Do opinii biegłych w sprawie kontrolerów dotarło Radio Zet. W jej efekcie prokuratorzy zdecydowali o postawieniu zarzutów dwóm kontrolerom lotu - Wiktorowi Ryżence i Pawłowi Plusninowi, którzy sprowadzali samolot.
– Pierwszemu z nich zarzuca się sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym (...), wobec drugiego wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutu nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu powietrznym – mówił szef warszawskiej Wojskowej Prokuratury Okręgowej płk Ireneusz Szeląg podczas konferencji w tej sprawie.
Zdaniem biegłych Ryżenko źle sprowadzał samolot, zaś Plusnin złamał rosyjskie przepisy lotnicze, które nakazywały mu zamknięcie lotniska.
Krasnokucki był dowódcą jednostki w Twerze (potem przeniesiono go Iwanowa). Nie wiadomo co robił na wieży. W nagraniach z niej zachowały się wypowiedzi, wskazujące, że był bardzo zaangażowany w sprowadzenie maszyny. - Doprowadzamy do 100 metrów, 100 metrów i koniec rozmowy - powiedział kontrolerom.
Na kilka minut przed katastrofą wykonał telefon do nieznanego bliżej generała: - Towarzyszu generale, podchodzi do trawersu. Wszystko włączone, i reflektory w trybie dziennym, wszystko gotowe - zakomunikował.
Pytania o jego rolę znalazły się w polskich uwagach do raportu MAK. Rosjanie nie odpowiedzieli jednak w jakiej roli był on na wieży. Według biegłych Krasnokuckiego obciąża akceptacja dla łamania procedur przez podwładnych (jednostka w Smoleńsku podlegała tej w Twerze).
Radio Zet ujawniło również, że szefowa zespołu biegłych, który odpowiadał za ujawnione przez RMF FM stenogramy z kokpitu tupolewa, ma wątpliwości co do obecności gen. Andrzeja Błasika. Jej zdaniem kategoryczna identyfikacja jego głosu nie ma oparcia w nagraniu. Wcześniej informacje na ten temat podawał też "Nasz Dziennik". Czytaj więcej