Z okazji przypadającej 2 kwietnia rocznicy śmierci Jana Pawła II przypominamy tekst, który ukazał się w Rzeczpospolitej 4 kwietnia 2005 roku.

Katecheza była tym ważniejsza, że niezwykle prawdziwa: głosił ją nie słowem, ale całym sobą. W całkowitym zaufaniu Temu, któremu powiedział tak w październiku 1978 roku.

Był pierwszym papieżem, który chorował na oczach świata. I pierwszym, który tuż po rozpoczęciu pontyfikatu zdecydował, że w razie potrzeby ma być leczony nie w Pałacu Apostolskim, ale w szpitalu, jak zwykli ludzie. Wybór padł na klinikę Gemelli, gdzie odtąd na dziesiątym piętrze czekał na niego specjalny apartament.

Jan Paweł II przebywał w klinice Gemelli dziewięciokrotnie - sześć razy poddawany był operacji, raz nastawiano mu zwichnięty bark. Za każdym razem, gdy leczył się w klinice, towarzyszyli mu wierni, modląc się o jego zdrowie.

Papież zmienia decyzję "Sanhedrynu"

Kiedy został papieżem, miał 58 lat i był w doskonałej kondycji fizycznej. Wysportowany, jeździł na nartach, wędrował po górach, pływał w małym basenie, jaki zbudowano w Watykanie. Kłopoty ze zdrowiem zaczęły się 13 maja 1981 roku, w dniu zamachu na placu św. Piotra. Zamachowiec Ali Agca wystrzelił w kierunku papieża trzy kule. Ranny w brzuch, postrzelony w palec i łokieć był przytomny, kiedy wieziono go ambulansem do oddalonej od Watykanu o sześć kilometrów kliniki. W szpitalu stracił przytomność z powodu utraty krwi. Podczas pięciogodzinnej operacji lekarze zszyli przedziurawioną okrężnicę, wycięli część jelita cienkiego oraz wykonali czasową kolostomię.

Kula zaledwie o milimetry ominęła tętnicę główną, nie drasnęła także kręgosłupa. "Czyjaś ręka strzelała, inna ręka prowadziła kule" - powiedział później Jan Paweł II. Po operacji papież przez cztery dni przebywał na oddziale intensywnej terapii. Nad przebiegiem leczenia czuwała międzynarodowa grupa lekarzy, w której był także Gabriel Turowski - lekarz z Polski i przyjaciel papieża z Krakowa. George Weigel w "Świadku nadziei" pisze, że ową grupę papież żartobliwie nazywał Sanhedrynem.

Już 3 czerwca Jan Paweł II powrócił do Watykanu, gdzie miała być prowadzona dalsza rekonwalescencja. Ale po tygodniu okazało się, że musi wrócić do kliniki z powodu bardzo wysokiej gorączki, której przyczyn początkowo nie potrafiono zdiagnozować. Okazało się, że spowodował ją cytomegalowirus, który dostał się do organizmu wraz z transfuzją krwi. Organizm musiał go zwalczyć sam, a lekarze mogli tylko wspomagać ten proces, m.in. odżywianiem dożylnym.

Pod koniec tego pobytu w szpitalu, 5 sierpnia, Jan Paweł II przeszedł jeszcze jeden czterogodzinny zabieg usunięcia kolostomii. Lekarze planowali przeprowadzenie operacji dopiero jesienią, gdy zelżą upały, ale Jan Paweł II wymógł na nich zmianę terminu. Był doskonale poinformowany o stanie zdrowia, domagał się pełnej informacji. Jak twierdzi André Frossard, papież miał powiedzieć lekarzom, że człowiek wie o sobie rzeczy, których oni nie mogą zmierzyć za pomocą przyrządów, a także i to, że zawsze bronił praw człowieka, a teraz "tym człowiekiem jestem ja sam".

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Lewą ręką też można błogosławić

14 sierpnia Jan Paweł II powrócił do Watykanu, a potem do końca września nabierał sił w Castel Gandolfo. Szybko przystąpił do intensywnych zajęć, pracując po 17 - 18 godzin dziennie. Od połowy lat 80. papież znów jeździł na nartach. Tryskał energią. Dobrze znosił bardzo wyczerpujące pielgrzymki.

Zamach nie pozostał jednak bez wpływu na jego zdrowie. Od tego też czasu nawet najdrobniejsza niedyspozycja papieża wywołana przeziębieniem była obiektem zainteresowania światowych mediów. Lekarze z kliniki za każdym razem wydawali obszerne komunikaty o stanie zdrowia i przebiegu leczenia.

Trudne dla papieża lata rozpoczęły się na początku lat 90. Przez co najmniej kilka miesięcy 1992 roku papież wyglądał na wyczerpanego, miewał podwyższoną temperaturę, gdy wreszcie dał się nakłonić na przeprowadzenie badania krwi. Cztery dni później, 13 lipca 1992 roku, był operowany. Usunięto guza nowotworowego jelita grubego, który miał wielkość pomarańczy, i - jak podano w lekarskim komunikacie - "zaczynał się uzłośliwiać". W czasie operacji lekarze usunęli także woreczek żółciowy. Przed operacją Jan Paweł II, podobnie jak w 1981 roku, przyjął sakrament namaszczenia chorych. Rok później, w lipcu 1993 roku, papież znów stawił się w klinice na badania, które potwierdziły, że nowotwór nie był złośliwy. W listopadzie 1993, podczas audiencji dla uczestników obywającej się w Rzymie konferencji FAO, papież schodząc z podium, potknął się o skraj własnej szaty i upadł. W klinice nastawiono mu zwichnięty staw prawego barku. Gips nie był konieczny, wystarczyła elastyczna opaska. Przez następne cztery tygodnie błogosławił wiernych lewą ręką, co, jak żartował, można robić tak samo dobrze jak prawą.

