– Kreml nie zaostrzy przepisów, ofiarami takiej procedury staliby się bowiem przede wszystkim tak zwani oficjalni Ukraińcy, czyli ci, którzy mieszkają w Rosji i sympatyzują z rosyjską polityką – uważa moskiewski ekspert Aleksiej Makarkin.

Według danych ukraińskiej straży granicznej w 2017 roku na Ukrainę wjechało 1,46 mln obywateli Rosji, z czego 1,4 mln jako powód wizyty podawało „sprawy osobiste". Jednak szczyt przyjazdów przypadł na 2013 rok (10 mln odwiedzających), a załamanie nastąpiło po rosyjskiej agresji w 2014 roku (2,4 mln).

Czytaj także: Ukraina prosi sojuszników o wsparcie wojskowe

Od tego czasu władze w Kijowie już kilkakrotnie wprowadzały obostrzenia dla przyjeżdżających Rosjan. Już w 2014 z kolei Ukraina czasowo zakazała wjazdu tej samej grupie obywateli rosyjskich, co i obecnie. Znosząc ten zakaz, wprowadzono wiosną 2015 roku rozporządzenie zezwalające Rosjanom na przekraczanie granicy tylko na podstawie paszportu zagranicznego. Wcześniej mogli przyjeżdżać tylko z dowodem osobistym (zwanym w Rosji paszportem wewnętrznym).

Zaostrzenie przepisów w 2015 roku spowodowane było zakończeniem śledztw Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w sprawie wybuchu walk w Donbasie. Wykryto, że co najmniej w kilku przypadkach wywoływały je grupy młodych, wysportowanych mężczyzn, którzy przyjechali z Rosji, a schronienie (wraz ze swymi bagażami) znaleźli w budynkach należących do cerkwi prawosławnej podległej moskiewskiemu patriarchatowi.

Od początku obecnego roku Rosjanie muszą przechodzić na ukraińskiej granicy „kontrolę biometryczną", czyli m.in. zostawiać odciski palców.