12-latka zmarła w szpitalu, gdzie przewieziono ją w stanie krytycznym.
Do tragedii doszło w czwartek wieczorem. Policjanci zostali wezwani do jednego z mieszkań, w którym miało dziać się coś niepokojącego. Na miejscu znaleźli zwłoki swojego kolegi, policjanta ze Śródmieścia i postrzeloną w głowę dziewczynkę. Po reanimacji przewieziono ją do szpitala.
Funkcjonariusze wykluczyli udział w tragedii osób trzecich. W mieszkaniu był też nastoletni chłopiec - świadek zdarzenia. Prokuratura zamierza przesłuchać jego i jego matkę. Na razie jednak oboje są w szoku.
Policja wyjaśnia, czy 12-latka została postrzelona przypadkowo - gdy próbowała powstrzymać ojca, czy też umyślnie.
Na miejscu zabezpieczono m.in. broń służbową policjanta, pociski, a także dokumenty, które leżały obok niego.
Funkcjonariusz od 4 lat pracował w patrolu w jednej ze śródmiejskich komend. Biegły wstępnie ocenił, że strzał, od którego zginął, był samobójczy.
– Nic nie wskazywało na to, że ma jakieś kłopoty – mówią jego koledzy. O policjancie i jego bliskich dobrze mówią sąsiedzi. – To jest jedna z najspokojniejszych rodzin na osiedlu. Nigdy nie było żadnych awantur – twierdzą.
– Nigdy nie mówiła, że ma w domu problemy – dodaje koleżanka Uli. Do podobnej tragedii doszło pół roku temu. W swoim mieszkaniu zastrzelił się policjant z Woli.