Ten upadek i kilka kolejnych były najprawdopodobniej skutkiem rozwijającej się choroby Parkinsona. Mniej więcej w tym czasie postronni obserwatorzy zaczęli dostrzegać, że Jan Paweł II porusza się wolniej i bardziej ociężale, ma spowolnioną mimikę twarzy. W kwietniu 1994 roku papież znów przewrócił się, tym razem w łazience, i złamał szyjkę prawej kości udowej. W klinice, gdzie przebywał prawie miesiąc, wstawiono mu endoprotezę. Od tej jednak pory papież lekko utykał. Musiał także zarzucić jazdę na nartach.

W grudniu 1995 roku, w czasie bożonarodzeniowego orędzia "Urbi et orbi", Jan Paweł II musiał przerwać wystąpienie. Powodem były dolegliwości układu pokarmowego, które powtórzyły się w marcu, kiedy odwołano audiencję generalną, a następnie w kwietniu, sierpniu i wreszcie podczas pielgrzymki na Węgry we wrześniu. Watykan mówił o infekcjach jelitowych, których przyczyny nie są znane. W październiku Jan Paweł II przeszedł kolejną operację. Lekarze usunęli wyrostek robaczkowy.

"... abym do końca wypełnił misję"

Coraz wyraźniejsze stawały się papieskie dolegliwości: drżenie lewej ręki, trudności z poruszaniem się, do czego z czasem doszło ślinienie. To były objawy choroby Parkinsona, polegającej na sztywnieniu mięśni. Watykan długo tego nie potwierdzał. Dopiero w 1996 roku rzecznik Joaquin Navarro-Valls przyznał, że Jan Paweł II choruje na schorzenie "układu pozapiramidowego mózgu". Papież powoli miał coraz większe kłopoty z chodzeniem: najpierw pojawił się ruchomy podest na kółkach, którym papież posługiwał się w czasie audiencji, potem na podeście pojawił się tron, z którego o własnych siłach podnosił się coraz rzadziej. Przełomowym momentem była pielgrzymka do Kazachstanu w 2001 roku - papież wjechał na pokład samolotu windą, i tak praktycznie pozostało już do końca. Wyjątkiem była wizyta w Polsce w 2002 roku, gdy Jan Paweł II sam wszedł i zszedł po trapie samolotu.

Podczas pielgrzymki w 1999 roku Jan Paweł II upadł w łazience nuncjatury w Warszawie i rozciął sobie skroń. Kilka dni później cała Polska zamarła, gdy nie odprawił mszy świętej na krakowskich Błoniach. Powodem było przeziębienie.

Z powodu stanu zdrowia papieża od 2000 roku zaczęto ograniczać liczbę i czas trwania pielgrzymek. Media zachodnie sugerowały, że papież nie tylko powinien ich zaprzestać, ale ustąpić z urzędu. Nie zaprzestano ich po wypowiedziach papieża, że koniec jego misji oznaczy sam Bóg. Gdy na zakończenie pielgrzymki w Polsce, w Kalwarii Zebrzydowskiej, w przejmującej modlitwie prosił Matkę Boską: "wypraszaj także i mnie siły ciała i ducha, abym wypełnił do końca misję, którą mi zlecił Zmartwychwstały", wielu, zdawało się, uwierzyło, że rzeczywiście będzie swoją misję pełnił do końca. Na krótko, bo głosy nawołujące do ustąpienia wróciły. Dopiero w ostatnim okresie choroby papieża światowe media zaczęły lepiej rozumieć sens papieskiego cierpienia.

W 2004 roku, podczas ostatniej podróży zagranicznej - do Lourdes - Jan Paweł II wzruszony powiedział, że odczuwa, iż dotarł do kresu swej pielgrzymki. Od początku 2005 roku stan jego zdrowia zaczął gwałtownie się pogarszać. W lutym trafił do kliniki Gemelli z powodu komplikacji po infekcji i trudności z oddychaniem. Wyszedł po dziesięciu dniach, by wrócić po dwóch tygodniach. Zabieg tracheotomii umożliwił swobodniejsze oddychanie, ale spowodował ogromne trudności z mówieniem. Papież miał też problemy z przełykaniem pokarmów, dlatego rozpoczęto dożywianie przez sondę. Do tych komplikacji doszła jeszcze infekcja dróg moczowych i wysoka gorączka.

Papieskie cierpienie szczególnie było wymowne w Wielki Piątek, gdy pierwszy raz nie wziął udziału w drodze krzyżowej w Coloseum. W liście do uczestników nabożeństwa napisał: "Ja także ofiarowuję me cierpienia, aby wypełnił się plan Boży, a Jego słowo szło między ludzi." Papież cierpiał szczególnie mocno w Wielkim Poście, odszedł w okresie, gdy Kościół w sposób szczególny świętuje jeszcze zmartwychwstanie Chrystusa.

Jan Paweł II głosił Chrystusa całym swoim życiem, a także swoją śmiercią. Jak świadek Chrystusa.