Prokuratura uznała Julię Tymoszenko za podejrzaną w sprawie o zabójstwo deputowanego Jewhena Szczerbania w 1996 r. Opozycjonistka zostanie skazana na dożywocie?
Wołodymyr Fesenko:
Celem prokuratury jest nie tyle skazanie przywódczyni opozycji na dożywocie, ile próba jej dyskredytacji na Ukrainie i na Zachodzie. To także próba jej złamania. Sprawa Szczerbania może być przełomem w wojnie prawnej przeciw Tymoszenko. Wcześniejsze zarzuty wobec niej, dotyczące nadużycia władzy czy spraw biznesowych, były odbierane sceptycznie. Tym bardziej że nadużycie władzy nie jest niczym nowym w ukraińskiej polityce. Teraz jest inaczej: Tymoszenko jest podejrzana o popełnienie ciężkiego przestępstwa.
Czy to oznacza koniec jej kariery politycznej?
Nie. Udowodnić, że Tymoszenko brała udział w zabójstwie Szczerbania, będzie trudno. Nie żyją kluczowi świadkowie sprawy i organizatorzy zabójstwa. Są tylko poszlakowe dowody, które obrona będzie mogła podważyć.
Czy oskarżenia mogą mieć związek ze szczytem UE–Ukraina w lutym, gdzie władze w Kijowie musiałyby się tłumaczyć, dlaczego opozycjonistka nadal pozostaje w więzieniu?
Nie sądzę, by była to celowa akcja przeprowadzona z myślą o Europie. Dla prokuratury wojna z Tymoszenko jest rodzajem misji, lecz prezydent Wiktor Janukowycz nie jest zainteresowany zerwaniem więzi z UE i międzynarodową izolacją Ukrainy. Zbliżeniem z Europą władze w Kijowie mogłyby też szantażować Rosję, np. w sprawach gazu. Czy Tymoszenko wyjdzie na wolność przed wyborami prezydenckimi w 2015 r.? To będzie gra polityczna, ale władze na niej nie zyskają, lecz stracą.