Przywódca samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej, Aleksander Zacharczenko zginął w eksplozji, do jakiej doszło w jednej z restauracji w opanowanym przez separatystów Doniecku.

Zacharczenko po wybuchu miał trafić do szpitala, gdzie jednak nie udało się go uratować - podaje rosyjski serwis life.ru powołując się na źródła w Doniecku.

Rosyjski prezydent Władimir Putin określił zamordowanie Zacharczenki mianem "nikczemnego czynu", którego celem jest zdestabilizowanie kruchego pokoju w regionie.

Informacje o śmierci skomentował szef ukraińskiej rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ołeksandr Turczynow. "Terroryści, okupanci i ich marionetki skazani są na haniebny niebyt" - napisał.

"Wybuchowa kryminalna mieszanka chuliganów, złodziei, rosyjskich służb i rosyjskich wojskowych, na którą wyrok został podpisany w Kremlu już w 2014 roku" - tak określił sytuację w okupowanym Donbasie.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy ma dwie teorie. Morderstwo mogło być zlecone przez rosyjskie służby lub doszło do wewnętrznych porachunków między separatystami.

Jak informują ukraińskie media, w Doniecku doszło do aresztowań. Drogi wyjazdowe z miasta są zamknięte, a na ulicach pojawiły się opancerzone wozy.