nie bał. Powinniśmy się cieszyć, że po latach z taką siłą wraca pamięć o bohaterach, których komuniści próbowali wymazać z naszej narodowej świadomości. W końcu jeśli „Inka" staje się bohaterką popkultury, to znaczy, że dla młodzieży jest atrakcyjna, że jej przykład przemawia dziś do młodych ludzi. A wiadomo, że do młodzieży niekoniecznie trzeba przemawiać za pomocą opasłych tomów. Dużo lepiej, gdy robi się to w sposób bardziej przystępny. Cieszę się, że idzie to w tym kierunku. Skoro komuniści noszą koszulki z podobizną Che Guevary, to dajmy temu odpór koszulkami z „Inką". >A5