W ciągu czterech lat pełnowymiarowej inwazji rosyjskiej Ukraina regularnie doświadczała ataków na cywilną infrastrukturę energetyczną. Taktyka Rosji w atakowaniu tej infrastruktury ewoluowała. W latach 2022–2023 Kreml próbował odłączyć ukraiński system energetyczny, atakując sieci elektroenergetyczne, które jednak można było stosunkowo łatwo naprawić. Głównym celem było wywołanie krótkotrwałych przerw w dostawie prądu, aby podważyć morale społeczeństwa i wywrzeć presję na przywódców politycznych, zmuszając ich do kapitulacji.

Taktyka ta była stosunkowo powściągliwa – unikanie niszczenia mocy wytwórczych, prawdopodobnie w nadziei, że Ukraina szybko się podda i że niewiele trzeba będzie wydać na odbudowę infrastruktury. Jednak do 2024 r. taktyka uległa zmianie, a Rosja zaczęła systematycznie atakować i niszczyć elementy ukraińskiego systemu energetycznego, najwyraźniej porzucając wszelkie oczekiwania, że wojna może zostać wygrana tak łatwo, jak początkowo przewidywano. W 2021 r. Ukraina dysponowała 38 GW energetycznych mocy wytwórczych. Do połowy 2024 r. oficjalne raporty wskazywały, że mniej niż jedna trzecia z nich pozostała sprawna – zaledwie 12 GW. Od tego czasu przeprowadzono znaczące prace renowacyjne, a przed sezonem grzewczym 2025–2026 szacunkowo 17,6 GW zostało ponownie oddanych do użytku. Wiosna przyniosła wytchnienie

Najtrudniejsza zima od wybuchu wojny

Zima 2025–2026 okazała się najsurowsza od początku pełnoskalowej inwazji Rosji. Według ministra energetyki Denysa Szmyhala, po ubiegłorocznych uderzeniach na ukraińską infrastrukturę energetyczną krajowi pozostało mniej niż 10 GW mocy wytwórczych, podczas gdy zimowe zapotrzebowanie może sięgać nawet 18 GW. Ukraina może importować do 2 GW z UE, aby zrekompensować ten niedobór, ale resztą musi zarządzać poprzez cykliczne przerwy w dostawie prądu. Wydłużenie dnia nieco poprawia sytuację; zużycie spada, a produkcja energii z fotowoltaiki przyczynia się do zwiększenia podaży. Gdy piszę ten tekst urzędnicy zgłaszają deficyt zaledwie 1 GW w okresach bez rosyjskich nalotów. Przywrócenie mocy wytwórczych uszkodzonych w ciągu minionej zimy będzie – według ministra Szmyhala – kosztować Ukrainę około 1 mld dol.

Czytaj więcej

Brytyjski senior kupił 25 tankowców dla floty cieni. Trafi przed sąd

Kiedy Rosja rozpoczęła intensywną kampanię niszczenia infrastruktury energetycznej, ukraińskie władze postawiły na nienaruszone elektrownie jądrowe (EJ), ponieważ atak na nie stanowiłby wyraźną czerwoną linię dla światowych przywódców. Rosja skupiła się zamiast tego na niszczeniu tzw. zdolności manewrowych – aktywów, które równoważą system energetyczny w godzinach szczytu zapotrzebowania. Początkowo podejście polegające na wykorzystaniu energii z elektrowni jądrowych, uzupełnianej importem prądu z UE, sprawdzało się całkiem dobrze. Zachęcano do inwestycji w alternatywne źródła energii, takie jak panele słoneczne i rozproszona kogeneracja, ale podejmowały je głównie podmioty bardziej świadome zagrożenia, takie jak firmy i wspólnoty mieszkaniowe przygotowujące się na nadchodzące zakłócenia.

Zmiana taktyki agresora

Zimą 2025–2026 taktyka rosyjska uległa jednak ponownej zmianie, tym razem spotęgowanej wyjątkowo silnym mrozem. Podczas gdy Rosja wcześniej przeprowadzała ogólnokrajowe ataki w celu rozproszenia ukraińskiej obrony powietrznej, teraz zrobiła coś przeciwnego – koncentrując zmasowane ataki rakietowe i dronów na pojedynczych lokalizacjach, przytłaczając lokalne systemy obrony powietrznej.

W ten sposób Rosja doprowadziła do załamania systemów energetycznych w dużych miastach, takich jak Dniepr, Zaporoże, Charków i Kijów. Rosja odcięła również elektrownie jądrowe od sieci krajowej, podważając założenie, że zostaną one oszczędzone. Same elektrownie pozostały nienaruszone, ale Rosja zniszczyła kosztowny sprzęt przesyłowy łączący je z odbiorcami – sprzęt, którego wymiana jest zarówno kosztowna, jak i czasochłonna. Wnioski z minionej zimy Doświadczenia zimy 2025–2026 ujawniły dwie rzeczy. Po pierwsze, inwestycje w alternatywne źródła energii i instalacja kogeneracji stały się obecnie powszechne, a nie tylko niszą, dostępną tylko dla bardziej świadomych. Na każdym poziomie – od społeczności lokalnych po władze centralne – podejmowane są znaczące wysiłki, aby mądrze wykorzystać cenny czas przed kolejnym sezonem grzewczym.

Po drugie, chociaż zima 2025–2026 nie przełożyła się jeszcze na bezpośredni kryzys polityczny dla władz Ukrainy, pomimo ogromnych trudności, z jakimi borykają się mieszkańcy dotkniętych nią miast, nadchodząca zima będzie miała bezpośrednie konsekwencje polityczne dla tych, którzy zbyt lekko potraktowali lekcje z lat 2025–2026.

O autorze

Dmytro Boyarchuk

Ukraiński ekonomista i ekspert w dziedzinie polityki fiskalnej i analiz makroekonomicznych; do niedawna dyrektor wykonawczy ukraińskiego think tanku CASE Ukraina, a od września 2025 r. starszy ekspert w warszawskim CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych. Od lutego 2026 r. jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich. Artykuł pochodzi z cyklu „TEP o Gospodarce”.