Reklama

Andrzej Stankiewicz: Andrzej Biernat sam się nie podda

Były minister sportu doszedł do drugiej pozycji w PO. Czy jego karierę zatrzyma CBA?

Aktualizacja: 29.07.2015 16:50 Publikacja: 28.07.2015 21:04

Andrzej Biernat jako szef regionu zaniesie Ewie Kopacz listę wyborczą ze swoim nazwiskiem

Andrzej Biernat jako szef regionu zaniesie Ewie Kopacz listę wyborczą ze swoim nazwiskiem

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Po niemal 20 latach w polityce kariera Andrzeja Biernata znalazła się na zakręcie. Rutynowa kontrola jego oświadczenia majątkowego przez CBA przekształciła się w dochodzenie. Szef CBA Paweł Wojtunik mówi jasno o podejrzeniu popełnienia przestępstwa zatajenia majątku przez polityka. On sam twierdzi, że – jak wielu – pomylił się w oświadczeniach majątkowych.

Tak naprawdę jednak Biernat ma dużo szczęścia. Jest pierwszym politykiem, którego majątek jest prześwietlany już wedle nowego kodeksu karnego, który wszedł w życie 1 lipca. Dlatego dochodzenie samodzielnie prowadzić może CBA. – Gdyby wciąż obowiązywały poprzednie przepisy, musielibyśmy złożyć na Biernata doniesienie do prokuratury, zarzucając mu ukrywanie majątku – twierdzi wysokiej rangi oficer CBA.

Biernat ma barwny życiorys – sporo alkoholu, trochę burd, parę śledztw, w których musiał się tłumaczyć. Tym razem sprawa jest poważniejsza – bo nie da się jej załatwić po linii politycznej, jak zwykle kłopoty załatwiał dotąd Biernat.

Dyskusje przy wódce

Choć w Platformie był od samego jej początku w roku 2001, to poważną karierę zaczął późno. Gdy jesienią 2009 r. wybuchła afera hazardowa – ujawnienie przez „Rzeczpospolitą" podejrzanych kontaktów wierchuszki PO z biznesem hazardowym – premier Donald Tusk wyrzucił pół rządu, w tym Grzegorza Schetynę, wówczas wicepremiera i szefa MSWiA, a także Mirosława Drzewieckiego, ministra sportu i kluczową postać łódzkiej Platformy.

Korzystając z upadku Drzewieckiego, Biernat przejął pełną kontrolę nad Platformą w Łódzkiem, którą rządzi już drugą kadencję. Jednocześnie wraz ze swym łódzkim przyjacielem Cezarym Grabarczykiem zbudował silną partyjną frakcję w kontrze do liżącego rany Schetyny. To tzw. spółdzielnia, czyli grupa regionalnych szefów struktur i polityków drugiego szeregu PO. Budowanie najsilniejszej dziś frakcji w partii zaczęło się – jak często u Biernata – przy wódce.

W połowie września 2010 r. Biernat obchodził w Zakopanem spóźnione 50. urodziny. Pod Tatry zaprosił kilkudziesięciu gości, w tym prominentnych polityków PO – ówczesnych i byłych szefów regionów, posłów, urzędników. Wszystkich politycznie łączyło jedno – mieli na pieńku ze Schetyną. To tam zrodziła się „spółdzielnia", frakcja, której celem stało się wyeliminowanie Schetyny z polityki. W tamtym czasie klimat dla „spółdzielców" był sprzyjający.

Po pierwsze, Tusk podejrzewał Schetynę o zatajanie bliskich kontaktów z biznesmenami hazardowymi, po wtóre – obawiał się jego zakusów na stanowisko premiera. To Tusk był akuszerem tej frakcji, bo do Zakopanego wysłał swego zaufanego Pawła Grasia, rzecznika rządu.

Reklama
Reklama

Dzięki „spółdzielni" Biernat szybko przeskoczył parę pięter w partyjnej hierarchii. Choć zaostrzała się wojna PO z PiS, to jemu dawne związki ze środowiskiem prawicy narodowej nie zaszkodziły.

Basen, ROP i PO

Swą polityczną przygodę zaczynał bowiem w 1997 r. w Ruchu Odbudowy Polski, partii, z której list w tym właśnie roku wszedł do Sejmu Jarosław Kaczyński. Biernat doszedł nawet do stanowiska wiceszefa struktur ROP w Łodzi. Podobały mu się radykalne hasła ROP – dekomunizacja i lustracja. W oficjalnym życiorysie Biernat przekonuje, że działalność w ROP „pozwoliła mu zdobyć niezbędne doświadczenie oraz zapoznać się z trudami pracy polityka".

Kariery w ROP nie zrobił, dlatego postawił na powstającą Platformę. Nie znalazł się jednak w pierwszym szeregu działaczy, którzy weszli do Sejmu w 2001 r. pod szyldem PO. W tym czasie próbował swych sił w biznesie, bez większych sukcesów. Przez kilka miesięcy był prezesem pabianickiej spółki Papkon zajmującej się działalnością wydawniczą, ale też handlem, transportem i usługami. We wrześniu 2001 r. znalazł się we władzach Przedsiębiorstwa Komunalnego gminy Konstantynów Łódzki.

Do Konstantynowa trafił jako nauczyciel WF po studiach w częstochowskiej Wyższej Szkole Pedagogiki. Działał w konstantynowskim samorządzie i dzięki temu został szefem miejskiego centrum sportu i rekreacji. Ponieważ była tam m.in. pływalnia, przez to do dziś nazywany jest złośliwie „basenowym".

