Oba kraje wzajemnie obciążają się odpowiedzialnością za sytuację w rejonie Cieśniny Kerczeńskiej.
Pod ambasadą Rosji w Kijowie zebrało się ok. 150 osób. Niektórzy rzucali racami w kierunku ambasady. Przynajmniej jeden pojazd należący do ambasady stanął w płomieniach.
- Zebraliśmy się tutaj, aby zaprotestować przeciwko dzisiejszym działaniom Rosjan, przeciwko strzelaniu do naszych żołnierzy - powiedział Aleksy Riabow, jeden z protestujących.
- Jesteśmy źli. Powinniśmy zerwać wszystkie relacje dyplomatyczne z tym państwem dawno temu - dodał.
Tymczasem podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Ukrainy prezydent Petro Poroszenko zasugerował wprowadzenie w kraju stanu wojennego. Parlament Ukrainy ma zająć się tym wnioskiem w poniedziałek.
Do kryzysu doszło po tym, jak Rosja oskarżyła ukraińskie okręty o nielegalne wpłynięcie na jej wody terytorialne. Ukraina zaprzecza tym oskarżeniom i twierdzi, że informowała stronę rosyjską o ruchach swoich okrętów, które płynęły do Mariupola.