Liczba potwierdzonych ofiar pożaru wynosi obecnie 76 - podają władze. 63 z tych osób zostały zidentyfikowane. Wciąż trwa poszukiwanie szczątków ofiar w zgliszczach przez ekipy poszukiwawcze.
W piątek z listy osób zaginionych usunięto 380 osób, które udało się zlokalizować. Szeryf hrabstwa Butte Kory Honea poinformował jednak, że liczba osób zaginionych rośnie, ponieważ pracownicy jego biura uaktualniają ją o zgłoszenia, które napływały w pierwszych godzinach po wybuchu pożaru, 8 listopada.
Wcześniej zgliszcza miasteczka Paradise, strawionego niemal całkowicie przez ogień, odwiedził prezydent Donald Trump. Przed pożarem miasteczko zamieszkiwało ok. 27 tys. osób.
- Nikt nie mógł sądzić, że to się stanie - mówił Trump dziennikarzom. Prezydent podkreślił, że ostateczna liczba ofiar pożaru nie jest jeszcze znana.
Według Trumpa do pożaru doszło w wyniku złego zarządzania lasami. Pytany, czy tragiczny w skutkach pożar zmienił jego stanowisko ws. zmian klimatycznych, prezydent odparł: - Nie. Mam silne przekonania. Chcę wspaniałego klimatu, i będziemy go mieć, i będziemy mieć lasy, które są bezpieczne.
Według władz duża liczba ofiar to efekt tego, że pożar - określany w USA jako "Camp Fire" - poruszał się z dużą prędkością, m.in. dzięki silnemu wiatrowi, napotykając na swojej drodze wysuszone brakiem deszczu krzewy i drzewa - zaznacza Reuters.
Do chwili obecnej pożar udało się opanować w ok. 55 procentach.
Zdaniem naukowców rosnąca liczba i intensywność pożarów w Kalifornii i w innych miejscach Zachodniego Wybrzeża, to efekt przedłużającej się suszy, która świadczy o zmianach klimatycznych. Dokładna przyczyna wybuchu "Camp Fire" wciąż jest jednak ustalana.