Faktem jest, że Biernat sportem pasjonował się od młodości. Karierę piłkarską przerwała kontuzja, ale skończył zarządzanie sportem na AWF i był prezesem klubu Włókniarz w Konstantynowie. „Były to lata największej świetności klubu, bowiem prowadził I ligę podnoszenia ciężarów, II ligę piłki ręcznej i III ligę piłki nożnej" – chwali się w swej biografii.

Jednocześnie systematycznie budował swą pozycję w polityce – był przewodniczącym zarządu powiatu pabianickiego PO, członkiem Rady Regionu, wreszcie sekretarzem Zarządu Regionu Łódzkiego PO.

Reklama
Reklama

Posłem został w 2005 r., ale zasłynął tylko jednym – w środku nocy po kilku głębszych dobijał się do sejmowego pokoju Sandry Lewandowskiej, piękności z Samoobrony.

W łódzkiej i ogólnopolskiej Platformie szybko awansował także dzięki bliskiej współpracy z Grabarczykiem. Zaprzyjaźnili się przed wyborami 2005 r., gdy obaj zostali zesłani przez łódzką Platformę – kierowaną przez Iwonę Śledzińską-Katarasińską oraz Drzewieckiego – do kandydowania na politycznej prowincji, w Sieradzu. Na początku 2006 r. doszły kolejne upokorzenia. Grabarczyk przegrał wybory na szefa miejskiej Platformy w Łodzi i nie dostał nominacji jako kandydat na prezydenta miasta.

Przyjaciele z sieradzkiej listy szybko wzięli odwet. Pozbierali głosy w podłódzkich miastach i miasteczkach i wiosną 2006 r. usunęli Śledzińską-Katarasinską ze stanowiska szefowej regionalnej PO. Jej fotel zajął Grabarczyk – zawsze to on był twarzą sukcesów, na które Biernat ciężko pracował przy wódce z działaczami.

Wojna ze Schetyną

Od tego momentu zaczęli grać o wyższe stawki. Gdy pod koniec 2006 r. Donald Tusk lansował na szefa Klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego – późniejszego bohatera afery hazardowej – Biernat z Grabarczykiem ulepili większość dla swego kandydata Bogdana Zdrojewskiego. Tusk był wściekły, ale od tego momentu zaczął zauważać potencjał tego tandemu.

Dlatego gdy już jako premier po aferze hazardowej szukał przeciwwagi dla Schetyny, skrzyknięta w Zakopanem „spółdzielnia" była naturalnym wyborem.

– Schetyna nie zamierzał się poddawać. Pojawiające się w mediach informacje dotyczące Andrzeja to jego dzieło. Dokładnie wiemy, komu i co przekazywał – twierdzi jeden z sojuszników Biernata. A to okazało się, że ABW podejrzewa, iż Biernat lobbował w sprawie łódzkiej firmy, która dostarczała trawę do Orlików. A to na jaw wyszło, że po pijanemu doprowadził do kolizji samochodowej. Biernat odwdzięczał się pięknym za nadobne. Był jednym z niewielu polityków Platformy, który atakował Schetynę wprost i z podniesionym czołem. – Schetyna próbuje podpalić PO – mówił „Rzeczpospolitej" po jednym z wewnętrznych starć.

Reklama
Reklama

Po aferze hazardowej „spółdzielnia" szybko zwiększała swoje wpływy. W czasach swej największej świetności – między 2010 a 2013 r. – „spółdzielcy" kontrolowali ponad połowę regionów Platformy i mieli większość w zarządzie partii. Biernat został ministrem sportu w drugim rządzie Tuska, a Ewa Kopacz dorzuciła mu stanowisko sekretarza generalnego, czyli szefa partyjnych struktur. To w praktyce nr 2 w partii. Po wyjeździe Tuska „spółdzielcy" poparli Kopacz na premiera, ale przejściowego. Liczyli na nowe rozdanie, w którym to Grabarczyk mógłby zostać szefem rządu, a Biernat – ministrem spraw wewnętrznych.

Szybko jednak przyszły kłopoty. Jesienią 2014 r. CBA zainteresowało się wartym ćwierć miliona autem Biernata. To wtedy ruszyła kontrola jego oświadczenia majątkowego. W czerwcu wyleciał z rządu, gdy Kopacz wyrzuciła wszystkich nagranych w aferze taśmowej.

Choć nagrania z udziałem Biernata nie wypłynęły, wiadomo, że został nagrany podczas rozmów z miliarderami Janem Kulczykiem i Michałem Sołowowem.

Do wyborów postępowanie CBA się nie zakończy, tym bardziej że – według naszych informacji – Biernat sypie agentom piach w tryby. Odmawia udostępnienia dokumentów i nie podpisuje protokołów kontrolnych. Działacze z łódzkiej PO zgłosili go jako kandydata na pierwsze miejsce listy w Sieradzu. Nie mogło być inaczej – wszak to jego ludzie. Dziś, na kwartał przed wyborami, Biernat nie chce słyszeć o wycofaniu się z polityki, czego pragnęłaby Kopacz. Jako szef regionu zaniesie premier listy wyborcze ze swym nazwiskiem. To tak, jakby jej rzucił w twarz: „No i co zrobisz, Ewo?".

Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Wydarzenia
Totalizator Sportowy ma już 70 lat i nie zwalnia tempa
Polityka
Andrij Parubij: Nie wierzę w umowy z Władimirem Putinem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama